Wspomnienie, które pozostanie na zawsze
Ten czas z wtorku 5 maja na środę 6 maja pamięta doskonale Daniel Olszewski – naczelnik jednostki OSP, która na co dzień funkcjonuje w Żmudzi. Działają w ramach Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, co oznacza, że na barkach druhów spoczywa większa odpowiedzialność. Jeśli zajdzie potrzeba, muszą stanąć w pierwszej linii obrony przed zagrożeniem.
- Szczerze powiedziawszy, przeczuwałem już, że możemy udać się w drogę do Józefowa. Mobilizacja trwała dosyć krótko, a tuż przed wyjazdem spotkaliśmy się na ostatniej odprawie w Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie. Kiedy dotarliśmy już na miejsce, zostaliśmy skierowani bezpośrednio na jedną z ulic Józefowa, aby zorganizować jej zabezpieczenie. Zadymienie miasteczka było ogromne. Bezpośrednio zagrożona była wówczas część budynków. Płomienie pojawiły się w odległości ok. 200 m od domów. To nowe osiedle domów zabezpieczały plutony chełmski i łęczyński. Działania utrudniał zmieniający się wiatr. W tym punkcie pracowaliśmy praktycznie do rana, czyli do czwartku, 7 maja – wyjaśnia naczelnik jednostki.

Poranek okazał się dla nich nieco bardziej łaskawy. Aura, która wcześniej dawała się mocno we znaki, unormowała, się, a druhowie ze Żmudzi zostali skierowani w stronę lasu, aby pomóc swoim kolegom w opanowaniu sytuacji i dogaszeniu tlących się jeszcze zarzewi.
- Akcja była trudna, ponieważ pracowaliśmy na ogromnej przestrzeni. Zaangażowano naprawdę wiele jednostek. W terenie, poza naszą macierzystą jednostką, pozostawaliśmy nieprzerwanie przez 33 godziny. Wieczorem, w czwartek, otrzymaliśmy już informację, że możemy wracać do domu – wspomina Olszewski.
Podobnego zagrożenia nie widziano nie tylko na Lubelszczyźnie, ale i w całej Polsce, już dawno. I, co oczywiste, nie zabrakło też logistycznych wyzwań, z jakimi należało się uporać.

- Nasze linie wodne rozkładaliśmy na setki metrów, jeśli nie wiele kilometrów, ponieważ musieliśmy dostarczyć wodę do bardzo trudno dostępnych miejsc. Nie dało się do nich dojechać. Każdy z nas nosił na sobie pełne oporządzenie, a temperatury na zewnątrz były dosyć wysokie. I proszę nie wierzyć doniesieniom, według których nie mieliśmy żadnego wsparcia. Spotkaliśmy z niezwykłą otwartością ludności cywilnej. Akcja była bardzo dobrze skoordynowana, naprawdę niczego nam nie brakowało. Otrzymaliśmy od mieszkańców mnóstwo serca i dobrych słów. Jedna z mieszkanek stwierdziła, że nie była w stanie zasnąć przez trzy noce, ale kiedy pojawiliśmy się, poczuła się bezpieczna. Niejednokrotnie usłyszeliśmy, że jesteśmy bohaterami. Czy potrzeba czegoś więcej? - stwierdza doświadczony druh.
Nie mogli zawieść
Podobne doświadczenia wynieśli z biłgorajskiej akcji ochotnicy z gminy Ruda-Huta. Oni w pełnej gotowości do wyjazdu pozostawali od godziny 22.00 we wtorek, 5 maja. Decydujący telefon miał miejsce w środę, przed godziną 15.00. Na zebranie się w swojej jednostce i wyjazd do Chełma, na punkt zbiorczy, otrzymali dosłownie kwadrans.
- Na trasie dołączyli do nas jeszcze koledzy z powiatu krasnostawskiego i taką kolumną ośmiu samochodów udaliśmy się na miejsce. Dotarliśmy chyba ok. 18.00. Pierwsze wrażenie, jakie mieliśmy, to czerwono-niebieski krajobraz. Wszędzie stały jakieś wozy z włączonymi światłami. Zadanie, jakie otrzymaliśmy, to ochrona Józefowa. Zagrożona była jedna z ulic i należało utworzyć linię obrony. Zagrożenie udało się jednak zażegnać. Pracowaliśmy w warunkach ogromnego zadymienia. Zmieniał się stale kierunek wiatru. Następnego dnia udaliśmy się już na dogaszanie pobliskiego lasu – wspomina prezes jednostki Dariusz Szalewicz.

W druhach pozostało wspomnienie ciężkiej, mozolnej pracy, która polegała przede wszystkim na polewaniu wszystkiego wodą i przekopywaniu ściółki w ten sposób, aby wyeliminować ryzyko zaprószenia kolejnych płomieni.
- Zadania nie ułatwiał z pewnością fakt, że mieliśmy do czynienia z sosnowym, bardzo żywicznym lasem. Niektóre drzewa przypominały małe wulkany. Jestem jednak bardzo zadowolony z chłopaków. Udaliśmy się naprawdę zgraną, doświadczoną ekipą. Każdy zrealizował swoje zadania najlepiej, jak tylko mógł. Zebraliśmy się na tak wymagający wyjazd w dosłownie kilkanaście minut. Każdy z nas ma przecież swoje życiowe zobowiązania, jakieś sprawy, które zostawia za drzwiami domu. Jestem z mojej jednostki naprawdę bardzo dumny – podkreśla prezes Szalewicz.

Czy na podobne zdarzenia można się w jakikolwiek sposób przygotować? Ochotnik podkreśla, że z perspektywy zwykłego mieszkańca należy po prostu zaufać doświadczeniu strażaków i przede wszystkim nie panikować.
- Najgorszy czynnik, z jakim można się spotkać w podobnych sytuacjach, to chaos i panika. Trzeba pomimo wszystko zachować zimną głowę – zaznacza pan Dariusz.
Odebrali cenną lekcję
Z bagażem cennych wspomnień i z poczuciem odrobienia niezwykle ważnej lekcji życia i służby wrócili do domu także druhowie z Wojsławic.
- Współpracowaliśmy między innymi z kolegami z Warszawy, ale i z pobliskiej Łęcznej. Odcinków bojowych, na których działaliśmy, było naprawdę wiele. Czy coś nas zaskoczyło? Na pewno pracowaliśmy o wiele dłużej niż zazwyczaj. Poza miejscem zamieszkania pozostawaliśmy przez 33 godziny. Sądzę, że w najbliższym czasie sporo uwagi poświęcimy zagadnieniom związanym z łącznością w terenie. Cieszymy się, że na akcję mogliśmy się udać w miarę nowym samochodem, którym pokonaliśmy bezpiecznie wiele kilometrów. Osobiście nie wyobrażam sobie, abyśmy tego rodzaju zadania mieli realizować przy pomocy sprzętu, który mieliśmy jeszcze parę lat temu – zaznacza prezes jednostki z Wojsławic Andrzej Furtak.

Dzisiaj druhowie z wielu jednostek ochotniczych działają nieomal tak, jak ich koledzy profesjonaliści z państwowych komend. Stale doskonalą swój warsztat, a magazyn sprzętu uzupełniają o dodatkowe, potrzebne elementy wyposażenia. Mają więc możliwości, aby nieść pomoc na odpowiednim poziomie.
- Ta praca wygląda też zupełnie inaczej, jeśli ma się świadomość tego, jak bardzo otwarta jest ludność cywilna. A my tej otwartości doświadczaliśmy na każdym kroku. Czy to w punkcie poboru wody, czy na stacji benzynowej, gdzie tankowaliśmy nasze samochody. Wszędzie czekały na nas otwarte dłonie pełne żywności i ciepłe słowo. Czuliśmy się mile zaskoczeni – wspomina pan Andrzej.

Las zawsze stanowi wyzwanie
Z podobnym zagrożeniem w swojej prawie 30-letniej karierze strażaka nie miał także do czynienia Komendant Miejski Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie st. bryg. mgr inż. Wojciech Chudoba. Nie ma też wątpliwości, że praktycznie żaden z obecnych pracowników komendy nie pracował w podobnych warunkach.
- Pożar lasu jest zawsze dosyć skomplikowany i złożony. W naszych okolicach te leśne obszary nie są zbyt rozległe. Tam, w Puszy Solskiej, był głównie drzewostan iglasty i ten czynnik miał bezpośredni wpływ na prędkość rozprzestrzeniania się ognia. Poza tym mieliśmy do czynienia z silnym, porywistym wiatrem i bardzo suchą ściółką. Leśny pożar jest skomplikowany także dlatego, że nie wszędzie można dojechać. Podręczny sprzęt trzeba często osobiście donieść i nierzadko pokonać wiele kilometrów. W tym przypadku niewyobrażalna była też skala – podkreśla szef chełmskich ratowników.
Komendant Chudoba przypomina, że w akcji wzięło udział 22 ochotników z czterech jednostek, które zlokalizowane są w Żmudzi, Wierzbicy, Rudzie i Wojsławicach. Wszystkie te jednostki stanowią część Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, a w przypadku poważnych zdarzeń powoływane są w ramach Lubelskiej Brygady Odwodowej. Zawodowców z Chełma pojawiło się na miejscu 14.
- Warto z pewnością wspomnieć także o tym, że do naszych działań włączamy też nowinki techniczne, jak drony z kamerami termowizyjnymi. Przy ich pomocy jesteśmy w stanie stwierdzić, gdzie dokładnie występuje jeszcze podwyższona temperatura i gdzie należy wzmóc działania gaśnicze. Skala wsparcia na samym miejscu była ogromna, bo zaangażowanych było ok. 1000 osób z różnych służb. W mojej ocenie ta praca na miejscu przebiegała naprawdę bardzo sprawnie – zaznacza komendant Chudoba.
Czytaj także:
- Wojna o targowicę w Wojsławicach. Mieszkańcy skarżą się na hałas i nocne drifty
- Śmiertelny wypadek w Krasnem. Samochód osobowy wjechał pod pociąg
- Gm. Wojsławice. Czego najbardziej brakuje mieszkańcom? Ile głosów, tyle pomysłów na rozwój
- Oni już ze sobą rywalizowali. Gmina Wojsławice podsumowuje tegoroczne zawody sportowo-pożarnicze [GALERIA ZDJĘĆ]








![Chełm. W ubiegłym tygodniu odeszli od nas... [10-5-2026] Ostatnie pożegnanie naszych bliskich. Nekrologi z Chełma i powiatu chełmskiego.](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/sm-4x3-chelm-w-ubieglym-tygodniu-odeszli-od-nas-3-5-2026-1778356989.jpg)


![Śmiertelny wypadek w Jankowicach. W zderzeniu BMW z Oplem zginął 19-latek [ZDJĘCIA] Śmiertelny wypadek w Jankowicach. W zderzeniu BMW z Oplem zginął 19-latek [ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/sm-4x3-smiertelny-wypadek-w-jankowicach-w-zderzeniu-bmw-i-opla-zginal-19-latek-1778743448.jpg)




Napisz komentarz
Komentarze