„Całe budynki się trzęsły”
Była czwarta rano. Nad Bugiem zaczynało świtać, gdy nagły, potężny huk przerwał ciszę. Dla mieszkańców miejscowości położonych zaledwie kilka kilometrów od granicy nie był to odgłos, który można było zignorować.
- Wybudziło mnie o czwartej rano. Mąż zapytał przerażony: „Jezu, co to, wojna będzie?” - wspomina Małgorzata Malinowska, sołtys Okop-Kolonii.
Jej wieś znajduje się około pięciu kilometrów od granicy. Mimo tej odległości siła eksplozji była wyraźnie odczuwalna.
- Proszę pana, u nas całe budynki się trzęsły. Myślałam, że drzwi po prostu gdzieś z ościeżnic wyłamało. My, po sześćdziesiątce, i jeszcze starsi mieszkańcy na wsi - nikt z nas już tej nocy nie zasnął - relacjonuje.
Jeszcze silniej eksplozje odczuli mieszkańcy innych miejscowości. W wielu domach drżały szyby.
- Ludzie bardzo się wystraszyli, nie ma co ukrywać - mówi Małgorzata Sarzyńska, przewodnicząca Rady Gminy Dorohusk. - W pierwszej chwili myśleliśmy, że ta bomba spadła gdzieś u nas na łąkach. Po chwili dopiero nadeszła wiadomość, że to w Jagodzinie - tuż za miedzą. Przecież to jest parę „metrów” od nas - mówi zatroskana radna.
Eksplozje tuż za granicą
Po ukraińskiej stronie granicy, w rejonie Jagodzina, doszło do ataku rosyjskich bezzałogowców. Jeden z dronów uderzył w stację paliw znajdującą się około 800 metrów od polskiego przejścia granicznego.
Według relacji świadków i kierowców oczekujących na odprawę uszkodzonych lub zepchniętych z drogi zostało blisko 20 ciężarówek. Ogień objął również infrastrukturę stacji.
Drugi dron trafił w lokomotywę pociągu pasażerskiego relacji Kijów-Warszawa. Do zdarzenia doszło około dwóch kilometrów od granicy. W pociągu znajdowało się 206 pasażerów.
Nikt z podróżnych nie odniósł obrażeń. Wcześniejsze ostrzeżenie pozwoliło uniknąć tragedii.
Dla mieszkańców gminy Dorohusk odległość liczona w setkach metrów czy kilku kilometrach nie ma jednak większego znaczenia. Po raz kolejny przekonali się, jak blisko ich domów znajduje się wojna.
Strach wrócił razem ze wspomnieniami
Niedzielne wydarzenia szczególnie mocno przeżywają najstarsi mieszkańcy. Huk eksplozji i syren przywołują wspomnienia wojny, które przez lata pozostawały jedynie rodzinnymi opowieściami.
Krystyna Kawalec z Dorohuska sama nie słyszała eksplozji. Po bezsennej nocy zasnęła tak mocno, że nie obudziły jej nawet syreny. O wydarzeniach dowiedziała się dopiero od sąsiadki.
- Przyszła sąsiadka i pyta: „Krysia, czy słyszałaś?”. A ja nic nie słyszałam - opowiada.
Informacja o eksplozjach tuż za granicą szybko jednak wzbudziła w niej niepokój.
- Na pewno obawy są i to ogromne, bo są przecież dzieci, są wnuki. Ja poprzedniej wojny nie pamiętam, bo urodziłam się w tym samym roku, ale moi rodzice, siostra i brat mocno ją przeszli. Z ich opowieści wiem, że było bardzo źle. Teraz człowiek się zastanawia, co nas czeka - mówi pani Krystyna.
Jak dodaje, od niedzieli nawet zwykłe odgłosy w pobliżu domu wywołują niepokój.
- Jak leci samolot albo jedzie samochód Straży Granicznej koło domu, to człowiek od razu cały się spina i obawia. W moim wieku sił już nie ma, ale serce boli o młodych. Jaka będzie ich przyszłość, jaki los ich czeka? - pyta zatroskana nestorka.
Podobne emocje towarzyszyły wielu mieszkańcom przez cały dzień.
Małgorzata Malinowska, która zupełnie niedawno miała okazję rozmawiać z mieszkańcami, usłyszała wiele podobnych historii.
- Mam na wsi taką babcię, ma 86 lat. Tak strasznie to przeżyła, że cały dzień siedziała w domu w potwornym strachu i płaczu, czy zaraz nie wydarzy się coś gorszego - opowiada sołtys.
Dalszy ciąg artykułu na kolejnej stronie.



Napisz komentarz
Komentarze