Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama
Rolnicy mówią wprost: problemem nie jest pole, tylko rynek

Czy da się podnieść ceny skupu zbóż na ziemi włodawskiej?

Zboże jest. Plony w wielu gospodarstwach były dobre. A jednak coraz częściej wraca jedno pytanie: dlaczego cena w skupie nie daje rolnikowi oddechu?
Czy da się podnieść ceny skupu zbóż na ziemi włodawskiej?
Każdy stabilny odbiorca paszowy, który realnie kupuje zboże na miejscu, może poprawić bazę cenową, skrócić łańcuch sprzedaży i ograniczyć presję sprzedaży „za wszelką cenę”. Dlatego dyskusja o rozwoju hodowli w regionie to jednocześnie dyskusja o przyszłości cen zbóż i bezpieczeństwie ekonomicznym gospodarstw na ziemi włodawskiej.

Źródło: archiwum

Dane z początku 2026 r. pokazują, że problem nie jest wyłącznie lokalny - ale na ziemi włodawskiej jest szczególnie dotkliwy. W miesiącach styczeń–luty 2026 r. średnie ceny netto wynosiły około 620 zł/t za pszenżyto, 650 zł/t za jęczmień paszowy oraz 650-700 zł/t za kukurydzę. To poziomy wyraźnie niższe niż rok wcześniej, a w wielu gospodarstwach także poniżej kosztów produkcji, które - w zależności od uzyskanego plonu - kształtują się orientacyjnie na poziomie 700-750 zł/t dla pszenżyta, 750–800 zł/t dla jęczmienia i 850-900 zł/t dla kukurydzy. Im wyższy plon, tym niższy koszt jednostkowy wyprodukowania tony ziarna, jednak przy przeciętnych wynikach margines bezpieczeństwa praktycznie znika. W powiecie włodawskim sytuację dodatkowo komplikuje rozciągnięta logistyka - zboże często trzeba transportować kilkadziesiąt kilometrów do większych punktów sprzedaży, co podnosi całkowity koszt produkcji i jeszcze bardziej zmniejsza realny dochód rolnika.

Powód? Duża podaż i silna konkurencja cenowa sprawiają, że Polska pozostaje jednym z tańszych rynków zbożowych w UE. Dla rolnika nie liczy się wykres, lecz to, ile realnie dostaje po potrąceniach i kosztach transportu.

Rynek pokazuje cenę, ale lokalny popyt decyduje, ile rolnik naprawdę dostanie.

Problem nie leży w produkcji

O realiach mówi Andrzej Rusiński, duży producent rolny z gminy Włodawa:

W tej chwili największym wyzwaniem jest sprzedaż po cenie, która ma uzasadnienie ekonomiczne. Produkcję da się zaplanować i uzyskać przewidziany plon, natomiast w handlu zbożem rolnik jest mocno uzależniony od tego, jak wygląda popyt w okolicy i jaka jest baza cenowa w skupach.

Kluczowe słowo to „baza” - czyli różnica między ceną odniesienia a tym, co rolnik dostaje „na placu”. Decydują o niej lokalny popyt, transport, warunki rozliczeń i ryzyko potrąceń.

Notowania wyznaczają kierunek, ale o tym, ile rolnik realnie dostaje w skupie, decyduje baza: lokalny popyt, logistyka i warunki rozliczenia.

Gdy w pobliżu nie ma dużych odbiorców, zboże musi wyjechać poza powiat - przez pośredników i elewatory.

Jeżeli nie ma zbytu na miejscu, zboże trafia zazwyczaj do obrotu pośredniego… Dla rolnika oznacza to najczęściej pogorszenie ceny realizacji, bo dochodzą koszt transportu, koszty manipulacyjne, ryzyko potrąceń i marża kolejnego ogniwa. Każdy dodatkowy etap w łańcuchu obrotu zmniejsza udział rolnika w końcowej wartości towaru.

Dlaczego lokalnie odczuwamy to mocniej?

Powiat włodawski jest obszarem rolniczym, ale jednocześnie silnie „przyrodniczym” - lesistość sięga około 40,8%. Gospodarstwa są rozproszone, a większe punkty odbioru znajdują się często w znacznej odległości. To zwiększa koszty transportu i obniża opłacalność produkcji. Dodatkowo w regionie przeważają gleby IV i V klasy, które są słabsze i bardziej wymagające pod względem uprawy. Oznacza to zwykle niższe i mniej stabilne plony w porównaniu z najlepszymi rejonami kraju, a więc wyższy koszt jednostkowy produkcji tony ziarna. W takich warunkach każdy element poprawiający bilans ekonomiczny ma znaczenie. Rozwój hodowli mógłby oznaczać nie tylko większy popyt na zboże, ale także dostęp do nawozu organicznego, który przy glebach średnich i słabszych ma istotne znaczenie dla poprawy struktury gleby i stabilizacji plonów.

Odbiorców w sensie punktów skupu jest kilka, natomiast realnych odbiorców dużego wolumenu, którzy są w stanie przyjąć towar systematycznie i na przewidywalnych warunkach, jest niewielu. Dochodzi presja czasu - w żniwa podaż jest największa, a wielu rolników musi sprzedawać szybko, nawet jeśli cena nie jest satysfakcjonująca.

W żniwa podaż jest największa, a skupy wykorzystują to, że część rolników musi upłynnić zboże od razu… Nawet przy posiadaniu magazynów pojawia się presja płynności.

Uprawa i hodowla – jeden mechanizm

Hodowla jest jednym z głównych odbiorców zbóż, bo zwierzęta zużywają ogromne ilości ziarna przez cały rok. W przeciwieństwie do produkcji roślinnej nie działa sezonowo.

Odbiorcy paszowi są istotni, bo ich zapotrzebowanie jest ciągłe. Jeżeli taki popyt jest ulokowany lokalnie, to działa jak bezpiecznik: ogranicza sytuacje, w których po żniwach na rynku jest nadpodaż i cena gwałtownie spada.

W innych regionach Polski widać, jak obecność dużych zakładów paszowych i hodowlanych przekłada się na rynek zbóż. Przykładem jest Wipasz S.A., jeden z większych producentów pasz i mięsa drobiowego w kraju, który posiada własne mieszalnie pasz i stały popyt na surowiec. 

W praktyce w innych regionach Polski widać, jak obecność dużych zakładów paszowych i hodowlanych przekłada się na rynek zbóż. Przykładem jest Wipasz S.A., jeden z większych producentów pasz i mięsa drobiowego w kraju, który posiada własne mieszalnie pasz i stały popyt na surowiec. Podobnie w rejonie Siedlec funkcjonuje zakład NaturAgra (dawniej Pol-Pasz), związany z Grupą Drosed, będący zapleczem paszowym dla dużego sektora drobiarskiego. W takich powiatach rolnicy mają więcej możliwości sprzedaży ziarna, a konkurencja o surowiec jest wyraźnie większa. To przekłada się na silniejszą pozycję negocjacyjną producentów i stabilniejszą bazę cenową niż w regionach pozbawionych rozwiniętego zaplecza hodowlano-paszowego.

Polska wyeksportowała w 2025 r. 8,3 mln ton zbóż, więc rynek zbytu istnieje. Eksport to jednak gra dużych wolumenów i portów. Rolnik z powiatu włodawskiego potrzebuje przede wszystkim stabilnego odbiorcy blisko gospodarstwa.

Lokalny odbiorca jako możliwy stabilizator cen?

W tym kontekście kluczowe staje się pytanie o pojawienie się w regionie dużego, stałego odbiorcy. Nie jako „cudownego leku” na wszystkie problemy rynku, lecz jako elementu, który realnie mógłby wzmocnić lokalny popyt na zboże. Taki podmiot, zwłaszcza jeśli łączy działalność hodowlaną z zapleczem paszowym i skupem zbóż, skracałby łańcuch sprzedaży, ograniczał koszty transportu i zwiększał konkurencję o surowiec. A większa konkurencja o zboże oznacza silniejszą pozycję negocjacyjną rolnika i większą szansę na poprawę cen sprzedaży na miejscu.

Andrzej Rusiński podsumowuje:

Stały odbiorca na miejscu zmienia układ sił: rolnik ma alternatywę, może planować sprzedaż, ogranicza koszty transportu i zmniejsza ryzyko sprzedaży wymuszonej. To nie musi od razu oznaczać dużego wzrostu cen, ale może ustabilizować rynek i poprawić warunki handlowe, zwłaszcza w okresach dużej podaży.nZ perspektywy sprzedaży zboża inwestycja hodowlana może być korzystna, jeżeli przekłada się na realny popyt na ziarno w regionie i na powstanie infrastruktury skupu… Czysto rynkowo: stały odbiorca zbóż paszowych na miejscu to potencjał do poprawy bazy cenowej i ograniczenia wywozu zboża poza region.

Rachunek zależności

Uprawa i hodowla nie funkcjonują osobno. Ziarno potrzebuje odbiorcy, a hodowla - paszy. Gdy ten obieg odbywa się lokalnie, pieniądz zostaje w regionie.

Każdy stabilny odbiorca paszowy, który realnie kupuje zboże na miejscu, może poprawić bazę cenową, skrócić łańcuch sprzedaży i ograniczyć presję sprzedaży „za wszelką cenę”. Dlatego dyskusja o rozwoju hodowli w regionie to jednocześnie dyskusja o przyszłości cen zbóż i bezpieczeństwie ekonomicznym gospodarstw na ziemi włodawskiej.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamarekrutacja
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: PowiatowaTreść komentarza: Pan zza wschodniej granicy nie przyswoił przepisów obowiązujących w Polsce.Data dodania komentarza: 6.03.2026, 15:03Źródło komentarza: Horrendalny mandat dla kierowcy porsche. Zaszalał na krajowej 12Autor komentarza: jaTreść komentarza: Skoro praca jest bardzo obciążająca psychicznie, a do tego jeszcze 24h zmiany, to może trzeba by w tutaj wprowadzić gruntowną reformę. Czyli np. 6h zmiana, i zmniejszenie liczby godzin tygodniowo np. do 30, i wtedy może nie było by takiego obciążenia psychicznego (krótsza praca, dłuższe przerwy), pozostawiając oczywiście stawki godzinowe w okolicach 300zł.Data dodania komentarza: 6.03.2026, 14:23Źródło komentarza: 100 tys. miesięcznie? Nie, dziękuję. Lekarze nie chcą pracować na SOR-achAutor komentarza: JagnaTreść komentarza: Zmniejsz dawkowanie Ignac!Data dodania komentarza: 6.03.2026, 12:33Źródło komentarza: Prezydent Chełma na premiera? Polityczna giełda nazwisk przed decyzją prezesa PiSAutor komentarza: ignacTreść komentarza: superData dodania komentarza: 5.03.2026, 18:02Źródło komentarza: Prezydent Chełma na premiera? Polityczna giełda nazwisk przed decyzją prezesa PiSAutor komentarza: miejscowaTreść komentarza: Ta, a Anna Dąbrowska-Banaszek będzie Ministrą Zdrowia i Wszelkiej Szczęśliwości!Data dodania komentarza: 5.03.2026, 13:21Źródło komentarza: Prezydent Chełma na premiera? Polityczna giełda nazwisk przed decyzją prezesa PiS
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama