Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Niedziela, 14 sierpnia 2022 23:14
Reklama

Chełm: Nie wiedział, że ciągnie psa za autem

Psa zaczepionego do haka ciągnął za samochodem, aż zatrzymali go inni kierowcy. Zwierzak skonał w męczarniach. Kierowca jednak żadnej kary nie poniesie. Sprawa została umorzona, ponieważ - według śledczych - nie miała znamion przestępstwa. Do tragedii doszło przez nieszczęśliwy zbieg różnych okoliczności…
Chełm: Nie wiedział, że ciągnie psa za autem

O sprawie pisaliśmy kilka miesięcy temu. Do szokującego zdarzenia doszło 30 kwietnia. Opowiedziała nam o nim jedna z naszych Czytelniczek.

- Kierowca peugeota jechał od ul. Lwowskiej. Później skręcił na ul. 3 Maja i został zatrzymany tuż przed rondem na Wojsławickiej. Dalszą jazdę uniemożliwiło mu małżeństwo z Łodzi, które zajechało mu drogę i przyblokowało go swoim samochodem. Z tyłu stanęło drugie auto, aby nigdzie nie odjechał. Pies już nie żył i miał rozległe obrażenia. Mężczyzna tłumaczył, że nie wie, skąd zwierzę wzięło się na haku jego samochodu. Chciał schować czworonoga do worka, jaki miał w bagażniku, ale ludzie mu to uniemożliwili – opowiadała nam kobieta.

Makabryczny widok wyciskał łzy z oczu. Pies był obdarty ze skóry. Na jezdni za samochodem pozostała krwawa smuga.

- Samochodem kierował 63-latek z gminy Chełm. Najprawdopodobniej ciągnął psa za autem przez kilka kilometrów. Usłyszał zarzut znęcania się nad psem ze szczególnym okrucieństwem – informowała zaraz po zdarzeniu komisarz Ewa Czyż, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.

Kierowca początkowo odmówił składania wyjaśnień. Potem tłumaczył się, że jego żona na chwilę tylko zaczepiła smycz z psem do haka samochodu, a w tym czasie on odebrał telefon z informację, że musi gdzieś pilnie pojechać. Wsiadł do auta i ruszył. Ponoć nie zauważył, że ciągnie psa za samochodem.

Z naszą redakcją skontaktował się też mężczyzna, który potwierdził, że to był niefortunny wypadek.

- Nie chcę, aby ten schorowany człowiek był wsadzany do jednego worka z innymi psychopatami. Nikt przecież specjalnie nie robi takich rzeczy. Mogę tylko powiedzieć, że kierowca wyszedł z auta, nie wiedząc, co się dzieje. Załamał się, gdy spojrzał, co się stało. Po zatrzymaniu jeden ze świadków pchnął go, przez co upadł i sam ucierpiał - poinformował nas.

Zgodnie z przepisami ustawy o ochronie zwierząt za uśmiercanie psa ze szczególnym okrucieństwem 63-latkowi groziłoby do pięciu lat więzienia. Śledczy jednak uznali, że w tej sytuacji nie zawinił i sprawę umorzyli.

Teraz czytane: Wielkie liczenie pasażerów CLA

 


Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Reklama
Reklama
Reklama