Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Przeczytaj!
Reklama baner reklamowy
Reklama baner reklamowy
Czują się skrzywdzeni przez system

Gm. Dorohusk. Transportowcy przygotowują kolejny protest

Odpowiedni dokument, czyli zawiadomienie o zamiarze zorganizowania zgromadzenia publicznego, trafił już do urzędu gminy. Jednak Rafał Mekler oraz jego stronnicy przekonani są o tym, że władze nie wydadzą odpowiedniego pozwolenia i swoich praw będą zmuszeni dochodzić w sądzie. - Branża nie wytrzymuje ciśnienia. Dlatego chcemy powrócić do Dorohuska – deklaruje przedstawiciel.
Gm. Dorohusk. Transportowcy przygotowują kolejny protest

Źródło: profil Facebook Rafał Mekler

W zgłoszeniu organizatorzy protestu zaznaczyli, że akcja rozpocznie się 12 maja. Biorąc jednak pod uwagę dotychczasowe doświadczenia, jest to mało prawdopodobne. Niemniej warto zapytać o powody, dla których przewoźnicy postanowili powrócić do Dorohuska i ponownie manifestować w istotnych dla nich sprawach. 

W opinii Rafała Meklera sytuacja w polskiej branży transportowej wcale nie uległa poprawie. Uważa, że polski rynek nadal znajduje się pod presją ukraińskich podmiotów, którzy eliminują nasze firmy, stosując dumpingowe ceny. 

- Jesteśmy systematycznie eliminowani z przewozów bilateralnych (UE – Polska), ale i tych, które odbywają się pomiędzy innymi krajami wspólnoty. Polskie ciężarówki nadal przetrzymywane są po ukraińskiej stronie i w tym samym czasie ukraińscy przewoźnicy mogą bez problemu świadczyć swoje usługi. Jednym słowem nadal odczuwamy skutki funkcjonowania ukraińskiego systemu przewozów Echerga - podkreśla Mekler.

W jego opinii decyzyjność w sprawach transportu oddano całkowicie urzędnikom w Brukseli, dlatego polskim przedsiębiorcom nie pozostaje nic innego, jak tylko ponownie pojawić się na granicy. 

- To przykre, ale przedstawiciele UE drwią z nas, tłumacząc "że niektóre branże padają i to normalne w gospodarce", albo że "na Ukrainie jest wojna", więc różne procesy muszą przebiegać w taki, a nie inny sposób. Jest to zresztą absurdalny argument, bowiem wyłączeniem z zezwoleń wjazdu objęta jest także Mołdawia, a nie ma tam wojny. Pada też argument, że "jesteśmy ofiarami własnego sukcesu". Nie pozwolę na to, aby europejska biurokracja niszczyła nasze firmy ukraińskimi rękoma – zaznaczył w opublikowanym komunikacie Mekler.

W jego ocenie polska gospodarka przeżywa obecnie bardzo trudny moment spowolnienia. Symptomy widoczne są właśnie w branży transportowej. Firmy muszą walczyć o każdy niemal ładunek, a zwycięża oczywiście ten, kto podyktuje niższą cenę. Ponieważ Polskie firmy muszą sprostać całej liście różnego rodzaju przepisów, które wynikają z naszej przynależności do wspólnoty, to w oczywisty sposób nie mogą stanowić konkurencji dla podmiotów, które nie muszą funkcjonować w okowach tych wymagań. 

- Dlatego wracamy na granicę, aby bronić naszych miejsc pracy i rodzin – podkreśla organizator akcji. 

Czytaj także:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamarekrutacja
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama