Miasto: mieliśmy 10 proc. udziałów, a deklarowaliśmy 15 mln zł
Władze Chełma nie zgodziły się z zarzutem, że inwestycja upadła z powodu bezczynności miasta.
Wiceprezydent Wnuk przypominał, że Chełm posiadał tylko 10 proc. udziałów w Fabryce Chełm, podczas gdy zdecydowana większość należała do ARP.
- Deklarując dodatkowe 15 milionów jako 10-procentowy udziałowiec, chyba wyszliśmy naprawdę dosyć daleko naprzeciw pojawiającemu się problemowi - mówił.
Odniósł się także bezpośrednio do zarzutu braku decyzji.
- Stanie przy swoim stanowisku nie oznacza braku decyzyjności, tylko jest to konsekwencja - argumentował.
Według władz deklaracja dodatkowych 15 mln zł padała kilkukrotnie. Miasto wskazywało też, że nie otrzymało analiz prawnych i ekonomicznych, na które Operator ARP powoływał się w swoim piśmie.
- Analizy prawnej i finansowej, o której mowa w piśmie, my jako współwłaściciel spółki jej nie otrzymaliśmy - stwierdził Wnuk.
Władze przekonywały również, że pierwotna umowa spółki była zawierana w dobrej wierze i w przekonaniu, że inwestycja zostanie dokończona. Jednocześnie przyznano, że jako mniejszościowy udziałowiec miasto miało ograniczony wpływ na część zapisów, w tym rozwiązania dotyczące możliwości odzyskania działki.
„Gdyby był kompromis, dziś stałby budynek”
Nie wszyscy radni przyjęli argumentację miasta.
Marek Sikora mówił, że jego ocena powodów, dla których na terenie po dawnym PKS-ie pozostał wykop, jest inna. Jego zdaniem należało wcześniej szukać kompromisu z ARP.
- Gdyby nie oportunizm organu (...) dzisiaj mieszkańcy Chełma cieszyliby się z budynku, być może nie tak ekstrawaganckiego, jak to sobie ktoś wymarzył, ale on by tam był - mówił radny.
Sikora przypominał, że jeszcze poprzedni zarząd ARP miał sygnalizować problemy z realizacją inwestycji w pierwotnej skali. Jego zdaniem miasto zbyt szybko odrzuciło koncepcję ograniczenia projektu i nie przeprowadziło szerszej debaty z radnymi.
Przewodniczący komisji Longin Bożeński oceniał z kolei, że niezależnie od sporów efekt pozostaje taki sam: ARP miało zbudować obiekt, a obiektu nie ma.
Padło nawet określenie, że korzyść miasta z obecnego rozwiązania jest częściowo „pyrrusowa” - bo miasto może przejąć majątek, ale nie otrzyma tego, co pierwotnie miało powstać.
Łukasz Krzywicki podkreślał zaś, że wraz z Markiem Sikorą analizował dokumentację dotyczącą inwestycji i jego zdaniem część twierdzeń przedstawionych przez ARP znajduje w niej potwierdzenie. Wskazywał m.in. na przypadki późnych odpowiedzi miasta i spotkania, w których po stronie urzędu mieli uczestniczyć pracownicy bez samodzielnego umocowania do podejmowania decyzji.
Co miasto zrobi ze spółką?
Dziś Fabryka Chełm formalnie pozostaje w likwidacji. Radny Sebastian Bielecki pytał więc, jaki jest sens przejmowania spółki i co wydarzy się później.
Wiceprezydent Wnuk wyjaśnił, że po przejęciu wszystkich udziałów miasto chce zdecydować o przyszłym kształcie inwestycji, a jednym z pierwszych kroków ma być rozważenie cofnięcia procesu likwidacji spółki.
Nie przedstawiono jednak jeszcze konkretnej koncepcji nowego obiektu ani harmonogramu zagospodarowania terenu.
To oznacza, że decyzja o wydaniu 2 mln zł nie zamyka historii Fabryki Chełm. Przeciwnie - rozpoczyna jej kolejny etap.
Po transakcji ARP przestanie być większościowym udziałowcem, a miasto stanie się właścicielem całej spółki, gruntu, dokumentacji, wykonanych nakładów i środków znajdujących się na jej rachunku. Razem z nimi przejmie jednak również pełną odpowiedzialność za odpowiedź na pytanie, które od dawna zadają mieszkańcy: co w końcu powstanie w miejscu ogromnej dziury w ziemi?
Czytaj także:



Napisz komentarz
Komentarze