Sprawa, nie po raz pierwszy zresztą, podniesiona została także w czasie ostatniej sesji rady miejskiej. Do burmistrza, rady miasta i instytucji kontrolnych trafiają kolejne pisma oraz petycje mieszkańców, którzy nie ustają w próbach zatrzymania lub ograniczenia inwestycji.
Spór o drogę. Kto ma rację?
Jednym z najważniejszych punktów konfliktu pozostaje status drogi prowadzącej do terenów inwestycyjnych. Mieszkańcy domagają się uznania jej za drogę publiczną. Ich zdaniem zmiana statusu mogłaby wpłynąć na sposób korzystania z niej przez inwestora oraz zwiększyć możliwości kontroli nad ruchem ciężkich pojazdów.
Przewodnicząca rady Ewa Nowak potwierdziła, że petycja została skierowana do komisji skarg, wniosków i petycji. Gremium prowadzi w tej chwili odpowiednie czynności, ale ostatecznego stanowiska w sprawie, które wpłynie na kształt późniejszego projektu uchwały, jeszcze nie zajęło.
- Mieszkańcy twierdzą, że jest to droga publiczna. Władze miasta stoją na stanowisku, że jest to droga wewnętrzna. Aby sprawę rozstrzygnąć rzetelnie, potrzebna będzie opinia specjalisty - podkreśliła przewodnicząca.
Jeszcze bardziej stanowcze stanowisko prezentuje burmistrz Tadeusz Górski.
- Droga ta nigdy nie spełni kryteriów drogi gminnej. Jest drogą ślepą, prowadzącą do terenów dawnego Ośrodka Transportu Leśnego. Obecnie jest to jedynie droga gruntowa utwardzona kruszywem i daleko jej do parametrów wymaganych dla drogi publicznej. Proszę mi wierzyć, że według mojej oceny tak właśnie jest - wyjaśnia.
Zdaniem włodarza oczekiwania mieszkańców nie znajdują uzasadnienia ani w obowiązujących przepisach, ani w stanie faktycznym.
„Kwietna łąka” zamiast przemysłu?
W czasie rozmowy, jaką przeprowadziliśmy z burmistrzem Górskim już po obradach, włodarz odniósł się również do postulatów części mieszkańców dotyczących przyszłości terenów przemysłowych w Zawadówce.
Jak relacjonował, niektórzy chcieliby całkowicie wyeliminować działalność przemysłową z tego obszaru i przeznaczyć go pod tereny zielone.
- W czasie spotkań, jakie odbyliśmy do tej pory z mieszkańcami, wielokrotnie słyszałem, że miałaby tam powstać „kwietna łąka”. Nie wiem, jak można w ogóle tak myśleć. To są tereny przemysłowe od dziesięcioleci, jeszcze sprzed wojny. Takie jest ich przeznaczenie również w obowiązujących dokumentach planistycznych - mówi burmistrz.
Według niego realizacja takich postulatów byłaby całkowicie nierealna.
- Kto miałby wyburzyć istniejące silosy i inne zakłady gospodarcze? Kto zapłaciłby za likwidację istniejących inwestycji? To są już miliardy złotych. Gminy po prostu na to nie stać - podkreśla.
Burmistrz zwraca również uwagę na pewien paradoks i przywołuje przykład kilku lokalizacji, gdzie budownictwo mieszkaniowe rozwija się w pobliżu terenów przemysłowych.
- Ludzie świadomie budują się obok terenów przemysłowych. W Strachosławiu od lat funkcjonuje skup zbóż, stoją silosy, a za płotem mieszkają ludzie. Nikomu to wcześniej nie przeszkadzało. Podobnie jest na terenie gminy Siedliszcze, gdzie rozrasta się systematycznie piękne osiedle domów jednorodzinnych, a jednocześnie dosyć blisko funkcjonuje zakład zajmujący się zbożami - argumentuje.
Bocznica kolejowa kolejnym źródłem konfliktu
Emocje budzi również remont bocznicy kolejowej prowadzącej do zakładu. Mieszkańcy zarzucają władzom, że dopuściły do modernizacji infrastruktury znajdującej się - ich zdaniem - na terenie bardzo wąskiej drogi. Burmistrz odpowiada, że gmina nie mogła zablokować prowadzonych prac.
- Nie mogę rozpoczynać wojny z inwestorem i koleją, ponieważ mogłoby to oznaczać konieczność wypłaty wielomilionowych odszkodowań za utracone korzyści czy zablokowanie inwestycji - tłumaczy.
Jak dodaje, sama bocznica nie należy do gminy.
- To nie jest majątek samorządu. Jest własnością kolei i wszystko wskazuje na to, że prowadzone są rozmowy dotyczące jej przekazania firmie Agrol Matejka. Gmina nie ma tutaj decydującego głosu - wyjaśnia.
Zdaniem burmistrza przekonanie mieszkańców, że przejęcie drogi przez gminę automatycznie umożliwiłoby likwidację przejazdu kolejowego, jest błędne.
- Takie działania mogłyby skutkować ogromnymi roszczeniami wobec samorządu. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy mieszkańcy całkowicie pomijają te konsekwencje - dodaje.
Kurz, pył i zarzuty dotyczące środowiska
Jednym z najczęściej podnoszonych przez mieszkańców argumentów są uciążliwości środowiskowe związane z funkcjonowaniem zakładu. Wskazują oni przede wszystkim na zapylenie oraz podejrzenia dotyczące stosowania środków chemicznych. Burmistrz zapewnia jednak, że przeprowadzone kontrole nie potwierdziły tych zarzutów.
- Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w swoim stanowisku nie potwierdził obecności żadnej chemii, odorów, kwasów czy oprysków. Zarzuty w tym zakresie zostały zweryfikowane podczas kontroli - podkreśla.
Odnosząc się do kwestii pyłu, włodarz zwraca uwagę, że okres, którego dotyczyły zgłoszenia mieszkańców, przypadał na czas intensywnego pylenia roślin.
- Kurz i pył były wtedy wszędzie. Mówię o okresie wiosennym. Nawet mój samochód, który stał u mechanika w Rejowcu, był cały pokryty pyłem i musiałem go umyć. Tak wyglądała wtedy sytuacja w całej okolicy - mówi.
„Chore prawo”, ale zgodne z przepisami
Podczas dyskusji pojawiły się także zarzuty dotyczące legalności wydanych decyzji administracyjnych. Burmistrz wyjaśnia jednak, że w świetle obowiązujących przepisów Starostwo Powiatowe w Chełmie nie złamało prawa.
- Starosta nie złamał prawa. Wydał pozwolenie zgodnie z obowiązującymi ustawami i przepisami. Można dyskutować, czy prawo jest dobre, ale decyzje zostały wydane zgodnie z obowiązującymi regulacjami - zaznacza.
Jednocześnie przyznaje, że obowiązujące przepisy nie zawsze odpowiadają oczekiwaniom mieszkańców.
- Być może mamy do czynienia z niedoskonałością prawa. Można je nazwać chorym, ale dopóki obowiązuje, organy administracji muszą je stosować - dodaje.
Plan ogólny i przyszłość gminy
Pomimo trwającego sporu samorząd prowadzi prace nad planem ogólnym, który - zgodnie z obowiązującymi przepisami - musi zostać uchwalony do końca sierpnia. Jak podkreśla burmistrz, jego brak oznaczałby poważne konsekwencje dla dalszego rozwoju gminy, w tym utrudnienia w pozyskiwaniu środków zewnętrznych.
Włodarz zwraca również uwagę, że podczas konsultacji społecznych dotyczących planu nie pojawili się mieszkańcy Zawadówki.
- Nikt z Zawadówki nie przyszedł na konsultacje. Informował o nich sołtys, ale cała sytuacja skończyła się ostatecznie jego rezygnacją. Dlatego też wybory w Zawadówce odbyły się ponownie. Naprawdę trudno mi w tej chwili powiedzieć, jak zakończy się ten pat - zaznacza włodarz.
Jednocześnie podkreśla, że rozwój gospodarczy pozostaje jednym z priorytetów samorządu.
- Zboże było, jest i będzie podstawowym artykułem żywnościowym. Gmina musi funkcjonować, rozwijać się i tworzyć warunki dla przedsiębiorców. Nie możemy zatrzymać rozwoju tylko dlatego, że pojawił się konflikt - podsumowuje.
Czy uda się znaleźć kompromis pomiędzy mieszkańcami a inwestorem? Na razie nic na to nie wskazuje. Obie strony pozostają przy swoich argumentach, a konflikt wokół silosów, drogi i przyszłości Zawadówki wciąż pozostaje jedną z najbardziej emocjonujących lokalnych spraw. Do tematu powrócimy.
Czytaj także:
- Rekordowe inwestycje i jednogłośne poparcie. Siedliszcze podsumowało rok pełen zmian
- Siedliszcze stawia na najmłodszych. Ruszyła rekrutacja do żłobka „Żółwiki"
- Gm. Rejowiec. Tajemniczy obiekt w lesie Podwale. Archeologiczna zagadka, która od dziesięcioleci czeka na rozwiązanie
- Gm. Siedliszcze. Nowoczesny plac zabaw musi poczekać. Rozstrzygnięcie zablokowały wysokie ceny



Napisz komentarz
Komentarze