Protest przybrał dzisiaj spokojną formę. Zamiast głośnych manifestacji na zewnątrz budynku, urzędnicy wylogowali się ze swoich stanowisk i zebrali w wyznaczonej sali konferencyjnej.
– De facto nie zamykamy zakładu, aczkolwiek trwa dwugodzinny strajk ostrzegawczy, który jest kolejnym etapem naszych działań – wyjaśnia Regina Borkowska, przewodnicząca związku „Solidarność” w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. – Kontynuujemy go w taki sposób, żeby nie utrudniać naszym klientom obsługi. U nas jest taka decyzja i myślę, że trzeba to uszanować.
Mimo ograniczonej obsady urzędnicy starali się na bieżąco pomagać interesantom. Równolegle, na piętrze w sali konferencyjnej debatowano o problemie i wpisywano się na oficjalną listę strajkujących.
Więcej obowiązków, te same pensje
Przyczynkiem do strajku są niskie zarobki oraz drastycznie rosnący zakres obowiązków. Związkowcy podkreślają, że ZUS przejął obsługę wielu nowych programów socjalnych, jednak nie poszły za tym adekwatne środki na wynagrodzenia dla osób, które te wnioski obsługują.
– Chodzi o to, że państwo nakłada zbyt wiele zadań na Zakład Ubezpieczeń Społecznych i bez żadnych pieniędzy – tłumaczy Regina Borkowska. – Wszystko już przeszło do ZUS-u: 800 plus, wszystkie świadczenia rodzinne, mama plus, dodatki na dziecko w przedszkolu, w żłobku. Za obowiązkami natomiast nie poszły żadne pieniądze. Także przede wszystkim o to walczymy.
Strajkujący domagają się podwyżek rzędu 1200 złotych. Jak dotąd, w toku negocjacji prowadzonych od 1 kwietnia, udało się uzyskać jedynie propozycję wzrostu wynagrodzeń do 220 złotych z wyrównaniem od stycznia. Dla pracowników to jednak wciąż stanowczo za mało.
– Tu musi być wsparcie Ministerstwa Pracy i Ministerstwa Finansów, żebyśmy po prostu pozyskali większe środki jako instytucja – dodaje przewodnicząca lokalnej „Solidarności”. Zauważa przy tym, że choć państwo inwestuje w modyfikacje systemów informatycznych, to ostatecznie automatyzacja nie rozwiązuje wszystkiego. – To nie jest tak, że w ZUS-ie robią wszystko roboty czy systemy. Wszystko ludzie muszą przygotować i stąd to jest większe obciążenie.
Widmo strajku generalnego?
Dwugodzinny strajk ostrzegawczy to kolejny etap po kwietniowej manifestacji w centrali, która zgromadziła kilka tysięcy osób. Co nastąpi, jeśli postulaty pracowników wciąż nie zostaną wysłuchane? W tle pojawia się już perspektywa poważniejszych kroków.
Jeden ze związków zawodowych wczoraj rozpoczął procedurę referendum strajkowego. Przewodnicząca Borkowska podchodzi jednak do tego kroku z ostrożnością, uznając go za nieco przedwczesny przed rzetelną oceną skutków obecnego protestu.
– W zakładzie jest 12 związków. Musi być porozumienie międzyzwiązkowe, żeby zaangażować pracowników i wszystkie związki, żeby były konkretne efekty naszych działań – podsumowuje Borkowska.
Czytaj też:


Napisz komentarz
Komentarze