Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama
Rozmowa z Tomaszem Kosiakiem, prezesem zarządu DACSYSTEM sp. z o.o

O jakości powietrza trzeba rozmawiać językiem danych, nie emocji. Mieszkaniec ma prawo wiedzieć, czy pomiary są prowadzone, co obejmują i czy wynika z nich realny problem

Tomasz Kosiak, prezes zarządu DACSYSTEM sp. z o.o., od lat zajmuje się monitoringiem środowiskowym i systemami pomiaru jakości powietrza. Kierowana przez niego gdańska firma rozwija rozwiązania do zbierania, weryfikacji, analizy i prezentacji danych, wykorzystywane m.in. przez administrację publiczną, samorządy, przemysł oraz instytucje naukowe.

W rozmowie wyjaśnia, jak działają lokalne pomiary jakości powietrza, czym różnią się od państwowego monitoringu i jak interpretować wyniki bez uproszczeń. Punktem odniesienia są m.in. pomiary prowadzone wokół Zielonych Ferm firmy Wipasz, gdzie badane są pyły, wybrane gazy oraz uciążliwości odorowe. Jak podkreśla, w sprawach środowiskowych kluczowe są precyzja, metodyka i ostrożne wnioskowanie z danych.

Czym właściwie zajmuje się DACSYSTEM i dlaczego Państwa dane są istotne w rozmowie o jakości powietrza?

Zajmujemy się kompleksową obsługą procesu pomiarowego: zbieraniem danych, ich transmisją, przetwarzaniem, weryfikacją i wizualizacją. Wdrażamy oraz utrzymujemy systemy pomiarowe, ze szczególną specjalizacją w obszarze zanieczyszczeń powietrza. To oznacza, że nie patrzymy na pomiar wyłącznie jako na urządzenie zawieszone w terenie.

Pomiar to cały proces: dobór metody, poprawna praca czujników, stabilna transmisja, kontrola jakości danych, archiwizacja, analiza i pokazanie wyników w taki sposób, żeby można było z nich odpowiedzialnie korzystać.

Projektujemy również mierniki wskaźnikowe, czyli pomocnicze urządzenia pomiarowe. które przy właściwej kalibracji i kontroli jakości pozwala budować gęste lokalne sieci pomiarowe.

Z jakimi klientami pracujecie najczęściej?

Pracujemy z administracją centralną, samorządami, instytucjami naukowymi i przemysłem. Wśród naszych partnerów i klientów są instytucje powiązane z systemem ochrony środowiska, w tym Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, instytuty badawcze, NASK, IMGW czy IOŚ-PIB.

Współpracujemy także z miastami i gminami. To są zarówno duże ośrodki, jak: Warszawa, Gdańsk, Gdynia czy Płock, jak i mniejsze samorządy, gdzie lokalny pomiar bywa jedynym realnym źródłem informacji o powietrzu blisko mieszkańców.

Bardzo ważny obszar to przemysł: rafinerie, energetyka, porty, zakłady komunalne, spalarnie, kopalnie czy zakłady metalurgiczne. W takich miejscach pomiar ma szczególne znaczenie, bo pozwala przejść od ogólnych opinii do sprawdzalnych danych.

Jak w Polsce bada się jakość powietrza?

Podstawą jest Państwowy Monitoring Środowiska prowadzony przez GIOŚ. To są stacje referencyjne, działające według ściśle określonych metod. Dane z takich stacji mają najwyższy status, bo służą do oficjalnej oceny jakości powietrza.

Ale tych stacji nie może być bardzo dużo, ponieważ są kosztowne w zakupie i utrzymaniu. Dlatego obok monitoringu państwowego rozwijają się lokalne sieci pomiarów wskaźnikowych: samorządowe, edukacyjne, przemysłowe czy obiektowe. One nie zastępują stacji referencyjnych, ale uzupełniają obraz. Pozwalają sprawdzić, co dzieje się bliżej konkretnej szkoły, osiedla, zakładu czy fermy.

Czym taki lokalny monitoring różni się od państwowego monitoringu jakości powietrza?

Monitoring państwowy odpowiada na pytanie o jakość powietrza w skali kraju, województwa albo strefy oceny. Monitoring lokalny odpowiada na pytanie bardziej szczegółowe: co dzieje się w konkretnym miejscu i czy dany obiekt może wpływać na swoje najbliższe otoczenie.

W przypadku obiektu takiego jak ferma ważne są nie tylko same stężenia substancji, ale też lokalizacja punktów pomiarowych, kierunek i prędkość wiatru, sezon, tło regionalne oraz porównanie danych z terenu obiektu i z miejscowości sąsiednich. Dopiero taki zestaw informacji pozwala mówić o ewentualnym oddziaływaniu.

Jak wygląda metodyka pomiarów prowadzonych na Zielonych Fermach?

Stosowane są różne warstwy pomiaru. Są pomiary olfaktometryczne, które pomagają oceniać uciążliwość zapachową i kalibrować dalsze obserwacje. Są pomiary metodami pasywnymi, które dają uśredniony obraz stężeń w dłuższym okresie, na przykład tygodniowym. Jest też ciągły monitoring online, prowadzony z wykorzystaniem mierników wskaźnikowych i systemów zbierania oraz analizy danych.

Bardzo ważny jest pomiar parametrów meteorologicznych, przede wszystkim kierunku i prędkości wiatru. Bez tego trudno uczciwie powiedzieć, czy dana zmiana stężenia może mieć związek z fermą, czy raczej z tłem regionalnym, sezonem grzewczym albo innym źródłem emisji.

Dlaczego badane są właśnie PM10, PM2,5, amoniak i siarkowodór?

Amoniak i siarkowodór są istotne, ponieważ mogą powstawać przy beztlenowym rozkładzie materii organicznej. Jeżeli proces hodowli, wentylacji, utrzymania ściółki i higieny jest dobrze prowadzony, ryzyko powstawania takich uciążliwości jest ograniczane. Dlatego te substancje są ważnymi wskaźnikami potencjalnego problemu.

PM10 i PM2,5 to pyły drobne, ważne z punktu widzenia zdrowia ludzi. W Polsce ich stężenia bywają podwyższone zwłaszcza w sezonie grzewczym, więc trzeba umieć odróżnić tło regionalne od ewentualnego wpływu konkretnego obiektu. Monitoring na fermie i w sąsiedztwie pozwala takie porównania wykonywać.

Co z dotychczasowych pomiarów na Zielonych Fermach wynika wprost?

W zakresie objętym monitoringiem nie wykazano istotnego negatywnego oddziaływania na jakość powietrza ponad tło i przyjęte wartości odniesienia. To jest najuczciwsze sformułowanie.

Nie oznacza ono, że jakikolwiek obiekt „nie oddziałuje w żaden sposób”, bo każda działalność ma swój ślad środowiskowy. Oznacza natomiast, że w badanych parametrach, przy zastosowanej metodyce, dane nie potwierdzają tezy o przekroczeniach albo istotnym pogorszeniu jakości powietrza w otoczeniu.

Mówiąc prościej, jeżeli monitoring pokazuje brak przekroczeń i brak trwałego, istotnego wzrostu stężeń względem tła, to nie ma podstaw, aby mówić o zagrożeniu jakości powietrza w badanym zakresie.

Mieszkaniec nie musi znać szczegółów całej aparatury. Ma natomiast prawo wiedzieć, czy pomiary są prowadzone, co obejmują, jak często zbierane są dane i czy wynika z nich realny problem. W tym sensie monitoring zmniejsza pole do domysłów.

W debacie często pojawia się temat odorów. Czy monitoring powietrza odpowiada na pytanie o zapach?

Częściowo tak, ale trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Klasyczny monitoring jakości powietrza dotyczy substancji istotnych dla ochrony zdrowia, takich jak pyły, tlenki azotu, dwutlenek siarki, ozon, benzen czy tlenek węgla. Odory są czymś innym. To mieszaniny różnych substancji, które człowiek odbiera jako zapach, czasem uciążliwy, choć niekoniecznie oznaczający zagrożenie zdrowotne.

Referencyjnie odory bada się metodami olfaktometrycznymi, czyli z udziałem ludzkiego nosa i określonych procedur. Problem polega na tym, że taki pomiar nie działa automatycznie przez całą dobę. Dlatego stosuje się mierniki odorowe, które na podstawie stężeń kluczowych substancji, warunków pogodowych i algorytmów szacują klasę uciążliwości zapachowej.

Nie chodzi o to, żeby każdej godzinie przypisać absolutnie idealną liczbę. Chodzi o wiarygodne określenie, czy mamy brak zapachu, lekki zapach, wyraźną uciążliwość czy sytuację wymagającą reakcji.

Co jest najważniejsze i jednocześnie najtrudniejsze  w badaniu odoru ?

Najważniejsze ograniczenie polega na tym, że każdy monitoring odpowiada na pytania, do których został zaprojektowany. Jeśli mierzymy określone substancje w określonych punktach i określonym czasie, to właśnie w tym zakresie mamy twardą wiedzę.

Interpretacja zaczyna się tam, gdzie próbujemy wyjaśnić przyczynę zjawiska. Dlatego potrzebne są dane meteorologiczne, porównanie punktów, znajomość tła regionalnego i ostrożny język. Dobry monitoring nie służy do tworzenia efektownych haseł. Służy do odpowiedzialnego opisu rzeczywistości.

Czy na podstawie tych pomiarów można powiedzieć, że Zielone Fermy negatywnie wpływają na jakosć powietrza?

Precyzyjnie powiedziałbym tak: na podstawie dotychczasowych pomiarów, w zakresie badanych substancji i przyjętej metodyki, nie wykazano, aby Zielone Fermy powodowały istotne negatywne oddziaływanie na jakość powietrza w otoczeniu ponad tło i wartości odniesienia.

To zdanie jest mniej publicystyczne, ale właśnie dlatego jest bezpieczne i rzetelne. W sprawach środowiska warto unikać przesady w obie strony. Ani nie należy bagatelizować obaw mieszkańców, ani formułować zarzutów bez danych.

Czyli najlepszą odpowiedzią na emocje są dane?

Dane i transparentność. Emocje wokół takich tematów są zrozumiałe, bo ludzie pytają o swoje otoczenie, zdrowie i komfort życia. Ale jeżeli chcemy naprawdę odpowiedzieć na te obawy, musimy pokazać, co jest mierzone, jak często, jaką metodą i co z tego wynika.

W mojej ocenie nowoczesny obiekt powinien być nie tylko dobrze zaprojektowany, ale również monitorowany. Wtedy rozmowa z mieszkańcami może opierać się na faktach, a nie na domysłach.

Co jest najważniejszym wnioskiem dla osób mieszkających w pobliżu takich obiektów?

Że warto pytać o konkrety. Nie tylko: „czy będzie uciążliwość?”, ale: jakie substancje są mierzone, gdzie stoją punkty pomiarowe, czy uwzględnia się kierunek wiatru, czy wyniki są porównywane z tłem i wartościami odniesienia.

Jeżeli mamy taki zestaw danych, możemy rozmawiać spokojniej. A w przypadku Zielonych Ferm dotychczasowe pomiary nie potwierdzają obaw o istotne negatywne oddziaływanie na jakość powietrza w badanym zakresie. To jest najważniejszy komunikat: nie deklaracja bez pokrycia, tylko wniosek oparty na pomiarach.

Dziękuję za rozmowę


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama