Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama baner reklamowy
Reklama
Zapasy

Sportowy pobyt w Chełmie. Rozmowa z Madison Sandquist

Madison Sandquist, 22-letnia zapaśniczka reprezentująca Sacred Heart University w Fairfield w stanie Connecticut w połowie sierpnia wzięła udział w obozie szkoleniowym zorganizowanym dla zapaśniczek Cementu Gryfa Chełm. Perspektywiczna amerykańska sportsmenka pokochała tę dyscyplinę i przyznaje, że współpraca z naszym klubem to dla niej kolejne cenne doświadczenie w karierze. O zapasach, miłości do sportu i marzeniach rozmawiała z nią Kinga Miszczyk z Radia Bon Ton.

Kinga Miszczyk: - Madison, czy to Twój pierwszy pobyt w Chełmie i w ogóle w Polsce?

Madison Sandquist: - Tak, w Polsce jestem pierwszy raz, a poza Stanami Zjednoczonymi drugi. Chełm mi się bardzo podoba, lubię go eksplorować i spacerować po nim. Po przylocie miałam na to tylko cztery dni, ponieważ później wspólnie z dziewczynami z Cementu Gryfa brałyśmy udział w obozie. Niemniej jednak po powrocie "nadrobiłam zaległości". Sam obóz też wspominam bardzo dobrze, jak się okazało, byłam tam najstarsza. Szybko się dogadałyśmy, treningi w takiej zgranej ekipie były czymś naprawdę wspaniałym, a takie doświadczenie zawsze jest cenną wartością. Poza tym spędzałyśmy razem czas także na grze w siatkówkę, ale również na nauce języka polskiego.

KM: - Jak to się stało, że zdecydowałaś się na karierę zapaśniczki?

MS: - Prawdę mówiąc, to na poważnie zaczęłam trenować tę dyscyplinę w liceum, wcześniej długo byłam zawodową pływaczką. W pewnym momencie jednak coś się we mnie zmieniło, może to było wypalenie, może chęć zmian, więc wybrałam się z bratem na zapasy i bardzo mi się spodobało. Trafiłam na fajnych ludzi, a to sprawiło, że jeszcze bardziej się zaangażowałam i zobaczyłam, że ten sport ma naprawdę silną tradycję w Stanach.

KM: - Co daje Ci uprawianie tej dyscypliny, nie tylko fizycznie, ale również personalnie? Czy ma to wpływ na to, jak postrzegasz samą siebie?

MS: - Tak, i to znacząco. Naprawdę lubię zapasy, a kiedy trenuję i czuję się coraz lepsza fizycznie, to działa to korzystnie na moją psychikę. Widzę przed sobą punkt, do którego nie tylko chcę dotrzeć, ale wręcz pójść jeszcze dalej, stając się silniejszą. Jedną z zasad, którymi się kieruję, dążąc do sukcesu, jest to, że nie istnieje wyższy poziom rywalizacji niż ten, kiedy mogę być od kogoś lepsza na macie. Wiem, że to brzmi brutalnie, jednak mam myśli budowanie własnego charakteru, którego nikt nie jest w stanie złamać. Mobilizuję się również tym, że oceniam się przez pryzmat innych rywalek. Kiedy widzę ich mocne i słabe strony, dostrzegam też lepiej własne, a dzięki temu wiem, jak się rozwijać. Moim największym sukcesem było dostanie się do amerykańskich kwalifikacji olimpijskich, ale przedtem zajmowałam wysokie miejsca w turniejach w naszym kraju. Byłam też zawsze częścią drużyny, a to także wsparcie, które bardzo cenię, bo czuję, że wspólnie budowaliśmy wartościowy zespołów. Nadal odnosimy sukcesy, co tylko dowodzi, że nasza współpraca działa.

KM: - Którzy sportowcy najbardziej inspirują Cię do działania, treningów i starania się o sukcesy?

MS: - Podziwiam bardzo moją trenerkę Paulinę Biegę, która jest wychowanką Cementu Gryfa Chełm, i dzięki której mogłam przybyć do Polski. Ale inspiruje mnie wiele osób związanych nie tylko z zapasami, ponieważ sport towarzyszy mi od dziecka. Do najważniejszych mogę jeszcze zaliczyć Tamyrę Stock, ale także Michaela Phelpsa, który jest legendą pływania. Tak naprawdę, każdy, kto osiągnął szczyt sportowych marzeń, jest dla mnie inspiracją. Tradycja sportowa jest w mojej rodzinie głęboko zakorzeniona, ja zaraziłam się zapaśniczą pasją od braci, a ode mnie z kolei moja młodsza siostra, więc można powiedzieć, że sami dla siebie również jesteśmy wzorami do naśladowania.

KM: - Wśród części osób panuje opinia, że zapasy można utożsamiać z bardzo popularnym w Stanach Zjednoczonych wrestlingiem. Czy rzeczywiście mają one ze sobą aż tyle wspólnego, żeby stawiać je na równi, czy bardziej wynika to z tego, że słowo "wrestling" po angielsku oznacza po prostu "zapasy"?

MS: - Ta opinia na pewno nie jest powielana przez osoby trenujące zapasy, bo jednak są to dwa różne kierunki. Nigdy nie śledziłam za bardzo poczynań w WWE, ale nie można zaprzeczyć temu, że występujący tam zawodnicy są ikonami w amerykańskiej popkulturze, grają w filmach czy udzielają się w różnych inicjatywach. Ich potyczki w ringu niektórzy traktują jak zabawę "nie na poważnie", a same walki uważają za wyćwiczone. Aczkolwiek są zapaśnicy, którzy po zakończeniu zawodowej kariery postanowili zostać wrestlerami, odnaleźli się w tym i uważam, że to fajnie, że chcą dalej się rozwijać i dbać o kondycję. A jednocześnie sprawdzać się jako "showmani", bo i to się tam przydaje (uśmiech).

KM: - Odejdźmy jeszcze na chwilę od sportu. Jako zagranicznego gościa w Polsce nie mogę zapytać Cię o nasze jedzenie - jak Ci smakuje i czy próbowałaś pierogów?

MS: Jeżeli chodzi o jedzenie, to nie jestem zbyt wybredna, a polskie dania mi smakowały, jadłam ich bardzo dużo i do tej pory mi się nie znudziły. Przepadam za ziemniakami, więc cieszę się, że tutaj jest ich bardzo dużo i podaje się je do wielu posiłków. Co do pierogów, to w Polsce ich nie jadłam, ale moja trenerka w Stanach często je robiła, więc mogłam się zapoznać z ich smakiem bez wyjeżdżania za granicę.

Teraz czytane:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Rolnik z EgiptuTreść komentarza: Nie rozumiem twoich zarzutów??? Może jesteś kiepskim rolnikiem że nie stać ciebie na wakacje i polskie może może nie takie uprawy siejesz ?!!! Ponieważ ja jestem rolnikiem i stać mnie na wakacje nie tylko sam ale i także z rodziną .... 🤭 A jak żyć nie masz z czego to może warto rozważyć sprzedaż gospodarkę i iść na 8 godzin do pracy za najniższa krajową ... A i kasa za hektary będzie nie mała to wtedy na jezioro się pojedzie ...Data dodania komentarza: 19.03.2026, 20:18Źródło komentarza: Gm. Leśniowice. Rzymskie wakacje samorządowców. Kto za to zapłacił? - pytają mieszkańcyAutor komentarza: WłochTreść komentarza: Pewnie jedna z uczestniczek się obraziła . Może za krótkie wakacje byłyData dodania komentarza: 19.03.2026, 19:06Źródło komentarza: Gm. Leśniowice. Rzymskie wakacje samorządowców. Kto za to zapłacił? - pytają mieszkańcyAutor komentarza: NowyTreść komentarza: Jak się bawić to się bawićData dodania komentarza: 19.03.2026, 19:01Źródło komentarza: Gm. Leśniowice. Rzymskie wakacje samorządowców. Kto za to zapłacił? - pytają mieszkańcyAutor komentarza: LucyferTreść komentarza: A Pana to ktoś przypalował do tej roli i pola że pretensje Pan masz... proszę sprzedać ziemię i pojechać do Rzymu pomodlić sie o pokój na świecie bo o rozum to już dla Pana za późno jak widać!!!Data dodania komentarza: 19.03.2026, 17:51Źródło komentarza: Gm. Leśniowice. Rzymskie wakacje samorządowców. Kto za to zapłacił? - pytają mieszkańcyAutor komentarza: miejscowyTreść komentarza: I znowu ta niedobra Unia dorzuca kasę do budowy S-12. Jak im nie wstyd. Dobrze, że Nowogrodzki nie powiedział VETO.Data dodania komentarza: 19.03.2026, 17:03Źródło komentarza: Zielone światło dla S12. Ruszy budowa odcinka Chełm–Dorohusk
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama