Remiza stała tam, gdzie dziś jest park
W centrum Białopola znajduje się dziś park z kamieniem i pomnikiem. Niewiele osób, patrząc na to miejsce, pomyślałoby, że przed laty stała tutaj pierwsza remiza miejscowej ochotniczej straży pożarnej. Był to niewielki, drewniany budynek. Poszycie dachu stanowił gont. To właśnie tutaj koncentrowało się życie jednostki, a strażacy przechowywali swój sprzęt i byli gotowi do wyjazdu, gdy tylko pojawiło się zagrożenie.
- O początkach naszej jednostki wiemy niestety niewiele, ponieważ większość dokumentów z pierwszych dekad przepadła podczas wojny. Około dziesięciu lat temu zaczęliśmy jednak dokładniej szukać informacji dotyczących historii OSP na naszym terenie. Udało nam się dotrzeć do wzmianek o drewnianej remizie, która stała niemal w samym centrum miejscowości. Dzisiaj w tym miejscu jest park, więc trudno sobie wyobrazić, że kiedyś znajdowała się tutaj strażnica - mówi Marcin Karczmarczyk, prezes OSP w Białopolu.
Historia jednostki zaczęła się na nowo po II wojnie światowej.
- Wojna przerwała działalność druhów i sprawiła, że wiele dokumentów bezpowrotnie zaginęło. Wiemy jednak, że w 1946 roku nastąpiła reaktywacja jednostki pod komendą ówczesnych władz pożarniczych z powiatu hrubieszowskiego. Sześć lat później, w 1952 roku, ukonstytuował się nowy zarząd. Działali w nim między innymi panowie: Mękalski, Bednarz i Pawelec. To były osoby, które miały ogromny wpływ na odbudowę struktur naszej straży i kontynuowanie jej działalności - dodaje.
Najpierw motopompa, a później Star i Jelcz
Przez dziesięciolecia zmieniały się nie tylko zarządy i kolejne pokolenia druhów. Zmieniało się również wyposażenie. Początki były niezwykle skromne. Strażacy korzystali z ręcznych motopomp, między innymi marki Poznańska i Maximum. Z czasem pojawiły się samochody, które pozwalały przewozić większą liczbę ratowników i sprzętu. Najpierw był Star, później Jelcz. Dziś trudno porównywać możliwości tych pojazdów z tym, czym dysponują strażacy.
Jednym z najważniejszych wydarzeń w historii OSP Białopole było włączenie jednostki - w grudniu 1998 roku - do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Od tego momentu wymagania dotyczące gotowości operacyjnej, wyszkolenia i wyposażenia były coraz większe.
Marcin Karczmarczyk dołączył do ekipy w 2006 roku. Dziś kieruje jednostką już drugą kadencję.
- Kiedy wstępowałem do straży, sprzęt wyglądał zupełnie inaczej. W ciągu tych kilkunastu lat nastąpił ogromny postęp. Dzisiaj możemy działać szybciej, skuteczniej i przede wszystkim bezpieczniej. Nowoczesne wyposażenie daje nam możliwości, których wcześniej po prostu nie mieliśmy - podkreśla.
Volvo - największa inwestycja ostatnich lat
Najbardziej widocznym symbolem zmian na lepsze jest nowy samochód ratowniczo-gaśniczy Volvo, który trafił do jednostki w 2023 roku.
- Pozyskanie nowego Volvo było dla nas ogromnym wydarzeniem. Samochód ma zbiornik na ponad 4000 litrów wody i może przewozić sześciu strażaków. To zupełnie inne możliwości niż w przypadku starszych pojazdów. Możemy zabrać większą ilość sprzętu i od razu rozpocząć działania po przyjeździe na miejsce zdarzenia. Sądzę, że zostanie z nami na długie lata - mówi prezes OSP Białopole.
Zakup był możliwy dzięki współpracy kilku stron.
- Inwestycja nie byłaby możliwa bez wsparcia Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz, przede wszystkim, środków z budżetu gminy. Samochód jest dziś jednym z najważniejszych elementów naszego wyposażenia i znacząco zwiększył możliwości operacyjne jednostki - zaznacza Karczmarczyk.
Czytaj też:
Strażacy korzystają również z innych źródeł finansowania. Wśród instytucji i podmiotów wspierających rozwój jednostki wymieniają między innymi Orlen, Fundusz Składkowy Ubezpieczenia Społecznego Rolników oraz Euroregion Bug.
Dzięki temu OSP może sukcesywnie uzupełniać wyposażenie. Na stanie znajduje się między innymi sprzęt hydrauliczny i pneumatyczny, pompy oraz duży namiot, który może pełnić funkcję mobilnego stanowiska kierowania podczas ćwiczeń z zakresu obrony cywilnej i ochrony ludności. W planach jest również pozyskanie łodzi ratowniczej.
Zmienił się również sposób alarmowania strażaków. Jeszcze niedawno najważniejszym sygnałem była syrena. Dziś tradycyjny alarm wspierają nowoczesne technologie. Druhowie korzystają z aplikacji „Remiza”, która pozwala na szybkie przekazanie informacji o zdarzeniu.
- Syrena nadal jest ważnym elementem systemu, ale aplikacja daje nam dodatkową przewagę. Strażak otrzymuje na telefon informację o zgłoszeniu i może od razu sprawdzić, gdzie doszło do zdarzenia. Dzięki temu jeszcze przed dotarciem do remizy wiemy, z czym prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia i możemy szybciej przygotować się do wyjazdu - wyjaśnia prezes.
Dalsza część artykułu na kolejnej stronie.


Napisz komentarz
Komentarze