Zwykły dzień, niezwykli ludzie
Piątkowe popołudnie. Na ogarniętych półmrokiem szkolnych korytarzach radosny gwar. To chłopcy ze starszych klas rywalizują właśnie przy stołach o miano mistrza paletki. Spierają się co chwila o to, jaki jest wynik i komu należy się punkt. Liderzy szkolnych grup ustalają, kto i z kim może się zmierzyć. Inni zasiedlili ustawione pod ścianami ławki. Prowadzą ożywione rozmowy na temat najciekawszych obecnie gier, modnych kosmetyków i zwykłych, codziennych spraw. Kilkoro dziewcząt i chłopców przechadza się bezradnie pomiędzy graczami i dyskutantami, nie wiedząc do końca, co mogą ze sobą zrobić. Ostatnie chwile, które przerwie za chwilę rozdzierający dźwięk dzwonka. Piątek. Wszyscy spieszą do domów, chociaż wyjątkowo długa, świąteczna przerwa zakończyła się przecież przed kilkoma dniami. Wyjątkowa jest też tegoroczna zima. Początkowo nieśmiała, uderzyła teraz z całą mocą. Podświadomie myśli biegną więc w kierunku ciepła domowego ogniska.
Pomiędzy zwykłymi uczestnikami szkolnego życia kryje się jednak grupa uczniów zupełnie niezwykłych. Pojawiają się nagle – tuż obok drzwi sali, w której ma się odbyć kolejne spotkanie szkolnej grupy teatralnej „Sawineatr”. Nie dostrzegłem ich wcześniej. Gdzie byli? Tu? Na korytarzu, przez który przed chwilą przechodziłem? Uczniowie klas trzecich, czwartych, ale i tych starszych. Niektórzy taszczą na plecach zbyt ciężkie tornistry. Dziecięce, okrągłe twarze, na których rysuje się charakterystyczny uśmiech. Ci niecierpliwi przebierają nogami i z zaciekawieniem zaglądają do sali przez uchylone drzwi. „Proszę pani, czy to już?”, „Kiedy zaczynamy?”, „Co będziemy dziś robić?”. Po chwili małe zgromadzenie wlewa się do pustej sali. Pomiędzy uczniami najmłodszych klas wyrasta las nastolatków. Dojrzalsze, głębsze spojrzenia, inne twarze. Ale ten sam entuzjazm. Pojawia się, zaimprowizowany naprędce ze szkolnych ławek, niemal rodzinny stół. Bo to mała, teatralna rodzina. Każdy z jej członków jest skarbem. Niektóre diamenty wymagają jeszcze oszlifowania, a niektóre wystarczyło wydobyć tylko spod grubych warstw szkolnej codzienności, przytłaczającej prozy życia. W „Sawineatrze” rozkwitli – niczym piękne rośliny, które otrzymały łyk ożywczej wody.
Pojawia się wzruszenie. Gdzie są ci rzekomo zblazowani młodzi? Gdzie ci wieczni abnegaci, którzy zamiast ofiarowywać, wciąż oczekują i żądają. W grupie, w której miałem przyjemność spędzić piątkowe popołudnie, spotkałem ludzi, którzy fascynują. Żałuję, że zabrakło czasu. Że zabraknie miejsca, aby o każdym z nich opowiedzieć osobną historię. Bo z pewnością na to właśnie zasługują. Spotkałem młodych, którzy są piękni swoją radością i entuzjazmem. Uczniów, którzy stawiają sobie ambitne cele i mierzą wysoko. Tak – chcą latać. Odważyli się, by marzyć dzięki przestrzeni, którą stworzyły ich wychowawczynie.
- Marzę o tym, aby zostać aktorką. Dlatego postanowiłam wstąpić do koła. Lubię rozwój w grupie. Kontakt z innymi. Myślę, że dzięki teatrowi będę w stanie się rozwinąć – uważa Zosia, uczennica szóstej klasy.
Wiedzą, czego chcą
Malwinę, która także uczęszcza obecnie do szóstej klasy, urzekła w spotkaniach radosna, nieskrępowana niczym atmosfera. Swoboda wyrażania siebie. Bo teatr rodzi się z wolności. Każdy z młodych aktorów dysponuje całym zestawem świetnych pomysłów. I wszystkie zostaną zapewne kiedyś wykorzystane. Nie sposób skosztować wszystkiego od razu. Teraz przyszedł czas na zregenerowanie sił po „Kopciuszku”, którego niedawna, przedświąteczna premiera wprost powaliła na kolana gminną i powiatową publiczność.
Czy przystępując do realizacji wielkiego dzieła, podejrzewamy, że będzie wielkie? Doświadczenie podpowiada, że pierwsze kroki w nieznanej materii są jak stąpanie po bardzo cienkim lodzie. Trzeba uważnie dobierać wszystkie środki, zastanawiać się nad każdym pomysłem. Próby „Sawineatru”, podczas których ekipa przygotowywała premierowe przedstawienie, były inne. Wydaje się, że tego swojego, osobistego, intymnego „Kopciuszka” nosili w sobie niemal od zawsze. Musiał się tylko wydarzyć mały cud spotkania przy wspólnym stole. Cud pierwszego wejścia na scenę, aby uwolnić nagromadzoną przez lata energię.
Iga, jedna z młodszych uczennic, które angażują się w dodatkowe zajęcia, wzięła na barki wymagającą rolę Macochy. Z natury jest uroczą wiercipiętą. Wszędzie jej pełno. Zapytana o jakąkolwiek sprawę, odpowiada z zaangażowaniem. Mówić mogłaby długo – byle jej pozwolono. Do roli surowej cenzorki Kopciuszka pasowała więc jak ulał.
- Na pewno się zmieniliśmy. Te postępujące zmiany widać było zresztą na naszych próbach. Dojrzeliśmy. W miarę upływającego czasu i włożonej pracy. Talent jest ważny, ale ważniejsza jest chyba praca. Jest to praca z ludźmi, więc rozwinąć można się na wielu różnych płaszczyznach. Tutaj, w grupie teatralnej, staramy się zresztą ze sobą współpracować. Pomagać sobie nawzajem – uważa z kolei niezwykle dojrzała w swojej ocenie Ala.
Radość. To słowo przewija się w trakcie naszej rozmowy bardzo często. Młodzi aktorzy chcą nią obdarzać. Zarażać innych. To dla atmosfery szczęścia aktorką chce zostać Natalka, uczennica, która opuści za chwilę mury sawińskiej placówki.
- Pociąga mnie ten kontakt z ludźmi. Możliwość dawania radości. Zabawne sceny powodują uśmiech i radość. I to mi się bardzo podoba. Tak właśnie było w czasie naszego przedstawienia. Aktor powinien obdarzać uśmiechem – twierdzi Natalia.
„Sawineatr” to cała barwna paleta różnego rodzaju talentów. Niektórzy równie sprawnie, co słowem, operują również możliwościami własnego ciała. Dzisiaj nikt już nie wyobraża sobie „Kopciuszka” bez grupy dziewcząt, które odpowiadały za stworzenie wysmakowanych, a przede wszystkim niezwykle wymagających fizycznie układów choreograficznych. Od początku do końca tancerki opracowały wszystko samodzielnie. Dobrały odpowiednią muzykę i opracowały sekwencję ruchów. Wszyscy zgodnie oceniają, że bez tego elementu przedstawienie nie byłoby już takie samo. Zabrakłoby jakiejś istotnej wartości. Pewnej magii, której dostarczyć może taniec.
- W pewnym momencie musieliśmy powiedzieć „sprawdzam” i takim momentem była właśnie premiera. Wtedy byliśmy w stanie zobaczyć nasze przedstawienie jako całość. Mnie osobiście dostarczyło wielu małych radości, o czym wspominała Natalia, ale też wzruszeń. Wzruszył mnie między innymi taniec naszych dziewczynek. Poświęciły swój czas, wypracowały samodzielnie cały układ, zmobilizowały się i nawzajem dopingowały do ciężkiej pracy. Zadbały naprawdę o wiele elementów, które wymagały dojrzałych decyzji. Był też inny taniec – taniec wróżek. Z kolei Wiktor, który lubi czasami błyszczeć i popisywać się, musiał przełamać swoje opory i zagrać Księcia wspólnie z Alą, która jest od niego wyższa. Tak więc przedstawienie zrodziło się na fundamencie scenariusza, ale piękne mury wznieśli swoim talentem nasi uczniowie – zaznacza Iwona Wołoszkiewicz, która prowadzi na co dzień lekcje języka polskiego i historii.
To, co w życiu najważniejsze
Na tym właśnie polega magia teatru. Tutaj spotkania na scenie są niczym spacery po zaczarowanym ogrodzie. Na każdej z alejek czeka piękny, niezwykły kwiat. Inne piękno. Inne doświadczenie. Każdy potrafi do głębi zachwycić, zatrzymać oddech. Ktoś kiedyś miał zresztą powiedzieć, że prawdziwe życie jest sumą chwil, które zapierają dech w piersiach. Czy ktoś z obecnych na premierze widzów pomyślałby o tym, jak wiele talentów skrywa w sobie kapłan miejscowej parafii pw. Przemienienia Pańskiego ks. Robert.
- Tutaj, na zajęciach czy na próbach spotykamy się nie z naszymi uczniami, których na co dzień rozliczamy z wiedzy, ale zachwycającymi zjawiskami. Każdy z tych młodych ludzi, a nie sposób chyba powiedzieć o nich wszystkich, stanowił dla nas osobne odkrycie. Natalka objawiła się na przykład jako talent muzyczny – ukryty przez niemal osiem lat pobytu w szkole. Oliwka okazała się niesamowitą tancerką. Ewa jest wszechstronna. Naprawdę nie sposób opowiedzieć o wszystkich naszych odkryciach ostatnich miesięcy – podkreśla pani Iwona.
Jej koleżanka, Anna Sabarańska-Kowalska, dodaje, że do końca nie wiadomo było, z jakim odbiorem spotka się zaproponowana przez nich forma. Ostateczny efekt przerósł oczekiwania wszystkich.
- Byłyśmy z Iwoną schowane za kurtyną i do końca nie wiedziałyśmy, ile osób pojawiło się na widowni Gminnego Ośrodka Kultury. Na koniec okazało się, że na widowni było morze głów. Ludzie stali jeszcze w przejściu. Co rusz ktoś próbował coś dostrzec spomiędzy ramion innych. Mnie to absolutnie zaskoczyło – zdradza pani Anna.
Przy ciepłym ognisku „Sawineatru” zgromadzili się sprawdzeni przyjaciele. Przede wszystkim rodzice, bez których wiele marzeń nie udałoby się zrealizować. Marzenia młodych chce również spełniać Piotr Królikowski, który odpowiadał nie tylko za brawurową realizację nagrania z występu, ale całą oprawę w mediach społecznościowych, która poprzedzała premierę. Niemożliwe stało się możliwe także dzięki gościnnym progom Gminnego Ośrodka Kultury i Tomasza Sutryka, który sprawnie zarządzał całą aparaturą nagłaśniającą. Możliwości, by się rozwijać, teatr ma także dzięki Regionalnemu Towarzystwu Gminy Sawin. W dzieło chcą się również angażować seniorzy z Dziennego Domu Senior+ "Przystań" w Sawinie. A na całe to szaleństwo przyzwoliła w końcu pełniąca obowiązki dyrektor Renata Terlecka.
Na liście młodych adeptów sztuki są już zresztą kolejni chętni. Między innymi Amelka, która postanowiła odważyć się i zapytać o możliwość dołączenia do kółka. I otrzymała zgodę.
Pozwólmy – dla dobra swojego i pięknych młodych.
Czytaj także:
- Gm. Wierzbica. Potrzebujący będą mieli opiekę. Gmina rozstrzygnęła trudne postępowania
- Gm. Wierzbica. Firma od „zielonej energii” przyszła z konkretną propozycją. Chcą wybudować 12 turbin
- Gm. Wierzbica. Nowy budżet nie wzbudził wątpliwości
- Gm. Wierzbica. Uchwała dla strażaków zaktualizowana. Jaki ekwiwalent dostaną ratownicy?








![Chełm. W ubiegłym tygodniu odeszli od nas... [18-1-2026] W ubiegłym tygodniu odeszli do wieczności. Ostatnie pożegnanie naszych bliskich. Nekrologi z Chełma i powiatu chełmskiego.](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/sm-4x3-chelm-w-ubieglym-tygodniu-odeszli-od-nas-11-1-2026-1768695136.jpg)







Napisz komentarz
Komentarze