Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Przeczytaj!
Reklama Stachniuk Optyk
Reklama
Miejsce, które zmienia

Gm. Wojsławice. Tam, gdzie dłoń dotyka gliny. Niezwykła piwnica Sylwii Jasiuk.

Wibrujący dźwięk telefonu. Piąta rano. Sen, który powinien przynieść ukojenie, niczego nie uleczył. Oczy otwierają się z bólem. Następny ruch, kolejny gest. Pochmurny poranek. Wirujące w głowie myśli i zaprogramowany na szereg zadań mózg. Czysta mechanika. Żadnych wzruszeń. Trzeba po prostu zrobić swoje. Zakochana w glinie Sylwia Jasiuk, mieszkanka Wojsławic, dysponuje jednak remedium na ten beznadziejny stan.
Wibrujący dźwięk telefonu. Piąta rano. Sen, który powinien przynieść ukojenie, niczego nie uleczył. Oczy otwierają się z bólem. Następny ruch, kolejny gest. Pochmurny poranek. Wirujące w głowie myśli i zaprogramowany na szereg zadań mózg. Czysta mechanika. Żadnych wzruszeń.
Pani Sylwia najlepiej czuje się właśnie tutaj - w swojej pracowni.

Źródło: red

Pogubieni, poszukujemy siebie

Ciało i umysł współczesnego człowieka coraz częściej domagają się wyciszenia. Chwili, która będzie pozbawiona wrzawy, zgiełku, niepokoju. Tęsknimy za uważnym spotkaniem z samym sobą. Możliwością pomyślenia o tym, czym tak naprawdę na co dzień żyjemy. Jakie czynniki wpływają na kształt naszego dnia? I czy na pewno nam służą? Wielu z nas potrzebuje uporządkować wewnętrznie siebie. Pozbierać elementy wewnętrznej grzechotki. Ponownie dostrzec siebie na tle niespokojnego świata. Co jednak należałoby zrobić, aby podróż w głąb siebie była istotnie możliwa, owocna? Gdzie poszukiwać azylu, w którym odnajdziemy ciepło, uwagę i upragnioną ciszę?

Konkretne zaproszenie dla wszystkich „błądzących” i „poszukujących” posiada Sylwia Jasiuk, gospodyni niezwykłej pracowni ceramiki. Pełna energii i wewnętrznego światła rzemieślniczka. W niespiesznej rozmowie na temat jej najnowszych projektów zanurzamy się już po pełnych świątecznej wrzawy dniach. Pomiędzy nogami artystycznie ozdobionego stołu przechadza się kot. Od glinianego wnętrza filiżanek odbija się herbaciany susz. Para. Aromat. Właśnie w takich okolicznościach najlepiej patrzy się na to, co przeminęło i to, co przygotowała dla nas przyszłość. Twarz pani Sylwii przepełnia radość. Opowiada o swoich ostatnich odkryciach.

- Spełniło się jedno z moich największych marzeń, a więc tzw. gliniane popołudnia. Rodzaj warsztatów, które prowadzę w mojej artystycznej piwnicy. Na początku zamierzałam je prowadzić dla osób dorosłych, ale po kilku sesjach znajomi i przyjaciele zasugerowali mi, aby formułę spotkań rozszerzyć, zaprosić całe rodziny. I to się faktycznie udało. Warsztaty okazały się doskonałą odpowiedzią na różne trudności, bolączki, napięcia, lęki i stresy, z jakimi się na co dzień mierzymy. Udało się stworzyć przestrzeń, w której można poznać głębiej siebie. Także w relacji do innych – podkreśla pani Sylwia.

Tylko drewno roboczego blatu i kęs gliny. Głębokie spojrzenie. I oko, w którego kąciku pojawia się niepostrzeżenie łza. To nieskrępowana reakcja na coś pięknego i głębokiego. Uczucie, które każdy z nas potrzebuje wykopać spod zwałów codziennych, trudnych emocji. Radość z tego, co tak naprawdę proste. Dostępne dla każdego. I zaskakujące.

- Widzi pan... Myślę, że przy warsztatowym stole wydarzają się takie małe cuda. Małżonkowie, rodzice, dzieci poznają siebie zupełnie od nowa. Ze zupełnie innej strony. Wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, w której rodzic powiedział do dziecka „Wow! Potrafisz to zrobić!”. W tych stwierdzeniach mieszają się zawsze nuty zaskoczenia, niedowierzania i dumy. Zapędzeni, zestresowani, skupieni na kolejnych zadaniach – nie dostrzegamy tego. Tutaj, w pracowni, można sięgnąć do tego, co tak naprawdę proste... Prawdziwe piękno, tak uważam, kryje się w prostocie. Jestem szczęśliwa, że mogę w tym uczestniczyć. Dawać odpowiednią przestrzeń – dzieli się swoimi doświadczeniami artystka.

Glina - lekarstwo dla ciała i umysłu

Ale są też inne, nie mniej istotne owoce wspólnych spotkań przy glinie. Tutaj, w specyficznym mikroklimacie wiekowej piwnicy, pod ceglanym sklepieniem, które pamięta jeszcze czasy rodu Poletyłów, pradawne rzemiosło ma zupełnie inny smak. Właśnie tutaj, w specyficznych podziemnych warunkach, dużo lepiej pracuje się z gliną niż na powierzchni.

- Tak... Materiał tak szybko nie wysycha, dużo dłużej zachowuje swoją plastyczność. Wyrabianie odbywa się więc w nieco innych warunkach. Na wyobraźnię działa jednak sam klimat tego miejsca. Zawsze powtarzam, że glina działa na całego człowieka. Na umysł, cały układ nerwowy, mięśnie. Przy tej pracy można wyregulować oddech, wyciszyć się. Skupić. A przecież tego skupienia właśnie potrzebujemy niczym kania dżdżu. Trudno nam zachować uwagę. Jesteśmy nieustannie bombardowani różnymi bodźcami. Pamiętam jedne z pierwszych popołudniowych warsztatów, kiedy zamiast znajomej na warsztaty przyszedł jej mąż. Żartował oczywiście, że to nie jego bajka, że kluski to domena kobiet, ale po przeszło godzinnej pracy sam z zaskoczeniem stwierdził, że czuje się zrelaksowany. Żarty ustąpiły więc miejsca jakiemuś pięknemu przeżyciu. Ta osoba sama to odkryła. Trzeba tylko dać poprowadzić się glinie – odsłania kolejną z kolekcji swoich życiowych pereł Jasiuk.

Tam, gdzie wkrada się zwątpienie, pani Sylwia wchodzi z otwartą głową, gotowymi do pracy dłońmi i sięga po niemożliwe. Zaraża uśmiechem, pociąga autentyzmem. Jest tu i teraz. Całkowicie na serio. Ma w sobie ciekawość świata, która nie pozwala spocząć na laurach – zarówno jej samej, jak i kursantom, których bierze pod swoje skrzydła. Spotkanie przy herbacie i glinie jest prawdziwe. Prawdziwe są emocje i tańczące w oczach światło. Dla wielu to już „terra incognita”. Obcy, nieznany ląd. Pozbawiliśmy się lub ktoś nas pozbawił możliwości prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem. Posłuchania, co ma nam do przekazania. Jasiuk stara się mozolnie odbudowywać, cegiełka po cegiełce, ten świat elementarnych doznań.

- Ja sama łapię się często na tym, że wpadam, zupełnie mimowolnie, w niecierpiący sprzeciwu rytm codzienności. Bo czekają kolejne zamówienia, bo praca, dom, bo trzeba coś przygotować na kolejne warsztaty. Coś zamówić, dopilnować. Doczytać. Tak więc prowadzenie pracowni wymaga, także ode mnie, samodyscypliny i rewidowania swoich postaw. Glina nie lubi pośpiechu. Nie lubi błędów. Pięknem wynagradza wtedy, kiedy poświęcimy jej skupienie i uwagę. Nie ma tutaj dróg na skróty. Skróty kończą się w tej pracy porażką. Po prostu. Glinę kocham także za nauczki – śmieje się Jasiuk.

Dotknąć pierwotnej prawdy

Doskonałość wykuwa się w trudach i przeciwnościach. Pani Sylwia nieustannie podwyższa poziom, na którym zawiesza poprzeczkę swoich zawodowych wymagań. Dzięki temu uporowi właśnie jej droga jest tak pasjonująca i niezwykła. Niewielu wpadłoby chyba na pomysł, aby powrócić do pierwotnej, jamowej metody wypału ceramiki. A rzemieślniczka z Wojsławic zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. Bo tutaj niewiele da się kontrolować. Ogień i ziemia robią z glinianymi wyrobami to, co tylko chcą. Jeśli już wydaje się, że rozumiemy pewne procesy i potrafimy przewidywać efekty wypału w ziemnym dole, to okazuje się, że trzeba jednak wykonać kilka kroków wstecz. Prześledzić wszystko raz jeszcze. Poprawić, ulepszyć, skupić na szczegółach. I po prostu próbować – wciąż od nowa.

- To prawda – ta forma wypału, tzw. wypał jamowy, był w naszej pracowni zarówno odkryciem, jak i koniecznością. Zanim udało nam się zakupić elektryczny piec, sięgaliśmy po to rozwiązanie. Przy jego pomocy można uzyskiwać zaskakujące efekty. Ciągle zresztą uczymy się tej metody, która kryje jeszcze wiele tajemnic. W tej prostocie – rzecz polega na wykopaniu odpowiedniego dołu i rozpaleniu ognia – kryją się jednak pasjonujące zagadki. Jak zadbać o odpowiednią ilość tlenu? Jak uzyskać rdzawy, dosyć urokliwy nalot? Jakiego drewna używać? Każde ma inne właściwości, które odciskają na glinie niepowtarzalne piętno. Okazuje się, że po wypalaniu w wierzbie, na naczyniach pojawiły się różne szarości, fiolety itp. odcienie. Z kolei obecność żelaza w palenisku pozwala uzyskiwać efekt rdzy. Jednak nie wszystko da się przewidzieć. Takich prac już nie szkliwimy, ale szlifujemy np. przy pomocy zwykłej łyżki czy żarówki. Stal z łyżki także pozostawia na glinie dosyć ciekawe efekty – zdradza szczegóły techniki pani Sylwia.

Gliniany stolik

Wypalane w żywym ogniu projekty cieszą się dużym zainteresowaniem architektów wnętrz. Koneserzy nietypowych rozwiązań cenią sobie np. ceramiczne stoliki. Na blacie i ściankach takiego elementu widoczne są wszystkie ślady niezwykłego procesu. Tam, gdzie zabrakło tlenu, widoczne są czarne plamy. Gdzie indziej szarość pokryła rdzawa patyna. Malownicze „pajączki” na powierzchni blatu pozostawiła też łyżka, którą pani Sylwia szlifowała surowy wyrób. Przygotowane w taki sposób naczynia i inne przedmioty codziennego użytku przemawiają do wyobraźni dużo bardziej niż wszystkie inne wyroby, które wyszły spod rąk garncarza.

- Sądzę, że w tej chwili jestem tak naprawdę gdzieś na początku mojej drogi z ceramiką. Muszę się jeszcze wiele nauczyć. W piwnicy przekazuję pewnie jakiś ułamek tego, co można wiedzieć i czym się zajmować w tym obszarze. Zupełnie niedawno zaczęłam się tej interesować produkcją własnych szkliw. Tutaj potrzeba już konkretnej wiedzy z zakresu chemii. Poza tym fascynują mnie wciąż terapeutyczne właściwości gliny. Chciałabym to systematycznie pogłębiać, powracając trochę do mojego zawodu fizjoterapeuty – mówi o jednym z marzeń pani Sylwia.

W gruncie rzeczy chodzi jednak wciąż o jedno, wciąż to samo – drugiego człowieka. Jego kondycję, emocje, uczucia, zranienia i konkretną historię. Czego jeszcze uczy glina? Tego, aby nie poddawać się mentalnym kalkom. Nie szufladkować. Nie oceniać z góry. Z mało obiecującego kęsa materiału potrafi czasami zrodzić się rękodzieło. Jedno mało obiecujące spotkanie potrafi czasami przemienić życie.

Czytaj także:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: TrebuhTreść komentarza: Wiesio.z PKS . Coraz mniej ludzi kuma o co chodzi.Data dodania komentarza: 9.01.2026, 21:42Źródło komentarza: "Wiesio z PKS-u". Historia człowieka, którego znał cały KrasnystawAutor komentarza: PopczykTreść komentarza: I nawet znikły strony Telegazety informujące o wynikach, wielkości wygranych w Lotto i Mini Lotto. Wykluczyli ludzi starych nie posługujących się internetem. Czyli stracili klientówData dodania komentarza: 9.01.2026, 19:00Źródło komentarza: Lotto znika z telewizji. Sprawdź, gdzie teraz obejrzysz losowanieAutor komentarza: WkurzonaTreść komentarza: Może zamiast kolejnego Sylwestra warto zainwestować w coś bardziej wartościowego jak pomoc zwierzakomData dodania komentarza: 9.01.2026, 18:54Źródło komentarza: Schronisko bez zarządcy? Miasto sięga po rozwiązanie tymczasoweAutor komentarza: ZaniepokojonaTreść komentarza: Byłam tam dzisiaj. Jest dramat. Woda w miskach zamarznięta, w budach ani jednego koca, wiatr hula między szczebelkami, a psiaki tulą się do siebie, żeby nie zmarznąć... Dramat! Może czas zmienić administratora schroniska – bo ten jak widać ma w pompie dobro zwierząt....Data dodania komentarza: 9.01.2026, 18:45Źródło komentarza: W chełmskim schronisku stare schorowane psy mają czekać na śmierć na mrozie? [FILM]Autor komentarza: KrzysztofTreść komentarza: Taka sytuacja w dzisiejszych czasach jest niewyobrażalna. Brak pieniędzy, a na sylwestra to były i zapewne będą także na przywrócenie do normalności terenu przed gmachem, chociażby na ponowne zamocowanie wyrwanych przez ekipę montującą scenę słupków. Ludzie w jakim kraju my żyjemy?Data dodania komentarza: 9.01.2026, 18:30Źródło komentarza: W chełmskim schronisku stare schorowane psy mają czekać na śmierć na mrozie? [FILM]
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama