Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama baner reklamowy
Reklama baner reklamowy
Skrzypce, pasja, marzenia...

Krasnystaw. Jak narodził się ten talent? Historia skrzypaczki Roksany Grobelnej

Kiedy w dzień urodzin miasta weszła na scenę, publiczność zobaczyła pewną siebie, swobodną artystkę - skrzypaczkę, która potrafi zamienić klasykę w energię, a energię we wzruszenie. Ale jej droga do tego miejsca wcale nie była oczywista... Roksana Grobelna, pochodząca z Krasnegostawu, opowiedziała nam historię swojego sukcesu.

Od Krasnegostawu do światowych scen – początki muzycznej pasji

Roksana Grobelna zachwyciła publiczność podczas 632. urodzin Krasnegostawu. Jej występ był jednym z tych momentów, które trudno opisać samymi słowami – pełen emocji, szczerości i niezwykłej energii, która poruszyła wszystkich zgromadzonych. Brawa nie cichły długo, a gratulacje płynęły ze wszystkich stron. Ona sama pozostała przy tym skromna, niemal zawstydzona tak gorącym przyjęciem. Mimo to emanowała czymś, co trudno nazwać inaczej niż naturalną wyjątkowością – była promienna, serdeczna, bliska ludziom. Jak właściwie zaczęła się jej historia?

Za kulisami, tuż po koncercie, Roksana Grobelna wciąż miała w oczach błysk charakterystyczny dla kogoś, kto właśnie zrobił to, co kocha najbardziej. Opowiedziała nam wtedy swoją historię, która może być inspiracją dla wielu. 

Roksana uczyła się w szkole muzycznej I i II stopnia w Krasnymstawie. To tu spędziła dwanaście lat. Trafiła do szkoły dlatego, że muzyka była obecna w jej domu od zawsze – ojciec był muzykiem, a mama uznała, że warto dać córce szansę spróbowania swoich sił. Paradoksalnie jednak wcale nie marzyła wtedy o skrzypcach. Jako dziecko widziała siebie z saksofonem, dopiero los zdecydował inaczej. Z czasem ten instrument stał się jej codziennością, później – przyszłością, choć wcale nie był dla niej oczywistym wyborem. Krasnystaw opuściła bardzo wcześnie. Niemal od razu po nieudanej próbie dostania się na studia muzyczne w Łodzi spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechała do Anglii. Była młoda, pełna ambicji, ale ten czas wspomina jako trudne przeżycie. 

- Kiedy skończyłam szkołę muzyczną, poczułam, że mam już po prostu dosyć. Stwierdziłam, że nie chcę więcej grać na skrzypcach. Byłam potwornie rozżalona na ten cały klasyczny świat – na tę chorą konkurencję i presję, w której tak ciężko było się przebić. Kiedy nie dostałam się na studia do Łodzi, uznałam, że to koniec. Zostawiłam instrument w domu i wyjechałam do Anglii, po prostu za pieniędzmi. Miałam wtedy 19, może 20 lat. Chciałam po prostu zacząć pracować i zarabiać, więc wmówiłam sobie, że do grania już nie wrócę. W Anglii trafiłam do fabryki. To była naprawdę ciężka fizyczna harówka – 12-godzinne zmiany, od szóstej wieczorem do szóstej rano. Nie było kolorowo, ale przynajmniej wpadał konkretny grosz - opowiedziała nam Roksana. 

Praca, wyzwania i przełom w Royal Birmingham Conservatoire

Po trudnych doświadczeniach w fabryce udało jej się znaleźć pracę w kawiarni. Ten czas był trudny, ale jednocześnie uświadomił Roksanie, że nie może tkwić w miejscu, które nie daje perspektyw ani rozwoju. Decyzja o zmianie przyszła w postaci aplikacji na Royal Birmingham Conservatoire – jedną z najlepszych uczelni muzycznych w Europie. Zgłosiła się tam, zabierając na przesłuchanie stare, tanie skrzypce, które za którymś razem przywiozła z Polski. Została przyjęta, a uczelnia dodatkowo podarowała jej profesjonalny instrument i smyczek, co dodało jej odwagi i pewności siebie. Studia okazały się jednym z najtrudniejszych okresów w jej życiu. Na tygodniu spędzała godziny na ćwiczeniach i zajęciach, a w weekendy pracowała, by opłacić mieszkanie i utrzymanie.

- Wymagania uczelni były surowe – kto nie ćwiczył wystarczająco, wypadał - przyznaje artystka. 

Roksana nie chciała do tego dopuścić, dlatego starała się za wszelką cenę łączyć naukę z pracą. Po czterech latach ukończyła studia, ale pojawiło się kolejne pytanie – co dalej? Droga do orkiestry była trudna i długa, a miejsc w prestiżowych zespołach muzycznych niewiele. To był moment, w którym trzeba było podjąć decyzję o dalszej ścieżce kariery, a jej wybory miały zaważyć na całym przyszłym życiu artystycznym. Zaczęła więc uczyć gry na skrzypcach i pracowała równolegle w kawiarni. Z czasem zainteresowała ją oprawa muzyczna ślubów i eventów. Trafiła na osoby, które ją poprowadziły i pokazały, jak wejść w ten rynek.

Przełom przyszedł, gdy Roksana dostała kontrakt w Dubaju jako część kwartetu smyczkowego. Pojechała tam z trzema dziewczynami, których wcześniej nie znała. Spędziły wspólnie sześć miesięcy, pracując i mieszkając razem. To tam zrozumiała, jak wyglądają eventy na wysokim poziomie i czego potrzebuje, by działać samodzielnie. Po powrocie kupiła sprzęt, zaczęła grać pierwsze śluby i dosłownie w ciągu dwóch lat zbudowała działalność, która pozwoliła jej zrezygnować z innych prac. Zaczęła regularnie koncertować, podróżować i grać na wydarzeniach w Anglii i poza nią. Występowała już między innymi na Sycylii, w Maroku, w Wiedniu, Londynie i Dubaju. Zagrała z Andreą Bocellim. Towarzyszyła także Harry’emu Stylesowi, a ostatnio wystąpiła na arenie w Sheffield dla blisko dziesięciu tysięcy osób. 

- To jest właśnie taka praca, że jestem cały czas na walizce. Podoba mi się to, teraz już nie oddałabym tego za nic - dodaje z uśmiechem Roksana.  

Skrzypce w podróży: koncerty, marzenia i scena bez tremy

Jeszcze kilka lat temu miała silną tremę sceniczną. Na studiach zdarzało się, że wychodziła na scenę i musiała natychmiast wrócić, bo stres dosłownie odbierał jej kontrolę. Teraz, jak sama mówi, tamtego lęku już nie ma. Gdy wyszła na ogromną arenę i zobaczyła tłum ludzi, pomyślała tylko, że to wspaniałe uczucie. Chce, by jej muzyka dawała słuchaczom radość, a nie była odtworzeniem klasycznych wzorców, które dawniej ją przytłaczały. Wciąż gra muzykę klasyczną, ale w lżejszej wersji – takiej, która nie wiąże się z presją i oceną. Obecnie nagrywa płytę. Jednocześnie marzy o tym, by występować jeszcze częściej jako solistka na dużych scenach.

- Moją misją jest, żeby ludzie się dobrze bawili. Nie chcę zanudzać. Chcę dawać energię - podkreśla skrzypaczka. 

Roksana nie przestaje marzyć. Choć osiągnęła już wiele, jej droga wciąż się rozwija. Każdy koncert, każdy wyjazd i każde nowe doświadczenie stają się częścią historii, którą pisze na własnych warunkach. Po koncercie w Krasnostawskim Domu Kultury po ostatnich dźwiękach skrzypiec pozostała cisza, która mówiła więcej niż słowa. Za chwilę rozniosły się gromkie barwa, które były wyrazem podziwu i niedowierzania, że coś tak niezwykłego mogło wydarzyć się na scenie. 

Czytaj także: 
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamarekrutacja
Reklamatelefon
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama