Jak tłumaczy pani Ewa, opieka nad bezdomnymi kotami nie polega tylko na dokarmianiu, ale również na odpowiedzialnej pomocy. Kotki są sterylizowane, a gdy chorują, mają opiekę weterynaryjną.
- Dbamy o te zwierzęta na tyle, na ile możemy. Wszystko opłacamy same, z własnych funduszy, dlatego boli nas, gdy ktoś sprawia im ból i cierpienie czy funduje śmierć w męczarniach - mówi pani Ewa.
Z trzynastu kotów, którymi zajmowały się kobiety, zostało już tylko dziesięć. Koty mają swój azyl w pobliżu stacji trafo w rejonie Stokrotki. Tam raz dziennie dostają jedzenie, mają też styropianowe budki. - Staramy się, aby miały one estetyczny wygląd i dawały schronienie przed zimnem - tłumaczy nasza rozmówczyni.
Sprawa otrucia kotów została zgłoszona na policję.
- Apelujemy do wszystkich, którzy zauważyli coś podejrzanego, jakieś dziwne zachowanie osób kręcących się w miejscu dokarmiania. Bardzo prosimy o kontakt. Przecież na osiedlu mieszka wiele osób, niemożliwe, aby nikt niczego nie zauważył - mówi pani Ewa. - Może dzięki wsparciu mieszkańców osiedla uda się ustali sprawcę i go ukarać.


Napisz komentarz
Komentarze