Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 13 kwietnia 2026 14:47
Reklama
Reklama
Sąd zdecydował o areszcie

Lubelskie. Usypiał żonę lekami i gwałcił przed kamerą

Podstępem usypiał swoją żonę, gwałcił przed kamerą, a nagrania udostępniał w sieci. Obrzydliwy proceder mieszkańca woj. lubelskiego przerwało dopiero dziennikarskie śledztwo. Mężczyzna, którego reporterki CNN nazwały „Piotrem z Polski”, usłyszał zarzuty w Prokuraturze Rejonowej w Radzyniu Podlaskim i decyzją sądu trafił do aresztu.
Lubelskie. Usypiał żonę lekami i gwałcił przed kamerą
Choć grupa, do której przedostały się dziennikarki, już zniknęła z sieci, dziennikarka CNN wskazuje na syzyfową walkę z cyfrowymi sieciami przemocy

Źródło: CNN; screenshot

To, co działo się za zamkniętymi drzwiami jednego z domów w województwie lubelskim, nie było odosobnionym przypadkiem. Śledztwo „As Equals” amerykańskiej stacji CNN ujawniło istnienie przerażającego podziemia – tzw. „akademii gwałtu”. To globalna społeczność mężczyzn, którzy wymieniają się instrukcjami, jak odurzać swoje partnerki, by je wykorzystywać seksualnie. Skala zjawiska jest porażająca: zamknięta grupa, do której dotarły dziennikarki, liczyła ponad tysiąc członków, a powiązane z nią strony pornograficzne odwiedzano ponad 60 milionów razy miesięcznie. Na platformach tych publikowane są tysiące filmów dokumentujących stosunki z nieprzytomnymi kobietami. Na jednej z nich zidentyfikowano ponad 20 000 nagrań o tematyce „snu”, które zostały obejrzane setki tysięcy razy.

Czytaj też: Zabójstwo w gminie Kraśniczyn. Zatrzymany podejrzany 31-letni recydywista [FILM]

Instrukcja gwałtu

Mężczyzna, znany teraz w mediach pod nadanym przez amerykańskie reporterki pseudonimem „Piotr z Polski”, w świecie internetowych czatów posługiwał się nickami „Pot” oraz „po czterdziestce”. Saskya Vandoorne i Niamh Kennedy – dziennikarki śledcze CNN – przez wiele miesięcy infiltrowały zamknięte grupy na platformie Telegram. To tam natrafiły na ślad Polaka, który regularnie relacjonował swoje czyny w zamkniętej grupie, gdzie mężczyźni z całego świata, głównie w języku angielskim, wymieniali się instrukcjami dotyczącymi chemicznego obezwładniania kobiet.

„Pot” był jednym z tych, którzy aktywnie współtworzyli „dark and disturbing brotherhood” (mroczne bractwo); źródło: CNN; screenshot

„Pot” był jednym z tych, którzy aktywnie współtworzyli „dark and disturbing brotherhood” (mroczne bractwo). Sprawca chwalił się systematycznym podawaniem żonie silnych leków nasennych w herbacie lub wieczornych posiłkach. Na czatach otwarcie dzielił się swoją frustracją, gdy lekarz odmawiał mu wypisania kolejnych recept na sedatywy, co na pewien czas uniemożliwiało mu ponowne „uśpienie” żony. W takich momentach inni członkowie grupy służyli mu poradą, wskazując konkretne dawki lub polecając inne substancje. Udostępniał on zdjęcia i filmy swojej nieprzytomnej żony, wpisując się w trend tzw. „sleep content”. Grupa ta normalizowała przemoc, stosując m.in. metodę „eyecheck” – drastyczny sposób udowadniania innym użytkownikom, że ofiara śpi i można ją „bezpiecznie” gwałcić, poprzez dotykanie jej gałek ocznych przed kamerą.

Dziennikarskie śledztwo wykazało, że ten proceder był elementem brutalnego biznesu. W grupach handlowano nagraniami i organizowano transmisje na żywo z gwałtów, za które widzowie płacili 20 dolarów. Kwitł też handel farmaceutykami. Jeden ze sprzedawców, działający z hiszpańskiej Ceuty, oferował płynny środek uspokajający z wysyłką na cały świat. Butelka specyfiku kosztowała 175 dolarów. Sprzedawca zapewniał, że płyn nie ma żadnego smaku, dzięki czemu ofiara nie zorientuje się, że został jej podany, a po przebudzeniu nie będzie nic pamiętać. Nawet jeżeli kobieta zorientowałaby się, co się stało i znalazła w sobie odwagę, by zgłosić sprawę służbom, walka o sprawiedliwość byłaby niezwykle trudna chociażby dlatego, że niektóre z podawanych substancji stają się niewykrywalne w organizmie już po 12 godzinach od podania.

Czytaj też: „Ksiądz Arsen” nie szybko stanie przed polskim sądem

Trop prowadził do restauracji

Gdy „Pot” rzucił na grupie na Telegramie pytanie: „czy ktoś nie śpi?” Saskya Vandoorne, podając się za mężczyznę o takich samych, mrocznych upodobaniach, odpisała mu. Kontakt przeniósł się do prywatnych wiadomości. Przez kolejne miesiące dziennikarka umiejętnie dopytywała o techniczne szczegóły jego „hobby”, a Piotr, ufając swojemu wirtualnemu „koledze”, wysyłał jej filmy i zdjęcia jako dowód swoich czynów.

Reporterka wielokrotnie próbowała doprowadzić do spotkania, jednak sprawca kategorycznie odmawiał konfrontacji twarzą w twarz. Pewnego dnia Piotr stracił jednak czujność i pochwalił się na czacie, że wybiera się na imprezę – podał jej czas i miejsce. Ta informacja wystarczyła. W marcu dziennikarki poleciały do Polski i dotarły bezpośrednio do jego rodzinnej miejscowości. Do kulminacyjnego momentu doszło w lokalnej restauracji w województwie lubelskim. Dziennikarki zobaczyły mężczyznę tańczącego z kobietą – tą samą, którą zaledwie kilka godzin wcześniej widziały na nagraniach z brutalnych gwałtów. Sprawca znajdował się zaledwie kilka kroków od nich.

Dziennikarki zdecydowały się nie interweniować bezpośrednio. Zgromadzonych dowodów, w tym nagrania i zrzuty ekranu z wielomiesięcznych rozmów, przekazały Wydziałowi do Walki z Handlem Ludźmi Biura Kryminalnego KGP.

Mężczyźni oferowali sobie sprzedaż środków uspokajający z wysyłką na cały świat. Sprzedawca zapewniał, że płyn nie ma smaku, dzięki czemu ofiara nie zorientuje się, że został jej podany, a po przebudzeniu nie będzie nic pamiętać; źródło: CNN; screenshot

Zarzuty dla „Piotra z Polski”

Dzięki informacjom od CNN, polskie służby zidentyfikowały i zatrzymały mężczyznę. 1 kwietnia w Prokuraturze Rejonowej w Radzyniu Podlaskim przedstawiono mu serię zarzutów. Jak poinformował prokurator Marek Zych, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, podejrzany przyznał się do winy.

– Potwierdzam, że jedna z lubelskich prokuratur prowadzi postępowanie o czyn z art. 197 par. 1 i 3 punkt 6 kk tzn. w sprawie gwałtu, podczas którego sprawca nagrywał obraz i dźwięk nieświadomej tego ofiary, a potem publikując te nagrania w internecie – poinformował prok. Marek Zych.

„Piotrowi z Polski” grozi kara od 3 do nawet 20 lat pozbawienia wolności. Sprawca usłyszał również zarzut z art. 191a kk, dotyczący rozpowszechniania wizerunku nagiej osoby bez jej zgody, co jest zagrożone karą do 5 lat więzienia. Sąd Rejonowy w Radzyniu Podlaskim zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.

Choć grupa, do której przedostały się dziennikarki, już zniknęła z sieci, Saskya Vandoorne wskazuje, że walka z cyfrowymi sieciami przemocy to syzyfowa praca.

– To schemat, który władze dobrze znają. Jedna grupa znika z sieci, pojawia się nowa – podsumowała dziennikarka.

Czytaj też: Lubelskie. Śmiertelny wypadek na hulajnodze na osiedlowej drodze. Nie żyje 26-letnia kobieta

Globalna sieć dehumanizacji

Sprawa „Piotra z Polski” to jedynie fragment globalnej plagi dehumanizacji kobiet w sieci. Śledztwo CNN zostało zainspirowane wstrząsającą historią Gisèle Pelicot z Francji, którą mąż Dominique przez dekadę odurzał i wystawiał na gwałty ponad 70 mężczyznom. Wracając do wątki polskiego, „Piotr” niemal na pewno nie jest jedynym Polakiem, który brał udział w tym mrocznym procederze. Polskie służby już teraz sprawdzają, czy w grupach na Telegramie działali inni sprawcy z naszego kraju. 

Świat coraz silniej reaguje na te zagrożenia. Singapur wprowadził ustawę Online Criminal Harms Act, która daje rządowi szerokie uprawnienia do blokowania nielegalnych treści seksualnych. Australia, jako pierwsza na świecie, zobowiązała gigantów technologicznych do blokowania narzędzi AI generujących obrazy przemocy, a w Unii Europejskiej w czerwcu 2025 roku zaostrzono przepisy, które wprost kryminalizują transmisje na żywo z aktów przemocy seksualnej i nakładają na dostawców usług obowiązek aktywnego wykrywania takich materiałów. Brytyjska agencja NCA (National Crime Agency) koordynuje obecnie międzynarodowe działania, by uderzyć w te grupy nie na „dark webie”, ale na ogólnodostępnych platformach, z których korzystają miliony ludzi.

CZYTAJ TEŻ:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamabaner Monter
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama