Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama baner reklamowy
Reklama
Podsumowali wiek aktywności

Gm. Wierzbica. Od epoki żuka do nowoczesnej straży. Sto lat OSP Busówno i historia ludzi, którzy nie czekają na syrenę

Stara ręczna pompa, zakurzone fotografie i statut sprzed niemal wieku. Obok - nowoczesny sprzęt ratowniczy, hydrauliczne narzędzia i młodzi ludzie, którzy uczą się, jak ratować życie. W Busównie historia Ochotniczej Straży Pożarnej spotyka się z teraźniejszością. Jednostka, która jeszcze kilkanaście lat temu dysponowała wysłużonym żukiem, dziś przygotowuje się do kolejnego wielkiego kroku - wejścia do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.

Żuk, wózek i siwe czapki

- Doskonale pamiętam, jak zaczynałem tutaj jeszcze jako bardzo młody strażak. Mieliśmy Żuka, który tylko ciągnął wózek z wężami - wspomina Damian Misiura, dzisiaj wiceprezes i naczelnik OSP Busówno.

W tym jednym zdaniu mieści się kawał historii jednostki. Tyle wspomnień, przeżyć i codziennych doświadczeń. Bo poczciwy żuk nie był tylko samochodem. Był symbolem możliwości, jakie miała wówczas niewielka, wiejska straż. Sprzętu było niewiele, a wiele rzeczy, które dzisiaj są oczywistością, pozostawało poza zasięgiem.

Aluminiowe menażki. Odziedziczone po wojsku mundury. Siwe czapki ze starymi orzełkami. Potem przyszły zmiany...

Najważniejszy przełom, jak wspomina doświadczony już druh, nastąpił w latach 2015-2017. Żuka zastąpił, także nienowy już, star. Jednostka zaczęła skuteczniej pozyskiwać środki zewnętrzne. Pieniądze przeznaczano na kolejne elementy wyposażenia, szkolenia i rozwój zaplecza. Druhowie poczuli wiatr w żagle. Doświadczyli, że coś faktycznie mogą i że faktycznie coś od nich zależy.

Z czasem różnica zaczęła być widoczna nie tylko w garażu.

- W ciągu kilku lat udało nam się zrobić coś, co wcześniej wydawało się bardzo trudne czy wręcz niemożliwe. Z jednostki dysponującej jednym samochodem i podstawowym wyposażeniem zaczęliśmy budować straż, która może podejmować znacznie bardziej wymagające działania. To nie wydarzyło się dzięki jednej inwestycji. To efekt wielu małych kroków, pracy druhów i konsekwentnego szukania pieniędzy na rozwój - mówi naczelnik Misiura.

Dzisiaj OSP Busówno deklaruje posiadanie pełnego wyposażenia wymaganego według nowych zasad do wejścia do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Droga do systemu nie jest jednak tylko formalnością.

- Samo posiadanie sprzętu nie wystarczy. Wejście do KSRG oznacza spełnienie określonych wymagań, odpowiednie wyszkolenie ludzi, gotowość operacyjną i oczywiście koszty. To ogromne wyzwanie również dla samorządu. Dlatego cieszy nas, że przez ostatnie dziewięć lat udało się tak mocno podnieść poziom jednostki. Dzisiaj możemy realnie myśleć o kolejnym etapie - podkreśla naczelnik.

Zanim zawyje syrena

Strażak ochotnik ma swoją pracę. Ma rodzinę. Ma własne obowiązki. A potem rozlega się syrena. 

Wtedy wszystko schodzi na dalszy plan. Tyle że dzisiejsza akcja coraz rzadziej oznacza po prostu pożar.

Dawniej strażacy zmagali się przede wszystkim z płonącymi trawami, budynkami mieszkalnymi czy gospodarczymi. Wodę podawano z zewnątrz, a możliwości szybkiego dotarcia do poszkodowanych były znacznie mniejsze. Dzisiaj ratownik może w ciągu jednego dnia znaleźć się w zupełnie różnych sytuacjach.

Wypadek drogowy. Zadymione pomieszczenie. Osoba wymagająca natychmiastowej pomocy. Pożar. Zdarzenie wymagające użycia hydraulicznych narzędzi ratowniczych. Zagrożenie zdrowia i życia.

Dlatego nowoczesny strażak musi być nie tylko sprawny fizycznie. Musi być również odpowiednio wyszkolony i posiadać niezbędną wiedzę obejmującą wiele różnych dziedzin.

Aparaty ochrony dróg oddechowych, narzędzia hydrauliczne, sprzęt medyczny i kwalifikowana pierwsza pomoc stały się częścią codzienności jednostki.

- Dzisiaj od strażaka wymaga się znacznie więcej niż kiedyś. Musi znać sprzęt, umieć go wykorzystać, znać procedury i być przygotowany na sytuację, której jeszcze kilka minut wcześniej zupełnie się nie spodziewał. Kiedy jedziemy do zdarzenia, nie zawsze wiemy, co zastaniemy na miejscu - mówi Misiura.

Najtrudniejszy sprzęt nie znajduje się w garażu

Jest jednak coś, czego nie da się kupić za pieniądze z żadnego programu. Odporność na widok ludzkiego cierpienia.

Strażacy mogą być wyszkoleni. Mogą mieć najlepszy sprzęt. Mogą działać zgodnie z procedurami. Nadal pozostają jednak ludźmi. Tylko i aż - ludźmi.

- Każde zdarzenie typowo medyczne, gdzie widzimy krew, cierpienie czy ludzką tragedię, generuje psychiczny dyskomfort. To jest naturalne. Mundur nie odbiera człowiekowi emocji. Możemy wiedzieć, co mamy zrobić, i wykonywać swoje zadania profesjonalnie, ale pewne obrazy zostają w pamięci - przyznaje naczelnik.

To jedna z mniej widocznych stron ochotniczej służby. Z zewnątrz widać samochód, strażaków w hełmach i kilka minut działania. Nie widać natomiast tego, co zostaje później...

Dalsza część tekstu na kolejnej stronie.


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama