W świątecznym numerze z 20 kwietnia 1924 r., który trafił do rąk czytelników w samym sercu wielkanocnej radości, „Podlasiak” opublikował płomienne orędzie posła na Sejm, Stefana Łobacza. Parlamentarzysta, nawiązując do słów pieśni kościelnej „Wesoły nam dzień dziś nastał”, dokonał porównania religijnej tajemnicy do losów młodego państwa. Przypominał on z mocą, że z dniem zmartwychwstania Chrystusa nadeszło także „zmartwychwstanie naszej Ojczyzny”.
Na tych samych łamach Stanisław Kuczewski – publicysta z Krzyczewa – w artykule „Na Zmartwychwstanie Pańskie” przekonywał, że prawdziwy patriotyzm mierzy się dziś dbałością o finanse publiczne. Padły tam słowa o historycznym znaczeniu: „Potężna Polska to zdrowy Skarb”. Autor zauważył, że naprawa finansów państwa stała się nowym etapem walki o niepodległość.
Najważniejszą nowiną, która elektryzowała mieszkańców Białej Podlaskiej i okolic, była zapowiedź ostatecznego pożegnania się z bezwartościową marką polską. Gazeta z dumą obwieściła, że już 29 kwietnia 1924 r. do obiegu wejdzie nowa waluta – złoty polski. Relacja, jaką ustalono, była bezlitosna dla dawnego pieniądza i ukazywała skalę inflacyjnego dramatu: jeden złoty wart był aż 1 800 000 marek polskich. „Nareszcie będziemy mieli prawdziwy, dobry, polski pieniądz!” – pisano z satysfakcją.
Czytaj też: Szef kuchni Karol Okrasa: Spotkajmy się przy wspólnym stole!
Od mostów po polędwicę w polskiej jatce
Podlaska rzeczywistość lat dwudziestych była czasem żmudnej pracy nad cywilizacyjnym awansem regionu. „Podlasiak” z dumą odnotowywał każdy przejaw nowoczesności, który przybliżał te ziemie do standardów wolnego państwa. Symbolem tego trudu stało się uroczyste otwarcie mostu na Krznie pod wsią Kijowiec, do którego doszło w 1923 r. Obiekt ten, sfinansowany przez Sejmik Bialski, był owocem czteromiesięcznego wysiłku plutonu pionierów 34. pułku piechoty. Uroczystość oddania mostu do użytku staroście Ignacemu Bobkowi przerodziła się w wielkie ludowe święto – przy dźwiękach orkiestry i w obecności 1500 osób, wojsko i cywile wspólnie biesiadowali w szkole powszechnej. Jak barwnie opisywał szef plutonu, sierżant Szaniawski, „pionierzy siarczyście tańczyli do rana i żegnali się ze łzami w oczach z pięknymi podlasiankami”.

Innym frontem walki o lepsze jutro była gospodarka i walka z drożyzną, która szczególnie dawała się we znaki w okresach przedświątecznych. Przełomem okazał się kwiecień 1928 r., kiedy to magistrat miasta Biała Podlaska uruchomił przy ul. Reformackiej 9 pierwszą miejską jatkę – oficjalny, samorządowy punkt uboju i sprzedaży mięsa. Było to uderzenie w spekulacyjne ceny prywatnych, często obcych handlarzy, którzy w dniach wielkanocnych windowali ceny cielęciny nawet do 2 zł za kilogram. W jatce magistrackiej polędwicę wieprzową można było nabyć za 2 zł 60 gr, a wspomnianą cielęcinę za jedyne 1 zł 60 gr. Gazeta z entuzjazmem wspierała tę inicjatywę, nawołując do patriotyzmu konsumenckiego hasłem: „swój do swego po swoje kupował by każdy w jatce polskiej”.
Jednak postęp techniczny i gospodarczy nie zawsze szedł w parze z uświadomieniem zdrowotnym mieszkańców. Redakcja „Podlasiaka” z goryczą odnotowywała przypadki lekceważenia spraw higieny. W kwietniu 1926 r., mimo dramatycznej sytuacji sanitarnej, odczyt doktora Domańskiego o gruźlicy spotkał się z niemal zerowym zainteresowaniem. Mała ilość obecnych w sali kina „Miraż” była dla dziennikarzy bolesnym dowodem na to, iż społeczeństwo „nie docenia powagi poruszanej kwestji”. Walka o nowoczesne i zdrowe Podlasie wymagała więc nie tylko cementu i stali na mosty, ale przede wszystkim cierpliwego krzewienia oświaty wśród ludu, który częściej niż na lekarskie porady, spoglądał w stronę tradycyjnych zabobonów lub hucznych zabaw.
Czytaj też: Podły czyn przed świętami. Ktoś okradł strażaków z OSP Kanie
Brud, bakcyle i obywatelski czyn
W marcowym numerze „Podlasiaka” z 1924 r. doktor M. Skorupski, piastujący urząd lekarza powiatowego, wystosował do mieszkańców Białej Podlaskiej apel, który dziś czyta się niemal jak manifest wojenny przeciwko brudowi. Jego diagnoza stanu sanitarnego miasta była bezlitosna. Zauważył on trafnie, że nadchodząca wiosna, choć wyczekiwana, niesie ze sobą śmiertelne zagrożenie. „Grube warstwy śniegu i lodu, przesiąknięte brudem i gnojem”, zaczynają topnieć, a ocieplające się powietrze „wchłaniać pocznie opary i wyziewy zabrudzonych domostw i ulic”. W tej dusznej atmosferze, zdaniem doktora, lęgną się „miljardy mikrobów i bakcyli przeróżnych chorób”, gotowych uderzyć w nieświadomych mieszkańców.

Skorupski, ubolewając nad brakiem higieny, podkreślał, że ujęcie spraw zdrowotności wyłącznie w „ramki urzędowe” przez okólniki i rozporządzenia to pozostałość po wschodnim zaborcy. Na zachodzie bowiem, jak argumentował, higiena jest w rękach organizacji społecznych, a nie tylko „naczalstwa”. Doktor apelował więc do sumień Bialczan, by nie czekali na urzędników, lecz sami chwycili za miotły i łopaty. W jego mniemaniu „zdrowotność kraju to rękojmia potęgi państwowej”, a każdy obywatel, sprzątając własne podwórko, dokłada cegiełkę do budowy silnej Polski.
Smutnym potwierdzeniem tych alarmujących słów był fakt, że mimo surowych represji, sytuacja w mieście pozostawała tragiczna. W ciągu zaledwie dwóch miesięcy 1924 r. spisano aż 90 protokołów za wykroczenia sanitarne. Kary, opiewające na astronomiczną sumę 500 milionów marek polskich, a nawet areszty, nie przynosiły pożądanych rezultatów. Miasto wciąż tonęło w nieczystościach, co stawało się wręcz groteskowe w obliczu doniesień o swobodnie wałęsających się zwierzętach gospodarskich. „Podlasiak” z goryczą odnotowywał, że świnie i kozy bezkarnie zanieczyszczają główne trakty i „obgryzają korę z młodych drzewek”, skazując je na niechybną śmierć. Brak podstawowych urządzeń sanitarnych i „lekceważący stosunek” Rady Miejskiej do zdrowia publicznego dopełniały tego ponurego obrazu, czyniąc z apelu doktora Skorupskiego dramatyczne wołanie o cywilizacyjny ratunek dla Białej Podlaskiej.
Czytaj też: Czerwień tradycją malowana. Kraski krasnostawskie na liście narodowego dziedzictwa
Złodzieje nie świętują
Podniosła atmosfera Zmartwychwstania Pańskiego nie dla wszystkich była czasem nabożnego skupienia. „Podlasiak” z 25 kwietnia 1926 r., w swojej nieubłaganej kronice policyjnej, obnażał mroczniejszą stronę świątecznych dni. Najbardziej kuriozalne, a zarazem tragiczne dla poszkodowanego, zdarzenie miało miejsce w Grabanowie. W nocy z 9 na 10 kwietnia Piotrowi Ladwińcowi skradziono „półtora wieprza i dwa wałki płótna”. Ta matematyczna zagadka złodziejskiego procederu – jak wynieść dokładnie półtora zwierzęcia – sugeruje makabryczny pośpiech sprawców, którzy prawdopodobnie na miejscu dokonali rzeźnickiego podziału łupu.

Nie był to odosobniony przypadek uderzenia w świąteczne zapasy mieszkańców. W tym samym czasie we wsi Kalinowszczyzna (wtedy gmina Międzyleś, dziś Tuczna) złodzieje obrabowali Bazylego Andrzejowicza i Grzegorza Pruda. Pierwszy z nich stracił garderobę i mięso o niebagatelnej wartości 1000 zł, drugiego zaś uszczuplono o dobra warte 670 zł. W świecie, gdzie robotnik w jatce miejskiej płacił za polędwicę 2 zł 60 gr, były to straty rzucające całe rodziny w objęcia nędzy. Także w samej Białej Podlaskiej, przy ul. Reformackiej 2, święta upłynęły smutno – Aleksandrowi Tarwidowi skradziono złoty zegarek, obrączkę i 5 rubli w złocie.
Jednak to nie drobne kradzieże, lecz postać Janiny Błońskiej mroziła krew w żyłach czytelników numeru z 19 kwietnia 1925 r. Ta „wyrafinowana zbrodniarka” i „wyrodek rodu ludzkiego”, skazana na dożywotnie więzienie za serce pełne okrucieństwa, zbiegła ze szpitala w Brześciu, mimo straży dwóch policjantów. „Podlasiak” ze szczegółami opisywał jej morderczy szlak: od uduszenia własnego dziecka, przez mordowanie podróżnych w pociągach cienkim szpagatem, aż po dowodzenie własną bandą dywersyjną. Charakterystycznym znakiem Błońskiej była uschnięta prawa ręka, którą w śmiertelnej walce pogryzł jej jeden z kochanków-bandytów, zanim sama go zgładziła. Opis tej kobiety o „minie niewinnego aniołka”, która „ubiera się skromnie lecz ze smakiem”, stanowił przerażający kontrast dla wielkanocnego przesłania o miłosierdziu, przypominając mieszkańcom Podlasia, że zło nie ustaje nawet w dniach największej świętości.
CZYTAJ TEŻ:















Napisz komentarz
Komentarze