Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 20 kwietnia 2026 03:51
Reklama baner reklamowy
Reklama

Rozszarpana przez rottweilery czeka na sprawiedliwość | Super Tydzień

Rany na nogach, ręce i brzuchu goją się, ale nie wiadomo jeszcze, czy pani Ewa będzie mogła sprawnie chodzić. Na dodatek jest w kiepskim stanie psychicznym po traumie, jaką niedawno przeżyła. – Prawdziwy koszmar. Jakim cudem jeszcze żyję, nie wiem. Gdy jedną ręką trzymałam wnętrzności, które rozwścieczona bestia wydarła mi z brzucha, a drugą próbowałam podciągnąć się na poręczy schodów, by wyrwać z paszczy rozszarpaną nogę, krzyczałam do psa: odgryź sobie tę stopę, zabierz i już mnie zostaw. Tak to potwornie bolało...

Pan Zdzisław, właściciel psów nie poczuwa się do odpowiedzialności za atak swoich pupilków.

– One zawsze były bardzo łagodne, bez powodu nie gryzły – nadal przekonuje. Choć 6 lat temu też zaatakowały i pogryzły bezbronną kobietę.Opisywaliśmy ten atak w naszej gazecie.

A śledczy - jak twierdzą - nie mają podstaw, by postawić mu jakiekolwiek zarzuty.

Bo zapewniał, że nie gryzą...

Pani Ewa przez kilka miesięcy pracowała u 87-letniego, samotnie mieszkającego mężczyzny jako pomoc domowa. Codziennie przygotowywała mu posiłki, sprzątała i dokarmiała dwa psy.

- Bałam się ich na początku, ale pan Zdzisław przekonywał mnie, że nie są niebezpieczne. Z czasem do nich przywykłam, lubię zwierzęta, zresztą nigdy wcześniej nie zachowywały się wobec mnie agresywnie – opowiada kobieta.

W niedzielę, 31 marca, przed godziną 13 chciała sobie zrobić z czworonogami na pamiątkę zdjęcia. Przyznaje teraz, że to był błąd.

- Naiwna uwierzyłam, że to łagodne zwierzaki. Dałam panu Zdzisławowi swój aparat, a sama zeszłam z tarasu i poszłam do psów. Powiedział, żebym wzięła dla nich dwie bułeczki – opowiada pani Ewa. – Dałam po jednej każdemu, ale najwyraźniej było im mało. Miałam przy sobie reklamówkę, pewnie pomyślały, że coś tam w niej dla nich jeszcze mam. Jeden złapał mnie za rękę i zacisnął pysk. Potem drugi zaczął mnie szarpać. Uciekłam na schody i złapałam się barierki. Gdyby nie to, pewnie by mnie zagryzły...

Szarpały ją jak kawał mięsa

Jeden złapał kobietę za prawe udo i wyrwał kawał mięśnia. Drugi za lewą nogę i zaczął szarpać stopę. Potem ten pierwszy wgryzł się w brzuch.

- Przerażona patrzę, jak wypadają mi wnętrzności – opowiada pani Ewa. – Nie wiem, co trzymać, czy jelita z boku, czy "bucę mięsa" z uda. Na dodatek musiałam chwytać się poręczy, bo zwierzaki ściągały mnie na dół. Krzyczałam, że mnie gryzą. Pan Zdzisław zszedł, by je odciągnąć, ale nie dał rady. Jego też zaczęły kąsać. Jeden z psów zaczął ściągać mi spodnie i but, ale nie mógł, bo drugi gryzł w tym czasie stopę i blokował. A ja trzymałam się barierek i fruwałam, tak mną szarpały. W końcu jeden ściągnął mi spodnie i zajął się tą zdobyczą. Mnie udało się jakimś cudem podciągnąć nogę. Weszłam na werandę cała we krwi, ledwo przytomna. Chyba już tylko siłą woli doczołgałam się do furtki, otworzyłam ją i zobaczyłam, że zbliża się do mnie pan policjant. Okazało się, że wnuczka znajomej usłyszała krzyki, zauważyła, co się dzieje i wezwała pomoc. Byłam zalana krwią, ale poznała mnie po bransoletce na ręce. Ratownicy z pogotowia opatrywali rany na ulicy, żeby jakoś dowieźć mnie do szpitala. Wtedy na moment się ocknęłam i jeszcze zdążyłam im powiedzieć, że właściciel też jest pogryziony. A on, zamiast od razu wezwać pogotowie, siedział na werandzie i się patrzył...

Skoro żyję, to muszę walczyć

- Miałam śmierć w oczach, myślałam, że nie przeżyję. Oprócz głowy i prawej ręki wszystko pogryzione. Lekarze, jak mnie zobaczyli, też byli w szoku i nie dawali mi szans na przeżycie. Zabrali mnie natychmiast na stół operacyjny. Trzech operowało mnie przez cztery godziny – mówi pani Ewa. – Założono mi ponad 150 szwów. Jestem bardzo wdzięczna lekarzom, że się tak mną zajęli. Pielęgniarki też dużo mi pomogły – opowiada pani Ewa.

Ma za to żal do pana Zdzisława, że gdy psy ją szarpały, nie wezwał pomocy.

- Jak to nie pomagałem?! Pomagałem – oburza się pan Zdzisław. – Otwierałem paszczę psu, żeby jej nie zagryzł. Ręce miałem pokaleczone. Nie wiem, skąd miałem w sobie tyle siły, jestem starym i schorowanym człowiekiem.

Pani Ewa wypomina też swojemu pracodawcy, że nie ostrzegł jej, że psy mogą być tak niebezpieczne. - Zawsze przekonywał mnie, że są spokojne i niegroźne. To dlaczego tak mnie napadły? Może dlatego, że w niedzielę nie są karmione, bo mają głodówkę zdrowotną. Były wygłodzone, więc zareagowały agresją, gdy dostały za mało.

- Po co przyszła w niedzielę i uparła się na te zdjęcia? Narobiła kłopotów sobie i mnie. To przez błyski flesza – tłumaczy się pan Zdzisław. – Gdy nie mogłem zrobić zdjęcia, wzięła ode mnie aparat i zaczęła błyskać. To pewne je zdenerwowało. Na co dzień to bardzo łagodne zwierzęta.

Nawet nie przeprosił, nie zapytał, jak się czuję

- Ewa jest bardzo dzielna – mówi koleżanka poszkodowanej kobiety. – Ona tak walczy każdego dnia, że tylko ją podziwiać. Niejedna osoba by już się poddała.

Od pogryzienia minęło już 2,5 miesiąca.

- Leżałam w szpitalu ponad miesiąc. Teraz w domu leżę. Jedynie o kulach mogę chodzić za potrzebą – mówi pani Ewa. – Rodzinę mam daleko, więc na co dzień nie są w stanie mi pomagać. Są przy mnie za to wspaniałe przyjaciółki i sąsiadki. To one pomagają mi każdego dnia w podstawowych czynnościach. Bez nich nie dałabym rady. Dziękuję.

Leczenie poszkodowanej emerytki nie jest tanie. 1500 zł już poszło na same opatrunki i zastrzyki.

– Maleńki specjalny plasterek kosztuje 30 zł – dodaje. – A właściciel psów, przez które cierpię, nawet nie przeprosił, nie zaproponował pomocy. Raz zadzwonił, ale nie po to, by zapytać, jak się czuję. Chciał przepis na ciasto, które mu piekłam i bardzo mu smakowało....

Rany na ciele się goją, ale o zdarzeniu kobieta zapomnieć nie może. I nie widzi końca dochodzenia. Według niej to oczywiste, że skoro pan Zdzisław jest właścicielem psów, to za nie odpowiada. Pracowała u niego, miała klucze do furtki i domu, więc powinien zapewnić jej bezpieczeństwo. Policyjne postępowanie się ślimaczy.

- Na razie czekamy na opinię lekarską dotyczącą charakteru obrażeń – informuje Ewa Czyż, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.

- Na chwilę obecną brak podstaw, by właścicielowi tych psów postawić zarzuty – mówi Lech Wieczerza, szef chełmskich prokuratorów. – Poszkodowana może jednak dochodzić swoich roszczeń w drodze postępowania cywilnego.

Po pogryzieniu inspekcja weterynaryjna sprawdziła, czy psy nie mają wścieklizny. Okazało się, że jeden nie posiadał aktualnego szczepienia.

– Zawsze szczepię. Tym razem tylko przeoczyłem termin – tłumaczy się właściciel. I dodaje, że niestety musiał go ostatnio uśpić, bo był chory na trzustkę...

Wilki w skórach baranków?

Właściciel psów w typie rottweilerów, z natury niebezpiecznych, nie zaprzecza, że 6 lat temu pogryzły inną bezbronną kobietę.

W połowie grudnia 2013 r. 24-latka weszła na teren niewielkiego zakładu produkcyjnego, będącego jednocześnie miejscem zamieszkania pana Zdzisława. Skoczyły na nią dwa rottweilery i dotkliwie ją pogryzły. Ich pan wtedy też twierdził, że to była wyłącznie jej wina.

- Zazwyczaj te psy siedziały w kojcu, a bramka była zamykana. Tym razem jednak klucz znajdował się w bramce, więc weszłyśmy z koleżanką na podwórze – mówiła poszkodowana 6 lat temu dziennikarce Super Tygodnia Chełmskiego. Psy podbiegły do niej pierwszej. Na początku myślała, że chcą się bawić. Potem zaczęły szarpać torebkę. Zanim się zorientowała, wbiły kły w jej ręce. Szarpiąc się z nimi, dotarła do bramki i po części się za nią schowała. – Wciągnęłam nogi, ale one nadal trzymały mnie zębami za ręce. Pracownik firmy podbiegł i zaczął je kopać, żeby odgonić.

Okazało się, że pan Zdzisław to zdarzenie doskonale pamięta.

– Ta pani weszła do mnie na podwórze, a nie powinna, bo psy wtedy biegały po posesji. Nie miała przecież tego dnia przyjść do pracy. Nie wiem, po co się pojawiła – skomentował w ubiegły piątek sytuację sprzed lat. I dodał, że czworonogi zawsze pilnowały posesji i nikogo nie zaczepiały. - To zawsze były łagodne zwierzaki... – zapewnia po raz kolejny.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

nika 19.06.2019 14:34
bułeczkę dla psa? a co to kura? psy widocznie były głodne, pies jest terytorialny, na swojej posesji nie musiał pani tolerować. Właściciel pogryziony? bo pies przenosi agresję i pogryzie tez właściciela!

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: działki JAGODATreść komentarza: czas tu stanął w miejscu 40 lat temu.,,droga dojazdowa ,, do działek pracowniczych JAGODA ul.Jezuicka.Tym traktem codziennie próbują dostać się działowicze.setki dziur,brak utwardzenia....Ponad dwustu użytkowników naraża swoje samochody na urwanie kół ,a to stwarza zagrożenie zdrowia.Moze by ktoś z miasteczkowego urzędu zajął się wreszcie tą ,,golgotą,,????!!!!!!!!Data dodania komentarza: 19.04.2026, 20:04Źródło komentarza: Krasnystaw. Będą miejskie autobusy? Trwają już przygotowania do złożenia wniosku o dofinansowanieAutor komentarza: miejscowyTreść komentarza: Zakończenie kolejnej wojny. Oczywiście tej, którą sam rozpocznie.Data dodania komentarza: 19.04.2026, 12:07Źródło komentarza: USA jako gwarant naszego bezpieczeństwa? Tak to widzą PolacyAutor komentarza: miejscowyTreść komentarza: Można????? Oczywiście, że można. Tylko z głową.Data dodania komentarza: 18.04.2026, 14:47Źródło komentarza: Piękna akcja naszego dziennikarza i jego sąsiada! Pięć osieroconych wiewiórek uratowanych! [FILM, ZDJĘCIA]Autor komentarza: miejscowyTreść komentarza: Niedługo oszuści zaczną chwytać naiwnych na ufoludka.Data dodania komentarza: 18.04.2026, 10:22Źródło komentarza: 61-latka uwierzyła żołnierzowi z USA. Jak ją zmanipulował?Autor komentarza: miejscowyTreść komentarza: Czyli z Chełma.Data dodania komentarza: 18.04.2026, 10:16Źródło komentarza: Jeszcze więcej klas wojskowych. Bo młodzi chcą się w nich uczyć
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama