Dyskusja odbyła się 29 czerwca podczas XXI sesji Rady Gminy Kodeń. Po głosowaniu nad absolutorium dla wójta Jerzego Trocia rozpoczął się punkt obrad przeznaczony na wolne wnioski. Wtedy głos zabrali pracownicy Wipaszu w Kątach i Kopytowie oraz członkowie ich rodzin.
„To jest nasza praca, nasz chleb”
– Chcę, żeby ta firma została dalej, bo ona dużo daje ludziom, nie tylko Kodniowi. Z Kątów pracuje pięć rodzin, które mają zatrudnienie, z takiej małej wioski. Gdzie my mamy znaleźć blisko miejsce zatrudnienia? – pytała jedna z mieszkanek.
Według informacji przedstawionych podczas sesji obie fermy, razem z biurami i ochroną, zatrudniają ponad 70 osób. W grudniu 2025 roku wójt Jerzy Troć mówił o około 60 pracownikach pochodzących z gminy Kodeń. Pracę znalazły tam również osoby z sąsiednich gmin.
Jeden z zatrudnionych opowiedział, że wcześniej wyjeżdżał w poszukiwaniu zarobku. Praca w Wipaszu pozwoliła mu wrócić i pozostać w rodzinnej miejscowości.
– To właśnie firma Wipasz dała mi tutaj miejsce pracy. Nie muszę już wyjeżdżać. Zarabiam godnie – powiedział.
Między faktami a mitami
Przed budową ferm na terenie gminy Kodeń przeciwnicy inwestycji ostrzegali między innymi przed uciążliwymi zapachami, pogorszeniem jakości wody, jej niedoborem oraz zniszczeniem lokalnych dróg. Po kilku latach działalności zakładów obawy te nie znalazły potwierdzenia. Wójt Jerzy Troć informował w grudniu 2025 roku, że do urzędu gminy ani do wymienionych przez niego instytucji nie wpłynęły skargi dotyczące odorów, uciążliwego transportu, braku wody lub pogorszenia jej jakości. Wskazywał również na inwestycje drogowe związane z powstaniem ferm. Wipasz wybudował drogi dojazdowe do swoich zakładów, wspierał remonty dróg gminnych i powiatowych oraz przeznaczył około 300 tys. zł na naprawę odcinka drogi powiatowej w Kątach.
Nie protest, lecz obrona
Tymczasem od jesieni 2025 roku trwa – podsycany przez te same środowiska co w sąsiednich gminach – spór o inwestycje Wipaszu planowane w gminach Stary Brus i Wyryki. Jednym z argumentów ich przeciwników było twierdzenie, że zdecydowana większość mieszkańców terenów, na których fermy już działają, ciągle przeciwko nim protestuje. Wypowiedzi mieszkańców podczas sesji rady gminy w Kodniu jednoznacznie przeczą tak przedstawionej tezie. Pokazują natomiast, że wcześniej formułowane zarzuty wobec inwestycji Wipaszu w ogóle się nie potwierdziły, a same zakłady stały się źródłem dochodu dla dziesiątek rodzin i dają mieszkańcom możliwość pozostania w rodzinnych miejscowościach.
– My dzięki tej firmie mamy miejsca pracy, mamy zatrudnienie. Wipasz to już jest teraz nasza mała ojczyzna, to jest nasz bliski sąsiad – mówiła jedna z uczestniczek sesji.
Z informacji przekazywanych przez wójta Kodnia wynika, że po uruchomieniu ferm liczba ich przeciwników zmniejszyła się z kilkudziesięciu do kilku osób, a spora część z nich znalazła zatrudnienie przy inwestycjach, przeciwko którym protestowała. Pomimo tego kilku lokalnych aktywistów nadal składa skargi oraz podejmuje systemowe działania prawne i administracyjne dotyczące decyzji stanowiących fundament funkcjonowania zakładów pracy. Pracownicy bardzo mocno akcentują możliwe konsekwencje tych działań. Obawiają się, że mogą one realnie zagrozić miejscom pracy, od których zależy utrzymanie dziesiątek rodzin.
– Mamy stracić pracę, stabilne zatrudnienie, możliwości? Mam pracę, to jest dla mnie najważniejsze – mówiła jedna z mieszkanek.
Argument przeciwników upadł?
Uczestnicy sesji pytali również, dlaczego przeciwnicy inwestycji nie korzystają z zaproszeń do odwiedzenia ferm i sprawdzenia na miejscu, jak działają obiekty.
– Wipasz każdego zaprasza. Nie przyjedziecie, nie sprawdzicie tego, tylko w mediach mówicie, że śmierdzi, że nie będzie wody. Dlaczego państwo nie przyjadą, nie wejdą na fermę i nie sprawdzą, jak to w ogóle funkcjonuje? – pytała jedna z osób.
Podczas sesji mieszkańcy wspominali także o pomocy udzielanej przez przedsiębiorstwo.
– Te sukcesy dziecko w gruncie rzeczy odnosi dzięki firmie Wipasz, bo zasponsorowała jego naukę w kole, do którego chodzi. Zbudowali nam piękny plac zabaw. Są częścią naszej społeczności – mówiła.
Doświadczenia Kodnia podważają jeden z głównych argumentów używanych w sporze o inwestycje Wipaszu na ziemi włodawskiej. Okazuje się, że mieszkańcy gminy, w której fermy funkcjonują od lat, nie tworzą jednolitego, stałego frontu sprzeciwu. Jest wręcz odwrotnie – podczas sesji mieszkańcy gminy przedstawili swoje stanowisko w prostych słowach: "To jest nasza praca. To jest nasz chleb".
CZYTAJ TEŻ:


Napisz komentarz
Komentarze