Aby w pełni uzmysłowić sobie upływ tego czasu, wystarczy wspomnieć, że w roku zdawania przez nich egzaminu dojrzałości w mieście po raz pierwszy zorganizowano Chmielaki Krasnostawskie, które w tym roku doczekają się swojej 55. edycji. Choć świat wokół zmienił się nie do poznania, więź łącząca tę wyjątkową klasę pozostaje niezwykle silna i odporna na upływające dekady.
Zgodnie z wieloletnim, niemal świętym już rytuałem, uczestnicy zjazdu najpierw spotkali się w murach swojej dawnej szkoły, by przespacerować się na terenie szkoły i poczuć ducha dawnych lat. Następnie przenieśli się do restauracji Staromiejska, gdzie czas upłynął im na długich rozmowach i wspólnym obiedzie. Obowiązkowym punktem programu było oczywiście wykonanie pamiątkowego zdjęcia na schodach wejściowych do lokalu.
W tegorocznym zjeździe udział wzięli: Mieczysław Kulik, Henryk Wójcik, Feliks Drozdalski, Alfred Sobótka, Grażyna Kura, Irena Olech, Leszek Goździk, Stanisław Stelmaszczuk, Krzysztof Kuś, Józef Bęcała i Adam Staniak.
Głównym organizatorem i prawdziwym motorem napędowym tych corocznych spotkań niezmiennie pozostaje Mieczysław Kulik. To właśnie on wygłosił do zgromadzonych niezwykle poruszające przemówienie.
– Pięćdziesiąt pięć lat temu opuściliśmy mury szkoły, a nasza przyjaźń i miłość nadal trwa. Zjechaliśmy się z różnych stron Polski, nie patrząc na przeszkody, problemy i codzienne obowiązki. Choć z każdym rokiem jest nas coraz mniej, to wracając pamięcią do wspaniałych dni, gdy rozkwitały kasztany i pisaliśmy maturę, a majowe słońce dawało nam wielką nadzieję i plany na dalszą drogę życia, wciąż czujemy ten sam młodzieńczy zapał – powiedział pan Mieczysław.
Jak podkreślają sami uczestnicy, takie spotkania to prawdziwa kopalnia anegdot, które nigdy się nie nudzą. Zawsze jest coś nowego do przypomnienia i odkrycia – choćby to, kto z kim dzielił szkolną ławkę. Żelaznym punktem powrotów do przeszłości są historie znane im od lat, które niezmiennie bawią lub wzruszają do łez.
Często wracają wspomnieniami do wspólnych dyżurów w oborze czy cielętniku, a także do największej szkolnej bolączki, czyli zrywania chmielu z wyznaczonym, rygorystycznym limitem. Żywa jest również anegdota o klasowym tablo, które od lat stanowi symbol ich wspólnoty. W ubiegłym roku żywo wspominali, jak nauczyciel plastyki, pan Tokarzewski, własnoręcznie dorysował na nim wizerunki dwóch nauczycielek, które wcześniej odmówiły udostępnienia swoich fotografii.
W rozmowach absolwentów często dało się wyczuć nutę nostalgii i świadomość upływającego czasu. Niektórzy przyznają, że z tyłu głowy towarzyszy im poczucie, iż być może widzą się po raz ostatni. Paradoksalnie jednak, to właśnie ta myśl dodaje im sił i najbardziej motywuje, żeby za rok znów się spotkać. Rok oczekiwania potęguje przeogromną radość z ponownego powitania. Ten niezwykły fenomen podsumował w swoim wystąpieniu Mieczysław Kulik, trafiając w samo sedno tego, co łączy rocznik 1971.
– Jest nas niewiele, bo czas zrobił swoje. Chciałem serdecznie podziękować wam za waszą obecność, za wasz trud oraz dobre serca, które zawsze były siłą napędową w naszych relacjach. Życzę także dalszych miłych wspomnień i spotkań w naszym gronie, o ile pozwolą na to okoliczności, które nie zawsze zależą od nas samych – spuentował gospodarz spotkania.
Kronika spotkań klasowych z lat 2022-2025:


Napisz komentarz
Komentarze