23 czerwca około godziny 13:00 krasnostawskie służby odebrały automatyczne powiadomienie z telefonu marki iPhone o poważnym zdarzeniu drogowym. Sygnał wskazywał na ulicę Okrzei w Krasnymstawie. Ze względu na procedury, pod wskazany adres natychmiast zadysponowano dwa zastępy straży pożarnej, patrol policji oraz zespół ratownictwa medycznego.
Twarde lądowanie zamiast wypadku
Po przyjeździe ratowników na miejsce okazało się, że ulica jest przejezdna, a po rozbitych pojazdach nie ma śladu. Funkcjonariusze szybko rozwikłali zagadkę. Przechodzącemu tamtędy mężczyźnie wypadł telefon i prawdopodobnie uderzył o twarde podłoże. Wbudowany w urządzenie system detekcji wstrząsów zinterpretował to zjawisko jako poważny wypadek komunikacyjny i automatycznie wysłał zgłoszenie na numer alarmowy. Co ciekawe, zgubiony telefon znalazł później kierowca przejeżdżającej ciężarówki, któremu udało się skontaktować z roztargnionym właścicielem.
Dla służb to bez wątpienia problematyczna sytuacja. Z jednej strony tego typu innowacje ratują życie osobom uwięzionym w rozbitych autach, z drugiej – niefortunne upadki angażują znaczne siły i środki ratownicze w fałszywe akcje.
Powtórka z rozrywki
Złudne alarmy to w naszym regionie nie nowość. Dokładnie tak samo było w nocy 27 września ub. roku w miejscowości Toruń (gmina Rejowiec Fabryczny). O godzinie 2:38 system alarmowy postawił na nogi Państwową Straż Pożarną w Chełmie, druhów z OSP KSRG Kanie i OSP Wólka Kańska, a także policję i pogotowie. Zgłoszenie brzmiało dramatycznie, dlatego natychmiast rozpoczęto przeczesywanie okolicy w poszukiwaniu poszkodowanych. Jak się finalnie okazało – sprzęt spadł z dachu auta i wywołał alarm. Służby podkreślają jednak, że zawsze wolą "dmuchać na zimne", bo każde takie zgłoszenie trzeba traktować jako realne zagrożenie ludzkiego życia.
Gdy technologia wzywa policję
Zdarza się jednak, że system eCall w smartfonie bywa wyjątkowo przydatny z perspektywy organów ścigania. Przekonał się o tym 17-latek z powiatu chełmskiego, który 5 maja tego roku zaliczył wyjątkowo pechową, nocną przejażdżkę. Młodzieniec stracił panowanie nad citroenem i z impetem uderzył w prywatne ogrodzenie. Sam nie wzywał pomocy, ale jego telefon uznał, że trzeba i automatycznie połączył się z numerem 112.
Kierowca był kompletnie zaskoczony widokiem błyskawicznie pojawiającego się radiowozu. Szybko wyszło na jaw, dlaczego 17-latek wolałby uniknąć spotkania z mundurowymi i dlaczego samodzielnie nie powiadomił służb.
Badanie stanu trzeźwości wykazało, że miał w organizmie blisko promil alkoholu i nie posiadał wymaganych uprawnień do kierowania…



Napisz komentarz
Komentarze