Niektórzy mieszkańcy ul. Kaczej w Krasnymstawie od miesięcy protestują przeciwko sposobowi realizacji inwestycji związanej z budową drogi prowadzącej do nowej przeprawy mostowej. Ich zdaniem projekt zawiera błędy dotyczące odwodnienia oraz przewiduje niefunkcjonalne i zbyt strome zjazdy do posesji.
Sprawa wielokrotnie była przedmiotem spotkań z przedstawicielami urzędu miasta. Mieszkańcy organizowali protesty, wywieszali banery i apelowali o wprowadzenie zmian w projekcie. Z kolei magistrat przekonywał, że inwestycja musi być realizowana zgodnie z obowiązującymi normami technicznymi, a ingerencja w projekt na obecnym etapie mogłaby zagrozić utratą dofinansowania. Jednocześnie urzędnicy deklarowali, że część dodatkowych udogodnień będzie mogła zostać wykonana po zakończeniu inwestycji.
W ostatnich dniach protest przybrał jednak bardziej dosadną formę. Na ul. Kaczej pojawiła się taczka z kartką o treści: „Dla pana burmistrza. Proszę się wywieźć samemu, gdyż nasze emerytki nie dadzą rady”. W przestrzeni internetowej opublikowano również wpis, w którym autorzy stwierdzili, że taczka jest „w pełni spersonalizowana dla burmistrza” i ma symbolicznie posłużyć do „wywiezienia niespełnionych obietnic”.
- "Gorące pozdrowienia od „zakrzyczanych emerytek", które będą Panu asystować do samego końca. Koniec kłamstw i ignorowania ludzi! Koniec proszenia, koniec udawania, że nas nie ma i przede wszystkim koniec bagatelizowania naszych problemów! Nasza cierpliwość na ul. Kaczej oficjalnie dobiegła końca! Zamiast dialogu z mieszkańcami, Burmistrz wybrał arogancję, więc dostał prezent. Ta taczka czeka specjalnie na Pana. Wywieziemy na niej każdy pański pusty frazes!" - taki wpis pojawił się w internecie.

Do sytuacji odniósł się następnego dnia burmistrz Krasnegostawu Daniel Miciuła. W opublikowanym w mediach społecznościowych wpisie stwierdził, że mieszkanki ul. Kaczej zostały – jak napisał – zmanipulowane przez osoby spoza miasta, lokalnych pseudoinfluencerów i jednego z radnych. Podkreślił, że jako inwestor nie ma już możliwości dalszych działań w tej sprawie i jest zobowiązany do respektowania obowiązujących procedur.
- Jako inwestor byłem zobligowany do przekazania informacji o braku zgody na wejście w posesję do organu wydającego decyzję, czyli Starostwa Powiatowego w Krasnymstawie. Nie ma tu żadnego zrzucania winy, a zwykła odpowiedzialność wobec pozostałych mieszkańców miasta oraz respektowanie przepisów prawa. Na Kaczej nie dzieje się nic złego. Jest inwestycja, która realizowana jest w sposób prawidłowy, a wszelkie kontrole, które się odbyły to potwierdzają. Radni Rady Miasta byli zgodni i zajęli stanowisko w tej sprawie, podtrzymując, że jest to ważna inwestycja - napisał Miciuła w poście.
Włodarz zaznaczył również, że „afera ulicy Kaczej” jest, jego zdaniem, elementem prowadzonej od miesięcy kampanii wymierzonej w jego osobę i działania samorządu. Ocenił, że publikowane w sieci treści oraz happening z taczką są efektem manipulowania opinią publiczną i prowokowania coraz ostrzejszych reakcji.
- "Afera ulicy Kaczej" to nic innego jak kolejny pretekst i kłamliwy argument w kampanii antysukcesu, którą od miesięcy prowadzi grupa hejterów z niemieszkanką na czele. I zapewniam Państwa, że u każdej z tych osób zaczęło się od personalnej urazy, nie od rzekomej troski o Miasto. A to szwagierka kontrkandydata, a to odwołany członek rady nadzorczej... W przypadku niektórych okazało się, że bardzo cienka jest granica między zadowoleniem z burmistrza i nienawiścią do burmistrza. Przez kilka miesięcy wspaniała współpraca, potem... wystarczyła iskra - jedno nie takie zdanie, jedno słowo, i oto powstali, z dnia na dzień, członkowie opozycji totalnej - wyjaśniał burmistrz.
I dodał:
- "Strach pomyśleć, gdzie jest granica tego obłędu. Apeluję do Państwa o rozwagę i dystans w podejściu do "rewelacji" przedstawianych przez wspominanie osoby. Ja konsekwentnie skupiam się na pracy na rzecz Miasta i mieszkańców, a każda taka sytuacja, która wymaga ode mnie "interwencji" w mediach społecznościowych jest zwykłą stratą czasu, nie tylko dla mnie, ale dla nas wszystkich. Taczka jest u Wykonawcy inwestycji, zapraszam właściciela po odbiór. PS przed chwilą kolejny raz wizytowałem ul. Kaczą, po burzy nie ma śladu".
Na odpowiedź mieszkańców nie trzeba było długo czekać. W mediach społecznościowych opublikowali oświadczenie.
- "W związku z narastającym poruszeniem wokół taczki, która pojawiła się w przestrzeni publicznej, jako dumni mieszkańcy czujemy się w obowiązku wydać oficjalne sprostowanie. Wbrew krążącym plotkom o rzekomym buncie, spisku czy „nielegalnym przewrocie" taczka została wystawiona na wyraźne, osobiste i publiczne życzenie samego Pana Burmistrza. Chcielibyśmy przypomnieć Panu Burmistrzowi jego własne, płomienne słowa ze spotkania z mieszkańcami ulicy Kaczej. To Pan osobiście zagwarantował nam, patrząc nam głęboko w oczy, że jeśli nie upora się z naszym kluczowym problemem... mamy prawo wywieźć go na taczce". Jako obywatele odpowiedzialni, praworządni i niezwykle pamiętliwi, wzięliśmy te słowa głęboko do serca. Uznaliśmy deklarację włodarza za wiążącą umowę społeczną. Dotrzymujemy słowa".
Choć taczki na ul. Kaczej już nie ma, spór wciąż trwa. O problemach związanych z ul. Kaczą pisaliśmy już niejednokrotnie, jednak nadal pojawiają się kolejne emocjonalne gesty i oświadczenia. Mieszkańcy wciąż liczą na rozwiązanie zgłaszanych problemów, natomiast władze miasta przekonują, że na tym etapie inwestycji nie mogą zrealizować wszystkich ich oczekiwań.


Napisz komentarz
Komentarze