Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama
Wywiad z Patrycją Pelicą

Wierzenia i historia na "trójstyku"

Pochodząca z Grabniaka autorka Patrycja Pelica przygotowuje się do wydania nowej książki. Podobnie jak w ostatniej dotychczasowej, skupiającej się na wątku polowania na czarownice, ponownie sięgnie do wierzeń słowiańskich i demonologii, dodając do tego realia przedwojennej Polski. O pasji twórczej, planach oraz inspiracjach z Patrycją Pelicą rozmawiał Marcin Petruk.
Patrycja Pelica

Autor: Patrycja Pelica

Marcin Petruk: Pisarstwem zajmujesz się zawodowo od 2011 r. i od tamtej pory stale rozwijasz swój warsztat twórczy. Jak wyglądały Twoje początki "życia autorki"?

Patrycja Pelica: Właściwie to "pociąg do pisania" zaczął się u mnie na poważniej jeszcze na studiach, kiedy to ciekawiły mnie tematy związane z tradycjami i historią. Pisałam opowiadania i reportaże, a z czasem przyszła pora na większe teksty, czy już powieści, i kręci to się to w moim życiu do tej pory.

MP: Zanim przejdziemy do książki, na którą pracujesz obecnie, to porozmawiajmy jeszcze o ostatniej dotychczasowej Twojej powieści, czyli "Spalonej za czary. Historii Triny Papisten". W tej powieści poruszasz wątki historyczne, ale również czerpiesz z wierzeń słowiańskich i demonologii, które także są bliskie Twemu sercu?

PP: Zgadza się. Historia opowiedziana w tej książce opiera się na kronikach pruskich sprzed 300 lat i właściwie odtwarza je szczegółowo od samego początku. Zaczyna się od pierwszych oskarżeń na Katarzynę Zimmermann, czyli tytułową Trinę Papisten, zielarkę ze Słupska, później fabuła będzie lawinowo przez proces, aresztowanie i egzekucję, więc właściwie fikcji jest tutaj bardzo mało. Każde opisane przeze mnie wydarzenie i nazwisko opiera się na źródłach historycznych. Ta książka jest dla mnie ważna także z tego względu, że pokazuje losy kobiet w tamtych czasach, kiedy odbywała się procesy na osobach podejrzewanych o czary. Nie były to stereotypowo kojarzone Baby-Jagi, latające na miotłach, gotujące w kotłach, mające koty, czy zbierające zioła o północy. Tak naprawdę, żeby mieć kłopoty z rzekome "bratanie się" z magią, wystarczyło tylko komuś podpaść. Najmłodsza oskarżona kobieta na Pomorzu miała naście lat, spodobała się jednemu z żołnierzy, ale nie chciała odwzajemnić jego uczuć i to było pretekstem do procesu. Najstarsza spalona na stosie miała z kolei 80 lat, oskarżona o sianie zarazy, a ta wcale nie ustała po jej śmierci. Często też procesy o czasy służyły ściganiu osób, które były w jakiś sposób niewygodne, a moja bohaterka była taką "persona non grata" dla miejscowego aptekarze. Pomagała ludziom za darmo, a jej mąż był rzeźnikiem, więc nie zależało jej na pieniądzach, tylko na dzieleniu się swoją wiedzą i umiejętnościami. Tym samym podpadła aptekarzowi, który wytoczył przeciwko niej naprawdę przedziwne argumenty, ale tutaj postawię kropkę, żeby zachęcić do sięgnięcia po książkę.

MP: Czy podczas zbierania materiałów do tej książki znalazłaś przesąd lub rytuał, który w jakiś sposób szczególnie zapadł Ci w pamięć albo zszokował?

PP: Na pewno jest to wątek wszystkich tzw. diabelskich znamion, czyli fakt posiadania pieprzyków czy innych nietypowych rzeczy na skórze, które w dzisiejszym czasie są czymś normalnym lub się je po prostu usuwa. Wtedy ludzie przychodzili z tym na świat i jeżeli wyszło to na światło dzienne, to wystarczyło, żeby zostać oskarżonym chociażby o posiadanie chowańca, czyli diablika, który dokonał ugryzienia albo może zostać wezwany do pomocy.

MP: W książce, która wkrótce trafi do księgarni - przechodząc już do Twojej obecnej pracy twórczej - nadal czerpiesz z mitologii słowiańskiej, ale akcje przenosisz już do naszego regionu, a dokładnie do Włodawy i okolic. Co to będzie za opowieść?

PP: Będzie to historia, której akcja toczy się w przedwojennej Włodawie, kiedy to miasto było wielokulturowe pod kątem narodowości, wyznań i wierzeń. Książka będzie mi bardzo bliska, ponieważ pisząc ją nawiązywał do czasów, które są moimi ulubionym w dziejach Polski, czyli m.in. do wojny bolszewickiej czy działalności Józefa Piłsudskiego. Ale jednocześnie wplatam w to wierzenia ludowe, które sama znam z dzieciństwa, ponieważ opowiadała mi o nich babcia lub osoby, które już nie żyją, ale wychowały się w latach, kiedy były ciągle przekazywane. Szukałam miejsca, gdzie to wszystko połączyć i spożytkować, a jak mawiał Cyprian Kamil Norwid trzeba "odpowiednie dać rzeczy słowo". Tak więc moje nowa powieść skupia to w sobie.

MP: Czy w kolejnych książkach planujesz dalej inspirować się miejscami, które są Ci znane, zarówno z teraźniejszości, jak i przeszłości?

PP: Tak, bo Lubelszczyzna inspirowała mnie od zawsze, pisałam m.in. o osobach z naszego województwa związanych z Solidarnością czy o spacerach po Świdniku. Pracując nad powieścią, która wkrótce się ukaże, odkryłam, że przeszłość naszego regionu to tak naprawdę "studnia bez dnia", jeżeli chodzi o tematy. Prawdę mówiąc, myślę już o kontynuacji tej historii, nawiązując chociażby do demonów wodnych, topielców, strzyg czy obrzędów związanych ze żniwami i dożynkami. Pomysłów mam bardzo dużo, ale nie chciałabym od razu wydawać książki wielkości Biblii, tylko wszystko dawkować stopniowo (uśmiech).

MP: Skoro jesteśmy przy inspiracjach, to co jeszcze wpływa na to jak i o czym piszesz?

PP: Od zawsze ciekawił mnie realizm magiczny, wśród moich ulubionych powieści jest m.in. "Sto lat samotności" Gabriela Garcii Márqueza czy "Dom duchów" Isabel Allende. Bardzo lubię również czytać reportaże, ostatnio zaciekawiła mnie "Miedzianka. Historia znikania" Filipa Springera, która opowiada o miejscowości na Śląsku, gdzie w związku z pracami górniczymi wszystko zaczęło zapadać się pod ziemię, a jednocześnie świetnie obrazuje jak tamta część Polski funkcjonowała w czasach przedwojennych. Oprócz literatury, inną moją wielką inspiracją jest muzyka słowiańska, festiwale podczas której jest grana i szeroko pojęta twórczość ludowa. W książce, która trafi niebawem do księgarni silnie zarysowany jest wątek Nocy Kupały i związanych z nią przesądów, ale nie brak też nawiązania chociażby do odbywającego się we Włodawie Festiwalu Trzech Kultur, skupionego na wielokulturowości nadbużańskiego przedwojennego miasteczka.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: staryTreść komentarza: Do tych co działają na rzecz SPN - nie lekceważcie myśliwych. To wpływowe i bogate lobby które moze skutecznie zastopować powstanie SPN. Swoją narrację bedą opierać na "dbaniu o zwykłego człowieka", ale w rzeczywistości kieruje nimi zwykły "swój interes" - obawa utraty terenów łowieckich gdzie realizują zaspokojanie swoich pierwotnych atawizmów - męska przygoda ze sztucerem za 20 tys w wypasionej terenówce za 200 tys .Data dodania komentarza: 4.05.2026, 09:07Źródło komentarza: Myśliwi sprzeciwiają się planom utworzenia Sobiborskiego Parku NarodowegoAutor komentarza: RobG56Treść komentarza: Kto organizuje i finansuje te spotkania? Kto jest ich inicjatorem i czy udział władz lokalnych jest uprawniony?Data dodania komentarza: 4.05.2026, 01:52Źródło komentarza: Przyszłość Lasów Sobiborskich. Rozpoczyna się cykl spotkań z mieszkańcamiAutor komentarza: RobG56Treść komentarza: Na czym polega koordynata OTOPU i jakie uprawnienia ma OTOP w tej kwestii? Czy posiada jakieś upoważnienie z Ministerstwa Klimatu? Czy mógłbym je poznać?Data dodania komentarza: 4.05.2026, 01:44Źródło komentarza: Sobiborski Park Narodowy: ruszają wyjazdy studyjne i otwarte spotkania z mieszkańcamiAutor komentarza: RobG56Treść komentarza: Inicjatywa nie jest miejscowa, przyjechała z Warszawy, bo akurat taki jest KLIMAT. Uważa sikę tam, że im więcej parków narodowych i rezerwatów tym większa ochrona ojczystej przyrody. Szwajcaria ma jeden park narodowy i nie uważa, że nie istnieje u nich ochrona przyrody. Ograniczenia z powodu powstania Parku Narodowego są ogromne. A bogactwo przyrodnicze wcale nie wzrasta - często tych zasobów jest coraz mniej. Ewidentnie wskazują na to spadające zasoby przyrodnicze Białowieskiego PN i Tatrzańskiego PN. Ograniczenia dla miejscowej ludności są znane. Rekreacja i turystyka ma nowe bariery. Np ścieżka rowerowa na obszarze Puszczy Białowieskiej nie jest możliwa do zrobienia z powodu zastrzeżeń środowisk ochraniarskich, gdyż ma naruszać "wartości przyrodnicze" Choć m,a wieść po wcześniejszym śladzie. W warunkach parkowych głos lokalnego społeczeństwa nie ma już wielkiego znaczenia. Park zaś charakteryzuje się także tym, że posiada otulinę. Nikt już nie będzie się pytał autochtonów jaka ma być jej powierzchnia.Data dodania komentarza: 4.05.2026, 01:18Źródło komentarza: Izba Rolnicza przeciwko tworzeniu parku narodowego w Sobiborze bez konsultacjiAutor komentarza: Włodawianka KasiaTreść komentarza: Jest finał!Data dodania komentarza: 3.05.2026, 16:57Źródło komentarza: Pomóżmy Włodawiance awansować do finału. Luna Plena walczy o dziką kartę w Mam Talent!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama