Z czasem przerodziła się jednak w spór o to, jak należy kwalifikować pisma składane przez radnych, jakie terminy obowiązują burmistrza oraz gdzie przebiega granica między formalnymi wymogami a prawem radnych do uzyskiwania informacji związanych z funkcjonowaniem gminy. W tle znalazły się również zarzuty dotyczące przeciążenia pracą urzędu, deficytu kadrowego oraz różnic w podejściu władz miasta do podobnych pism składanych przez radnych.
Pytanie o wynagrodzenia urzędników
3 lipca 2026 roku radny Mariusz Grams skierował do burmistrza pisemne zapytanie dotyczące aktualnych miesięcznych wynagrodzeń trojga najważniejszych urzędników miasta: zastępcy burmistrza Joanny Kasprzak, sekretarza miasta Roberta Szokaluka oraz skarbnika Sławomira Kowalskiego.
Radny poprosił o przedstawienie wynagrodzeń z podziałem na poszczególne składniki. Odpowiedź z urzędu została przygotowana i wpłynęła 31 lipca. Wynikało z niej, że miesięczne wynagrodzenie brutto zastępcy burmistrza wynosi obecnie 12 308 zł (w tym 8 240 zł wynagrodzenia zasadniczego, 2 420 zł dodatku funkcyjnego oraz 1 648 zł dodatku stażowego). W przypadku sekretarza miasta Roberta Szokaluka jest to 11 618 zł brutto (w tym 8 240 zł wynagrodzenia zasadniczego, 1 730 zł dodatku funkcyjnego oraz 1 648 zł dodatku stażowego). Jeśli idzie zaś o skarbnika miasta Sławomir Kowalskiego, to jego misięczne zarobki wynoszą 12 008 zł brutto (w tym 8 240 zł wynagrodzenia zasadniczego, 2 120 zł dodatku funkcyjnego oraz 1 648 zł dodatku stażowego).
Samo przekazanie informacji nie zakończyło jednak sprawy. Problemem okazał się termin, w jakim odpowiedź została udzielona, oraz sposób zakwalifikowania pisma radnego.
Burmistrz: to nie było formalne zapytanie radnego
W piśmie przewodnim burmistrz Gabriel Adamiec zaznaczył, że jego zdaniem dokument złożony przez radnego nie spełniał wszystkich wymogów formalnych przewidzianych w art. 24 ustawy „O samorządzie gminnym”.
Chodziło przede wszystkim o wymóg krótkiego przedstawienia stanu faktycznego. Zdaniem burmistrza w piśmie radnego zabrakło takiego elementu. W konsekwencji urząd nie potraktował dokumentu jako formalnego zapytania radnego, dla którego obowiązuje 14-dniowy termin odpowiedzi, lecz jako zwykły wniosek rozpatrywany w innym trybie.
Taka kwalifikacja miała - w ocenie władz miasta - uzasadniać udzielenie odpowiedzi dopiero 31 lipca, a więc już po upływie 14 dni od złożenia pisma.
Burmistrz Gabriel Adamiec podczas sesji podtrzymał swoje stanowisko.
- O kwalifikacji pisma decyduje jego treść, a nie jego tytuł - przekonywał burmistrz.
Wyjaśniał, że urząd musiał ocenić dokument pod względem formalnym, a przyjęte stanowisko było konsultowane z radcą prawnym. Podkreślał również swoją odpowiedzialność za informacje publikowane przez urząd, w tym dane zamieszczane w Biuletynie Informacji Publicznej.
W ocenie burmistrza nie można traktować procedur wyłącznie jako formalności. Jeżeli urząd odpowiada na pytania dotyczące wynagrodzeń pracowników i osób pełniących funkcje publiczne, musi mieć pewność, że przekazywane informacje są prawidłowe i kompletne.
„Mamy deficyt kadrowy”
Podczas obrad Gabriel Adamiec zwrócił również uwagę na szerszy problem związany z funkcjonowaniem urzędu. Jak mówił, liczba pism i zapytań kierowanych przez radnych w ostatnim czasie znacząco wzrosła, a urząd zmaga się jednocześnie z problemami kadrowymi.
- Mamy deficyt kadrowy. Zamiast obsługiwać bieżące sprawy mieszkańców, duży procent czasu musimy lokować na odpowiedzi na pisma radnych, których w ostatnim czasie jest bardzo dużo - mówił burmistrz.
Jego zdaniem dodatkowe obowiązki przekładają się nie tylko na obciążenie pracowników, ale także na koszty funkcjonowania samorządu. Wskazywał, że konieczność wykonywania dodatkowej pracy oznacza między innymi powstawanie nadgodzin.
- Za te nadgodziny muszą płacić wszyscy mieszkańcy - podkreślał.
Burmistrz zaznaczył przy tym, że nie kwestionuje samego prawa radnych do zadawania pytań i uzyskiwania informacji. Jego zastrzeżenia dotyczyły przede wszystkim sposobu formułowania pism i konieczności przestrzegania obowiązujących procedur.
Burmistrz Adamiec odniósł się także do prac komisji skarg, wniosków i petycji. Wyraził rozczarowanie tym, że komisja - w jego ocenie - nie zwróciła się wcześniej do niego o dodatkowe wyjaśnienia.
- Uważam, że to było słabe - ocenił sposób procedowania komisji.
W jego przekonaniu przed wydaniem opinii dotyczącej działania burmistrza komisja powinna była wysłuchać również argumentów drugiej strony.
Komisja skarg: „Liczy się treść, a nie formalna nazwa”
Innego zdania była komisja skarg, wniosków i petycji, która zajęła się sprawą. W przedstawionym podczas sesji uzasadnieniu komisja wskazała, że pismo Mariusza Gramsa należy traktować jako zapytanie radnego, ponieważ jego treść jednoznacznie odnosiła się do konkretnego stanu faktycznego i dotyczyła informacji związanych z funkcjonowaniem samorządu.
Zdaniem komisji brak rozbudowanego opisu sytuacji nie może automatycznie prowadzić do pozbawienia pisma charakteru zapytania. Komisja zwróciła uwagę na praktyczne konsekwencje odmiennej interpretacji. Gdyby przyjąć, że o tym, czy pismo zawiera wystarczające przedstawienie stanu faktycznego, każdorazowo decyduje organ, do którego zostało skierowane, mogłoby to prowadzić do dowolnego przedłużania terminu odpowiedzi.
W ocenie komisji termin powinien być liczony od momentu złożenia zapytania, a nie od chwili, gdy urząd uzna, że pismo spełnia określone przez siebie kryteria. Według wyliczeń komisji 14-dniowy termin na udzielenie odpowiedzi upłynął 20 lipca 2026 roku. Odpowiedź została natomiast przekazana 31 lipca, czyli 11 dni po terminie.
Komisja zwróciła również uwagę na - jej zdaniem - niespójność stanowiska przedstawionego przez burmistrza. Z jednej strony urząd twierdził, że przepisy dotyczące zapytań radnych nie mają w tej sytuacji zastosowania, z drugiej zaś odnosił się do terminu określonego właśnie w tych przepisach.
Radny Grams: „Wcześniej odpowiedź była w ciągu 10 dni”
Sam Mariusz Grams podczas sesji podkreślał, że jego zdaniem sprawa nie dotyczyła skomplikowanego problemu prawnego, lecz konsekwencji stosowania odmiennych standardów wobec podobnych pism.
Radny przypomniał, że już w 2024 roku składał zapytanie o identycznej treści. Wówczas odpowiedź otrzymał w ciągu 10 dni i - jak wskazywał - urząd nie zgłaszał zastrzeżeń co do formy jego pisma.
Dla radnego Gramsa był to istotny argument, ponieważ pokazał, że wcześniej podobnie sformułowany dokument został potraktowany jako prawidłowe zapytanie radnego. Radny przywołał również przykład prezydenta Otwocka, który w analogicznej sytuacji miał przyznać się do błędu i przeprosić za opóźnienie. W ocenie Gramsa takie podejście pozwala zakończyć spór bez eskalowania konfliktu i przede wszystkim buduje zaufanie między organami samorządu.
Jego zdaniem najważniejsze w całej sprawie nie było to, że urząd ostatecznie przekazał informacje o wynagrodzeniach, lecz to, że zrobił to po terminie, który - według radnych - obowiązywał w tej sytuacji.
Radny Zduńczuk: „Nawet inna kwalifikacja nie rozwiązuje problemu”.
Do sprawy odniósł się również radny Jakub Zduńczuk, przewodniczący komisji skarg, wniosków i petycji. Zduńczuk zwrócił uwagę, że nawet przyjęcie innej kwalifikacji pisma niekoniecznie rozwiązywałoby problem terminu. Jak argumentował, również w przypadku potraktowania sprawy jako wniosku o udostępnienie informacji publicznej obowiązuje termin 14 dni na reakcję.
W ten sposób radny podważał podstawowy argument burmistrza, zgodnie z którym zakwalifikowanie pisma poza trybem zapytania radnego pozwalało na późniejsze udzielenie odpowiedzi.
Radny Zduńczuk zwrócił także uwagę na inną kwestię. Zapytał burmistrza, dlaczego na analogiczne zapytanie złożone przez radną Henrykę Wiśniewską odpowiedź została udzielona w terminie, podczas gdy w przypadku pisma Mariusza Gramsa zastosowano odmienną interpretację.
Pytanie to miało pokazać, że problemem nie są wyłącznie formalne wymogi dotyczące pism, lecz również sposób ich traktowania przez urząd. Burmistrz odpowiedział, że w przypadku zapytania Gramsa obawiał się sytuacji, która ostatecznie rzeczywiście nastąpiła - czyli sporu o sposób interpretacji przepisów. W jego ocenie zastosowana procedura miała więc zabezpieczyć urząd przed konsekwencjami przyjęcia błędnej kwalifikacji pisma.
Radny Kister: „Burmistrz podlega radzie”
Jeszcze bardziej stanowczo wypowiedział się radny Krzysztof Kister, który wskazywał, że spór nie jest odosobnionym przypadkiem.
Jego zdaniem problem polega na tym, że burmistrz coraz częściej próbuje podważać kwalifikację pism kierowanych przez radnych. Kister uważał, że prowadzi to do niepotrzebnego konfliktu między radą a organem wykonawczym.
- Burmistrz podlega radzie i ma obowiązek odpowiedzieć na pytanie, czy mu się to podoba, czy nie - stwierdził Kister.
Wypowiedź radnego dotykała w istocie szerszego wymiaru sporu. Nie chodziło już wyłącznie o 11 dni opóźnienia w odpowiedzi na konkretne pytanie, lecz o wzajemne relacje między radą miasta a burmistrzem.
Rada jako organ stanowiący ma prawo kontrolować sposób funkcjonowania miasta i uzyskiwać informacje potrzebne do wykonywania mandatu. Burmistrz natomiast odpowiada za organizację pracy urzędu i prawidłowość podejmowanych przez niego działań. Konflikt powstał w momencie, gdy obie strony inaczej zinterpretowały granice tych uprawnień i obowiązków.
Przewodnicząca: „Dwie interpretacje tych samych przepisów”.
Przed głosowaniem nad uchwałą przewodnicząca Iwona Herda zwróciła uwagę na patową sytuację, w której znalazły się obie strony.
Jak wskazała, zarówno burmistrz, jak i radni powoływali się na przepisy prawa, ale wyciągali z nich odmienne wnioski. Spór nie wynikał więc z tego, że jedna ze stron całkowicie ignorowała przepisy, lecz z ich odmiennej interpretacji.
Z jednej strony burmistrz wskazywał na formalne wymogi dotyczące zapytań radnych oraz opinię prawną, na której opierał swoje stanowisko. Z drugiej strony komisja i część radnych argumentowali, że najważniejsza powinna być rzeczywista treść pisma oraz prawo radnego do uzyskania informacji w określonym terminie.
Ostatecznie to jednak stanowisko komisji uzyskało poparcie większości rady. W głosowaniu nad uchwałą w sprawie uznania skargi na bezczynność burmistrza za zasadną pięciu radnych zagłosowało za, trzech przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu.
Czytaj także:
- Rejowiec Fabryczny. Gorąca debata na temat miejskiego budżetu. Pieniądze z rezerwy, inwestycje i pytania o Spartę
- Gm. Siedliszcze. Mieszkańcy Chojna Nowego Pierwszego chcą progów zwalniających. Sprawa czeka na opinie
- Gm. Siedliszcze. Nowy autobus dla WTZ pewny. Gmina szykuje także remont placówki
- Chełmska klasa A. Znicz Siennica Różana nadal na czele


Napisz komentarz
Komentarze