Przez dwa dni realizowano w Chełmie i okolicach zdjęcia do filmu o dziele Włodzimierza "Wowy" Brodeckiego "Strażnik pamięci".
Kilkadziesiąt lat później ten sam chłopiec, już jako dorosły mężczyzna, przemierza Europę konno. W słynnym, filmowym mundurze majora „Hubala” wjeżdża na Monte Cassino, przemierza szlaki polskich żołnierzy i przypomina o tych, których nazwiska oraz czyny przez dziesięciolecia miały pozostawać poza oficjalną pamięcią.
Włodzimierz „Wowa” Brodecki całe swoje życie rozpiął między dwoma światami: magią teatru i ułańskim siodłem. Był aktorem, animatorem kultury, człowiekiem zżytym z końmi, a przede wszystkim strażnikiem rodzinnej pamięci. Historię nie tylko poznawał i opowiadał. On ją „przemierzał”.
Dla niego pamięć miała zapach końskiej sierści, skóry siodła i pasty do oficerek. Miała dźwięk kopyt uderzających o bruk i rytm samotnego galopu. Była również zobowiązaniem wobec tych, którzy nie mogli już sami opowiedzieć swoich historii.
10 sierpnia realizowana była pierwsza część zdjęć do filmu opowiadającego o słynnym Chełmianinie - Włodzimierzu "Wowie" Brodeckim. Zdjęcia kręcono na tzw. polanie hubertusowej w Janowie. Brali w tym udział członkowie Chełmskiego Stowarzyszenia Koni i Kawalerii Polskiej. Towarzyszyliśmy kamerze. |
Ucieczka przez płonący świat
Wszystko zaczęło się na Wołyniu. To właśnie tam, w wojskowej osadzie Piłsudskiego w Uściługu, 20 kwietnia 1942 roku urodził się Włodzimierz „Wowa” Brodecki. Jego dzieciństwo od pierwszych dni naznaczone było wojną, ale także dwoma pasjami, które później miały wyznaczyć całe jego życie: wojskiem i teatrem.
Ojciec, Stanisław Brodecki, był kawalerzystą Wołyńskiej Brygady Kawalerii. Matka Róża miała natomiast duszę artystki. Organizowała domowe przedstawienia, tworzyła atmosferę, w której teatr był czymś więcej niż rozrywką. Był sposobem przeżywania świata. Ten świat bardzo szybko został jednak roztrzaskany przez doświadczenie wojny.
Stanisław Brodecki walczył pod Mokrą. 1 września 1939 roku Wołyńska Brygada Kawalerii stawiła tam opór niemieckiej 4. Dywizji Pancernej. Później przyszła niewola, ucieczka i powrót do ukochanych przez niego stron. Tam jednak żołnierski szlak wcale się dla niego nie skończył. Został aresztowany przez Gestapo, a życie zawdzięczał żonie, która zdołała go wykupić.
Długo jednak nie mógł powrócić do rodziny. Został dowódcą placówki samoobrony w Bielinie, gdzie ludność polska próbowała chronić się przed narastającą falą przemocy.

Mały Wowa i jego rodzeństwo, choć byli dziećmi, stali się częścią świata, w którym granica między codziennością a konspiracją praktycznie nie istniała. Pod sianem na wozie, którym podróżowała z dziećmi matka, przewożono codziennie partyzancką broń. Młoda ciotka Halina miała z kolei przemycić rozmontowany na części ciężki karabin maszynowy. Przed ukraińskim patrolem musiała zachowywać się tak, jakby jej podróż była zwyczajnym, niewinnym wyjazdem. Najbardziej dramatyczny moment nadszedł jednak 1 lutego 1944 roku.
Dalsza część artykułu na kolejnej stronie:


Napisz komentarz
Komentarze