To zdarzyło się 13 sierpnia przed południem. Gdy zajechaliśmy na miejsce, zauważyliśmy grupę ludzi, którzy zgromadzili się wokół leżącego przy śmietniku mężczyzny i zastanawiali się, co zrobić, aby mu pomóc.
- Wezwaliśmy karetkę, bo liczyliśmy na to, że skoro jest w złym stanie, to zostanie zabrany do szpitala. Ale karetka odjechała bez niego. Nie możemy patrzeć, jak się tu męczy. Przecież nie zostawimy człowieka bez pomocy. Może ktoś by go zawiózł do szpitala? - zastanawiali się głośno. Pojawiła się jednak wątpliwość, czy w szpitalu w ogóle zostanie przyjęty...
Mieszkańcy jednak nie odpuszczali
Wezwano policję. Mieszkańcy liczyli na to, że funkcjonariusze będą mogli pomóc w przewiezieniu mężczyzny do szpitala. Patrol szybko pojawił się na miejscu. Policjanci poinformowali jednak, że nie mogą zająć się transportem chorego do szpitala.
Sytuacja wydawała się więc patowa. Funkcjonariusze zasugerowali, że potrzebne jest skierowanie od lekarza rodzinnego, aby mężczyzna mógł zostać przetransportowany do szpitala. Chory wskazał przychodnię, do której kiedyś chodził do lekarza.
Nasza dziennikarka skontaktowała się z placówką telefonicznie i poinformowała pracownicę recepcji o sytuacji mężczyzny oraz o jego stanie zdrowia. Przekazała również informację, że leży przed blokiem przy ulicy Sienkiewicza i nie jest w stanie samodzielnie dotrzeć do przychodni. Spotkała się ze zrozumienie i empatią. Ustalono, że ktoś o wyznaczonej godzinie przyjedzie do przychodni, aby odebrać skierowanie dla potrzebującego pomocy Chełmianina.
Tak też się stało. Kilkoro mieszkańców udało się na ulicę Dreszera, gdzie lekarz wystawił skierowanie do szpitala i na transport medyczny. Z dokumentami mieszkańcy wrócili przed blok przy ulicy Sienkiewicza i ponownie wezwali karetkę.
Druga karetka zabrała chorego
Ratownicy przyjechali na miejsce po raz drugi. Tym razem mężczyzna został zabrany do szpitala. Karetka odjechała na sygnałach. Mieszkańcy odetchnęli z ulgą, wierząc, że człowiek, który sam nie był w stanie o siebie zadbać, otrzymał szansę na leczenie i przeżyje. Jednocześnie nie kryli oburzenia. Ich zdaniem do takiej sytuacji nie powinno w ogóle dojść.
- To straszne, że są wokół nas ludzie samotni, bezradni, znajdujący się w różnych sytuacjach życiowych, którzy nie mają bliskich, nie są w stanie sami o siebie zadbać, a system wymusza konkretne działania, wobec którym jesteśmy czasami bezradni - skomentował jeden z zaangażowanych w akcję mężczyzn. - To pokazuje, jak człowiek czasem jest mało wart....
Wśród mieszkańców pojawiały się komentarze, że "dzisiaj łatwiej znaleźć pomoc dla porzuconego czy chorego zwierzęcia niż dla człowieka pozostawionego bez dachu nad głową". To mocne słowa. Trudno jednak nie zrozumieć emocji osób, które tego dnia były na miejscu.
Ta historia jest czymś więcej niż tylko relacją z interwencji sprzed jednego z chełmskich bloków. Historia z ulicy Sienkiewicza pokazuje, że w sytuacji kryzysowej ogromną rolę mogą odegrać przypadkowi świadkowie. Tym razem byli to mieszkańcy z osiedla, którzy nie odwrócili wzroku...
Ta historia stawia też pytania
Najważniejsze pytanie, które narzuca się w tej sytuacji, brzmi: co zrobić, gdy spotykamy na swojej drodze osobę bezradną i chorą, która nie jest w stanie sama o siebie zadbać? Nie ważne, czy to zniszczony alkoholik, czy ktoś samotny i bezradny, a może bezdomny, któremu życie wyjątkowo dało w kość. Czy w sytuacji, kiedy człowiek leży bezradny na ulicy, wiemy, jak powinniśmy zareagować? Na pewno nie powinniśmy przechodzić obojętnie. Ale jak pokonać system?
Postanowiliśmy zwrócić się do Komendy Policji w Chełmie oraz Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie z pytaniami o procedury obowiązujące w takich przypadkach.
Dyrektor Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie Dorota Rybaczuk poinformowała nas, że zespoły ratownictwa medycznego realizują swoje działania niezależnie od sytuacji społecznej czy materialnej osób wymagających pomocy.
- Postępowanie wobec osoby bezdomnej jest takie samo, jak wobec każdej innej osoby. Jeśli u pacjenta wystąpiło nagłe zdarzenie zdrowotne i jego stan wymaga pomocy medycznej, po badaniu na miejscu zdarzenia, kierownik zespołu dokonuje kwalifikacji, czy należy udzielić pomocy na miejscu czy przetransportować do szpitala, lub wydaje zalecenia co do dalszych działań dotyczących pacjenta (np. kontakt z lekarzem POZ lub lekarzem specjalistą).
Jak wskazała, zespół ratownictwa medycznego transportuje osobę, która znajduje w stanie zagrożenia zdrowia lub życia do najbliższego pod względem dotarcia Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Nie wymaga to skierowania od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Natomiast kierownik zespołu ratownictwa medycznego, po zbadaniu pacjenta i stwierdzeniu potrzeby dalszej diagnostyki lub leczenia, decyduje samodzielnie o konieczności hospitalizacji lub jej braku.
- Jeśli stan pacjenta nie jest stanem nagłym i nie wymaga pilnej pomocy medycznej, pacjent może zostać pozostawiony na miejscu, z zaleceniem kontaktu z lekarzem rodzinnym lub specjalistą, który zajmie się zgłaszanymi objawami - przyznała dyrektor stacji.
I dodała, że:
- Za opiekę nad osobami, które nie są samodzielne i wymagają pomocy odpowiadają Ośrodki Pomocy Społecznej (MOPS/GOPS), które mogą zorganizować usługi opiekuńcze w miejscu zamieszkania (pomoc w higienie, zakupach, przygotowaniu posiłków) dla osób niesamodzielnych, o co można wnioskować bezpośrednio u pracownika socjalnego. Jeśli pacjent znajduje się pod opieką lekarza rodzinnego, może zamówić wizytę domową lekarza, uzyskać skierowanie do specjalistów, do szpitali czy poradni, a także uzyskać pomoc od pielęgniarki środowiskowej, która może wykonać w domu pacjenta zabiegi i świadczenia pielęgnacyjne wynikające ze zlecenia lekarskiego.

Napisz komentarz
Komentarze