Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama baner reklamowy
Pokazali hart ducha

Gm. Chełm. Podjęli walkę z beztroskimi śmieciarzami. Mieszkańcy Jagodnego nie pozostali bierni

W miejscowości Jagodne walka z nielegalnymi odpadami przypomina walkę z wiatrakami. Chociaż lokalna społeczność pod kierownictwem swojej sołtys Katarzyny Wierzchowskiej działa z dużą determinacją, problem podrzucanych przez kogoś śmieci systematycznie powraca. Czy uda mu się zaradzić?
W miejscowości Jagodne walka z nielegalnymi odpadami przypomina walkę z wiatrakami. Chociaż lokalna społeczność pod kierownictwem swojej sołtys Katarzyny Wierzchowskiej działa z dużą determinacją, problem podrzucanych przez kogoś śmieci systematycznie powraca. Czy uda mu się zaradzić?
Mieszkańcy sołectwa Jagodne wypowiedzieli walkę osobom, które postanowiły zorganizować sobie w miejscowości nielegalne wysypisko śmieci.

Źródło: nadesłane

Społeczny czyn kontra „nowe kwiatki”

Mieszkańcy Jagodnego powiedzieli stanowcze „dość”. Nie chcą, aby ich miejscowość miała nieformalny status dzikiego wysypiska śmieci. Jak relacjonuje sołtys miejscowości, Katarzyna Wierzchowska, problem jest nagminny i dotyczy głównie odpadów budowlanych oraz motoryzacyjnych. 

- W rowach i lasach lądują takie przedmioty jak: podbitka dachowa, siding, panele, a nawet wielkogabarytowe opony z samochodów ciężarowych. Zupełnie niedawno znaleźliśmy też duże pojemniki na paliwo lub olej, które ktoś uznał za przydatne, więc je wziął. Nie brakuje też worków ze skoszoną trawą – mówi, nie kryjąc irytacji, pani Katarzyna. 

Lokalna społeczność postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Przez dwie kolejne soboty organizowano akcje sprzątania, podczas których mieszkańcy zebrali około 20 worków różnego rodzaju odpadów. Radość z czystych poboczy nie trwała jednak długo.

- Po drugiej sobocie, kiedy zakończyliśmy akcję, minęło może dwa dni i już leżały nowe »kwiatki«” – mówi z goryczą sołtys Wierzchowska. 

Podkreśla, że zachowanie dorosłych osób jest dla niej niezrozumiałe i całkowicie nieakceptowalne - zwłaszcza w dobie powszechnej edukacji ekologicznej. W czasie rozmowy z nami przytoczyła też przykład kuriera jednej z popularnych firm przewozowych, który, jak gdyby nigdy nic, przystanął na poboczu lokalnej drogi, otworzył przestrzeń bagażową swojej furgonetki i zaczął usuwać niepotrzebne rzeczy. Znalazły się po prostu w zaroślach.

- Jest tutaj taka zatoczka i postanowił wykorzystać to miejsce, aby zrobić sobie porządki w aucie. Butelki po wodzie i napojach trafiły bezpośrednio do rowu. Nie rozumiem takiego zachowania – podkreśliła w rozmowie z nami gospodyni miejscowości.

Pomogło nadleśnictwo

Wierzchowska, szukając pomocy, zwróciła się do Nadleśnictwa Chełm, będąc przekonaną, że to do nich należy zaśmiecony odcinek drogi. Nadleśnictwo wykazało się dobrą wolą, montując tablice informacyjne o monitoringu oraz instalując fotopułapki. W czasie naszej rozmowy z Piotrem Kosmalą, rzecznikiem prasowym nadleśnictwa okazało się jednak, że opisywana droga nie stanowi jednak majątku Skarbu Państwa. 

- Droga nie jest własnością nadleśnictwa. Odpowiedzialność za nią ponosi zapewne gmina. Te pierwsze śmieci, które odnaleźli mieszkańcy, też nie leżały u nas” – wyjaśnia pracownik nadleśnictwa, dodając, że opony znaleziono z kolei na terenie prywatnym, który jedynie przylega do gruntów leśnych.

Gmina nie miała wiedzy

O ocenę sytuacji postanowiliśmy zapytać także Mirosława Mysiaka z wydziału rolnictwa i ochrony środowiska gminy Chełm. W rozmowie z nami zauważył, że informacja o problemie w Jagodnem nie dotarła do urzędu. 

- Gmina oczywiście włączyłaby się w działania, gdyby wiedziała o skali zjawiska. Z podobnymi incydentami zmagamy się także w innych lokalizacjach, gdzie podrzucane są nam notorycznie np. akcesoria samochodowe – relacjonuje Mysiak.

Miejscowość nie poddaje się jednak. Społeczność jednoczy pozytywna energia i wiara w siłę wspólnoty. Sama pani Katarzyna, która funkcję sołtysa pełni od dwóch lat, chce stawiać na współpracę i dialog.

- Staram się tu z mieszkańcami współpracować, organizować różne akcje. Chcemy coś mieć, no to po prostu dbamy o to – deklaruje sołtys.

Okazuje się, że montaż rejestratorów przyniósł pewne efekty. Od tamtego czasu śmieciarze już się podobno nie pojawili. Sołtys ma nadzieję, że nagłośnienie sprawy i widmo kar „ruszy czyjeś sumienie”.

Walka z nielegalnymi wysypiskami jest trudna. Sprawcy czują się często bezkarni, a rozwiązania problemów nie ułatwia też często status danej działki. Pewne jest jednak jedno – przyzwolenie na podobne działania sprawcy czują wówczas, kiedy spotykają się z obojętnością. 

Czytaj także:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama