Choć Tadeusz Kiciński przez lata był jedną z najważniejszych osób odpowiedzialnych za organizację Chmielaków Krasnostawskich, pierwszej edycji nie widział na własne oczy. Jak wspomina, o wydarzeniu usłyszał dopiero od znajomych, którzy zachwycali się atmosferą, kiermaszami i tłumami uczestników. Organizacyjnie z Chmielakami zetknął się rok później, kiedy zaproponowano mu rolę narratora widowiska obrzędowego.
To właśnie wtedy wydarzyła się anegdota, którą po latach wspomina z uśmiechem. Podczas widowiska tekst, który miał odczytywać, skończył się szybciej, niż przewidywał scenariusz. Na znak reżysera usłyszał tylko krótką wskazówkę: „Czytaj od początku”. Jak przyznaje, nikt z publiczności nawet się nie zorientował, że ten sam tekst został przeczytany kilka razy.
Stadion, rynek i amfiteatr – tam biło serce Chmielaków
Dzisiejsze Chmielaki odbywają się w wielu punktach miasta. Kiedyś najważniejsze miejsca były trzy.
- Chmielaki Krasnostawskie organizowano zazwyczaj na stadionie miejskim i to był główny punkt. Później części artystyczne odbywały się przy ratuszu i amfiteatrze - wspomina nasz rozmówca.
Amfiteatr mógł pomieścić około trzech tysięcy widzów i przez wiele lat był jednym z symboli święta. To właśnie tam gromadzili się mieszkańcy i goście, aby oglądać koncerty, widowiska oraz występy zespołów. Jak opowiada Tadeusz Kiciński, zaraz po zakończeniu jednej edycji powoływano nową strukturę organizacyjną odpowiedzialną za kolejne święto. Funkcjonowały zespoły zajmujące się sprawami gospodarczymi oraz artystycznymi. On sam przez lata kierował grupą odpowiedzialną za program kulturalny. W jej skład wchodzili m.in. przedstawiciele oświaty, muzeum oraz Stowarzyszenia Twórców Ludowych.
Chmielaki rosły z roku na rok
Początkowo święto trwało tylko jeden dzień. Z czasem program systematycznie się wydłużał. Najpierw pojawiło się uroczyste przekazanie kluczy do miasta młodzieży, później weekendowy program wydarzeń, a w kolejnych latach także Ogólnopolskie Turnieje Tańca Towarzyskiego organizowane już po zakończeniu Chmielaków. Do programu dołączały również turnieje brydżowe, zloty zabytkowych motocykli, a później także wydarzenia sportowe.
Choć na scenie pojawiały się znane gwiazdy, zdaniem Tadeusza Kicińskiego mieszkańcy najbardziej czekali na widowisko.
- Wydaje mi się, że mieszkańcy wtedy najbardziej czekali na widowisko obrzędowe, bo ono było takim zwieńczeniem tych Chmielaków.
To właśnie ono stanowiło kulminację Chmielaków. W przedstawieniu brały udział setki młodych ludzi, zespoły taneczne oraz grupy historyczne, które na koniach prezentowały początki Krasnegostawu. Nie brakowało także turniejów kapel podwórkowych, w których uczestniczyło wiele zespołów.
Nawet stan wojenny nie zatrzymał Chmielaków
Jednym z najtrudniejszych momentów w historii wydarzenia był okres stanu wojennego. Jak wspomina były dyrektor Domu Kultury, mimo obowiązujących ograniczeń organizatorzy doprowadzili do tego, że impreza się odbyła. Było to możliwe dzięki osobom, które wzięły na siebie odpowiedzialność za organizację wydarzenia.
- Wszyscy pomagali naprawdę. To było takie ogólne poruszenie. Wszyscy krasnostawianie dążyli do tego, żeby pomóc w organizacji Chmielaków
Deszcz, tysiąc wykonawców i... las parasoli
Spośród trzynastu organizowanych przez siebie Chmielaków Tadeusz Kiciński najlepiej zapamiętał trzynastą edycję. Przez cały czas padał ulewny deszcz. Ponad tysiąc wykonawców występowało na stadionie w błocie, dlatego organizatorzy w ekspresowym tempie musieli zdobyć jednorazowe płaszcze przeciwdeszczowe dla dzieci. Część wydarzeń przeniesiono do sal gimnastycznych, a problemy sprawiała również aparatura nagłośnieniowa. Mimo wszystko publiczność dopisała.
- Myślałem, że nam do amfiteatru nikt nie przyjdzie. Przyszło mnóstwo osób. To był las parasoli - opowiada pan Tadeusz.
Organizacja tak dużego wydarzenia kilkadziesiąt lat temu wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. Nie było telefonów komórkowych ani łatwej łączności. Organizatorzy korzystali z wypożyczonych radiostacji, dzięki którym mogli kontaktować się między sobą podczas imprezy. Zespoły artystyczne zapraszano z dużym wyprzedzeniem, a wśród nich były grupy nie tylko z Polski, ale również z Czechosłowacji, Francji, Azerbejdżanu czy byłego Związku Radzieckiego. Dużym wyzwaniem były również noclegi. Wykorzystywano internaty, hotele zakładowe, a część zespołów nocowała w Chełmie, Zamościu czy Lublinie.
Chmielaki rozsławiły Krasnystaw
Zdaniem Tadeusza Kicińskiego największym sukcesem święta było to, że wypromowało ono miasto.
Jak wspomina, przed laty mieszkańcy często tłumaczyli, że mieszkają „gdzieś koło Lublina czy Zamościa”. Z czasem coraz częściej mówili po prostu: „w Krasnymstawie, bo tam są Chmielaki”. To właśnie impreza sprawiła, że miasto zaczęło być rozpoznawalne w całej Polsce. Jego zdaniem warto choć raz przyjechać do Krasnegostawu, aby poczuć klimat tego święta, zobaczyć koncerty, zespoły folklorystyczne, zloty zabytkowych pojazdów czy inne towarzyszące wydarzenia.
Dziś Chmielaki są znacznie większe niż przed laty. Program stale się rozrasta, pojawiają się nowe atrakcje, koncerty i wydarzenia towarzyszące, a do Krasnegostawu każdego roku przyjeżdżają tysiące gości. Swoje miejsce wciąż mają także twórcy ludowi i lokalne tradycje. Jedno jednak się nie zmieniło – Chmielaki nadal są świętem ludzi. To właśnie spotkania, rozmowy i wspólnie spędzony czas tworzą ich niepowtarzalny klimat i sprawiają, że mieszkańcy co roku z niecierpliwością czekają na ten wyjątkowy sierpniowy weekend.
Czytaj także:



Napisz komentarz
Komentarze