To wydarzenie od blisko trzech dekad budzi respekt zarówno wśród żołnierzy, jak i pasjonatów wojskowości. Dla wielu ukończenie „Selekcji” jest symbolem przekroczenia własnych granic i udowodnienia sobie, że człowiek potrafi znacznie więcej, niż wydaje mu się w chwili największego kryzysu.
Legenda, która narodziła się w 1998 roku
Historia „Selekcji” rozpoczęła się w 1998 roku. Pierwsze edycje odbywały się pod patronatem miesięcznika „Żołnierz Polski” i od początku miały stanowić sprawdzian zbliżony do wojskowych selekcji do jednostek specjalnych.
Początkowo kandydaci zgłaszali się poprzez listy oraz formularze, w których opisywali swoją sprawność fizyczną i doświadczenie. Szybko jednak okazało się, że deklaracje często niewiele miały wspólnego z rzeczywistością.

- Dobór uczestników był dosyć dowolny, co nie było zbyt fortunnym rozwiązaniem - wspomina Krzysztof Bielski.
W odpowiedzi major Arkadiusz Kups wprowadził obowiązkową preselekcję. Jej celem nie było sprawdzenie, czy kandydat osiąga minimalny wymagany poziom sprawności, lecz wyłonienie osób najlepiej przygotowanych fizycznie i psychicznie. O przyjęciu decyduje suma wykonanych powtórzeń we wszystkich konkurencjach, a nie zaliczenie pojedynczych norm.
Pierwszy sprawdzian w 32-stopniowym upale
Tegoroczna preselekcja odbyła się 21 czerwca w Szewcach pod Wrocławiem. Pogoda nie oszczędzała uczestników - temperatura przekraczała 32 stopnie Celsjusza, a intensywny wysiłek w pełnym słońcu sprawił, że już pierwsza część rywalizacji stała się niezwykle wymagająca.

Każdy kandydat musiał wykonać siedem ćwiczeń następujących bezpośrednio po sobie. Na każde zadanie przeznaczono jedynie minutę, a przerwy między kolejnymi konkurencjami trwały zaledwie 30 sekund.
- Program obejmował między innymi pajacyki z karabinkiem trzymanym nad głową, tzw. delfinki (wyrzut nóg w podporze przodem), siłowe podciąganie na drążku bez wykorzystywania zamachu ciałem, test wiedzy o Polsce na poziomie szkoły podstawowej, brzuszki odwrotne (unoszenie nóg do góry), pompki wykonywane na cegłach z piłeczką tenisową umieszczoną pod klatką piersiową oraz przysiady wykonywane w kamizelce balistycznej - mówi instruktor.

Jak przyznaje Bielski, zaskoczeniem okazał się właśnie test wiedzy. Dla części uczestników pytania, które z założenia miały sprawdzać podstawową orientację, okazały się trudniejsze niż wymagające ćwiczenia fizyczne.
Pokolenie Z pozytywnie zaskoczyło instruktorów
Przed rozpoczęciem tegorocznej edycji pojawiały się pytania, czy przedstawiciele najmłodszego pokolenia poradzą sobie z legendarną „Selekcją”. Instruktorzy przyznają jednak, że rzeczywistość zweryfikowała stereotypy.
Najlepszy uczestnik uzyskał imponujący wynik 252 powtórzeń, natomiast ostatni zakwalifikowany kandydat zakończył test z wynikiem 242 powtórzeń.

- Ludzie przyjechali naprawdę bardzo dobrze przygotowani. Widać było ogromną determinację i autentyczną chęć uczestnictwa w tej grze - ocenia Krzysztof Bielski.
Zdaniem instruktorów współczesna młodzież często trenuje świadomie i systematycznie. Wielu kandydatów przygotowywało się do tego wydarzenia przez wiele miesięcy, analizując relacje z poprzednich edycji i budując zarówno formę fizyczną, jak i odporność psychiczną.
To nie mięśnie decydują o zwycięstwie
Choć sprawność fizyczna jest niezbędna, instruktorzy podkreślają, że sama siła nigdy nie wystarcza do ukończenia „Selekcji”.
- Gdyby selekcję wygrywało się wyłącznie sprawnością i wytrzymałością, byłoby to zdecydowanie za mało - mówi Bielski. - Najważniejszym przeciwnikiem staje się własna psychika. Takie są moje doświadczenia z ultramaratonów, podczas których przychodzi moment całkowitego kryzysu. Widzisz innych zawodników schodzących z trasy i sam zaczynasz zastanawiać się nad rezygnacją. To właśnie wtedy zapada najważniejsza decyzja - zrobić kolejny krok albo odpuścić - podkreśla.
Podczas „Selekcji” uczestnicy bardzo szybko przekonują się, kim naprawdę są. Gdy organizm jest wyczerpany, człowiek jest głodny, niewyspany, przemoczony i brudny, znikają wszelkie pozory. Pozostaje wyłącznie charakter.

- W takich właśnie warunkach dowiadujemy się najwięcej o sobie. Jak funkcjonujemy przy wszelkich niedoborach, o czym myślimy. "Selekcja" obnaża wszystko - mówi instruktor.
Tutaj nie ma nazwisk
Od pierwszych chwil uczestnicy przestają funkcjonować jako osoby z imienia i nazwiska. Otrzymują numer identyfikacyjny i od tego momentu stają się właśnie numerami.
Numer to jednocześnie przepustka do dalszego udziału w wydarzeniu. Jego utrata oznacza natychmiastowe zakończenie rywalizacji. Zazwyczaj przepustkę do uczestnictwa w kolejnych zajęciach stanowi też czapka. Jej zgubienie także oznacza skreślenie z listy, która topnieje zazwyczaj w błyskawicznym tempie. Do końca jest w stanie dotrwać jedynie garstka.
W poprzednich edycjach zdarzało się, że uczestnicy maszerowali z poranionymi i zakrwawionymi stopami, jednak mimo ogromnego bólu nie decydowali się oddać numeru. Dla wielu ukończenie „Selekcji” było ważniejsze niż chwilowe cierpienie.
Poligon Drawski zweryfikuje wszystkich
Prawdziwe wyzwanie rozpocznie się 8 lipca na poligonie drawskim. To tam kandydaci zmierzą się z wielodniowym wysiłkiem, podczas którego będą funkcjonować przy zaledwie trzech lub czterech godzinach snu na dobę, pokonywać dziesiątki kilometrów i wykonywać kolejne zadania, nie wiedząc, co czeka ich za następnym zakrętem.
Scenariusz wydarzenia pozostaje jedną z najlepiej strzeżonych tajemnic. Poza majorem Arkadiuszem Kupsem nikt nie zna dokładnego przebiegu selekcji ani jej długości. Nie wiadomo, kiedy nastąpi koniec ani ile jeszcze wysiłku pozostało do wykonania. Każdy uczestnik czeka na cztery słowa, które oznaczają sukces.

- To jest koniec selekcji – tak właśnie brzmią te słowa - mówi Bielski. - I nikt nie wie, kiedy dokładnie padną. To wie tylko major Kups - podkreśla.
Dla tych, którym uda się dotrwać do finału, nagrodą nie są pieniądze ani medale. Otrzymują charakterystyczną pamiątkową „dechę” - symbol zwycięstwa nad własnymi ograniczeniami i dowód, że wytrzymali próbę, której większość ludzi nigdy nie podejmuje.
Największe zwycięstwo to pokonanie samego siebie
Jak podkreśla Krzysztof Bielski, właśnie ten moment jest dla instruktorów największą satysfakcją. Widok ludzi, którzy po dniach ogromnego wysiłku odkrywają, że potrafią znacznie więcej, niż sami przypuszczali, przypomina, dlaczego „Selekcja” od niemal trzydziestu lat pozostaje legendą.
Już za kilka dni w lasach poligonu drawskiego rozpocznie się kolejny rozdział tej historii. Dla jednych będzie to przygoda życia, dla innych najtrudniejsza próba charakteru, z jaką kiedykolwiek przyszło im się zmierzyć.
Czytaj także:
- „Nie ma zasad, gdy walczysz o życie”. Major Arkadiusz Kups o ewolucji Combat 56 i cieniu nadchodzącego konfliktu
- Trener ChKS-u Chełm wspierał polską kadrę narodową
- Gm. Leśniowice. Procedura w sprawie biogazowni wchodzi w decydującą fazę. Mieszkańcy mogą zgłaszać uwagi do inwestycji
- Koniec z wąską jezdnią do Popław? Przygotowują przebudowę drogi od Wojsławic do granicy powiatu


Napisz komentarz
Komentarze