Kwestia bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w placówkach oświatowych na wypadek zagrożenia była głównym tematem ostatniego spotkania Departamentu Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego z chełmskimi radnymi. W przestrzeni publicznej pojawiło się bowiem wiele pytań o to, jak szkoły są przygotowane na takie ewentualności.
Panika to zły doradca
Wielu rodziców, słysząc syreny alarmowe, natychmiast próbowało dzwonić, a nawet dotrzeć do placówek i zabrać swoje pociechy do domów. Przedstawiciele magistratu podkreślają jednak, że takie działanie może przynieść więcej szkody niż pożytku.
– Placówki mają przygotowane i wydzielone miejsca, zostały wyznaczone procedury i wytypowane osoby, które są funkcyjnymi w czasie takiego alarmu – tłumaczył Hubert Trusiuk, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego w UM.
Odniósł się również do zachowania zaniepokojonych opiekunów, którzy przejeżdżali do szkół w czasie alarmu.
– Tak słyszałem, że do takich sytuacji dochodziło. Ja myślę, że rodzic powinien zaufać szkole. By się upewnić, można pójść do placówki, sprawdzić, jakie są te procedury. A są one takie, że dzieciaki muszą być zabezpieczone w miejscu, które jest w danym momencie najbardziej bezpieczne. Bo przypominam, na zewnątrz jesteśmy najmniej bezpieczni. Więc w szkole każde pomieszczenie będzie bezpieczniejsze niż to, które jest na zewnątrz. Przyjeżdżanie i zabieranie dziecka ze szkoły to narażanie go na ewentualne niebezpieczeństwo – wyjaśniał dyrektor na antenie Radia Bon Ton.
Szybka weryfikacja działań
Po alarmie w mediach społecznościowych pojawiły się doniesienia, że nie we wszystkich szkołach przerwano zajęcia. Sytuację postanowił skomentować wiceprezydent Chełma, Kamil Błaszczuk, który zapewnił, że miasto od razu zweryfikowało zachowanie dyrekcji placówek.
– Drodzy Mieszkańcy, Drodzy Rodzice, kolejny raz w ostatnim czasie zaskoczył nas dźwięk syren alarmowych. Wiem, że takie sytuacje budzą niepokój - szczególnie wśród rodziców. Pojawia się również wiele pytań dotyczących postępowania w szkołach i przedszkolach – napisał na swoim profilu na Facebooku Kamil Błaszczuk. – W sytuacji alarmowej dyrektor placówki jest zobowiązany do podjęcia działań zgodnych z obowiązującymi procedurami, w tym - gdy procedura tego wymaga - przeprowadzenia ewakuacji dzieci i młodzieży, zapewnienia im bezpiecznego miejsca oraz sprawnego przebiegu całej akcji. Dlatego proszę o zrozumienie dla dyrekcji, nauczycieli i pracowników szkół oraz przedszkoli.
Wiceprezydent poinformował również, że do godziny 14:00 w dniu alarmu ratusz otrzymał komplet raportów ze wszystkich miejskich placówek oświatowych. Niemal wszystkie poinformowały o prawidłowym przeprowadzeniu ewakuacji. Zapewnił przy tym, że ewentualne problemy i niedociągnięcia zostaną dokładnie przeanalizowane.
Zaufanie i rozmowa to podstawa
W swoim oświadczeniu zastępca prezydenta zaapelował do rodziców o wyrozumiałość i powstrzymanie emocji w kryzysowych momentach.
– Rozumiem emocje, obawy o dzieci i potrzebę jak najszybszego kontaktu z nimi. Jednak podczas alarmu wszystkie inne kwestie muszą zejść na dalszy plan. Najważniejsze jest bezpieczne przeprowadzenie dzieci i młodzieży przez całą procedurę – czytamy we wpisie Błaszczuka.
Zwrócił on również uwagę na to, jak ważna jest odpowiednia komunikacja w domach:
– Mam również ważną prośbę do Rodziców - rozmawiajmy z dziećmi o takich sytuacjach spokojnie. Tłumaczmy im, że dźwięk syreny i uruchomienie procedur bezpieczeństwa nie muszą oznaczać, że dzieje się coś złego lub że znajdują się w bezpośrednim niebezpieczeństwie.
Już w tym tygodniu zaplanowano specjalne spotkanie dyrektorów wszystkich miejskich placówek oświatowych z dyrektorem Wydziału Zarządzania Kryzysowego. Jego celem będzie omówienie doświadczeń z ostatnich dni, doprecyzowanie zasad postępowania i wyciągnięcie wniosków na przyszłość.
Przedstawiciele miasta są zgodni – żadnego alarmu nie można bagatelizować, a bezpieczeństwo najmłodszych zawsze musi stać na pierwszym miejscu.
Czytaj też:



Napisz komentarz
Komentarze