Interwencja na przejściu w Dorohusku
Wszystko zaczęło się w niedzielę (22 lutego) na terenie przejścia granicznego w Dorohusku. To właśnie tam funkcjonariusze nabrali podejrzeń co do stanu trzeźwości kierowcy ciężarowego Volvo, który wjechał na teren placówki. Od mężczyzny wyraźnie wyczuwalna była woń alkoholu. Na miejsce natychmiast wezwano patrol policji z lokalnego komisariatu.
Mundurowi szybko potwierdzili wcześniejsze przypuszczenia. Za kierownicą zestawu siedział 41-letni obywatel Ukrainy.
- Badanie stanu trzeźwości wykazało, że miał ponad promil alkoholu w organizmie. W takim stanie chciał kontynuować jazdę w głąb naszego kraju. W związku z popełnionym przestępstwem został zatrzymany. Zatrzymane zostało również jego prawo jazdy – informuje nadkomisarz Ewa Czyż, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.
Surowe konsekwencje i deportacja
Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. Gdy wytrzeźwiał, usłyszał zarzut kierowania pojazdem mechanicznym w stanie nietrzeźwości. Jednak odpowiedzialność karna przed sądem to nie jedyny problem, z jakim musiał się zmierzyć 41-latek.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, cudzoziemcy rażąco łamiący polski porządek prawny muszą liczyć się z administracyjnymi konsekwencjami swojego zachowania. W tym przypadku policjanci nie mieli wątpliwości i wystąpili do Straży Granicznej z wnioskiem o wydanie decyzji zobowiązującej obcokrajowca do powrotu do kraju pochodzenia.
Finał sprawy był błyskawiczny. Mężczyzna został wydalony z terytorium Polski. Co więcej, przez najbliższe 5 lat nie będzie mógł legalnie przekroczyć granicy nie tylko z Polską, ale i z żadnym innym państwem należącym do strefy Schengen. To jasny sygnał dla wszystkich kierowców: za jazdę "na podwójnym gazie" płaci się wysoką cenę, która czasem oznacza koniec planów zawodowych i życiowych w naszym kraju.
Czytaj też:


Napisz komentarz
Komentarze