Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 27 lipca 2026 15:22
Reklama
Reklama
Co zostało z wielkiego strachu przed Wipaszem?

Powiat włodawski. Dziewięć miesięcy później

Jesienią ubiegłego roku planowane inwestycje Wipaszu w gminach Stary Brus i Wyryki wywołały protesty, petycje i lawinę zarzutów. Po dziewięciu miesiącach wracamy do najpoważniejszych z nich. Przeciwnicy inwestycji, skupieni wokół jednej ze stron na Facebooku, nie odpowiedzieli na nasze pytania i odesłali nas do publikowanych przez siebie materiałów. Inwestor przedstawił szczegółowe wyjaśnienia. Bilans tej konfrontacji jest dla jednej ze stron co najmniej niewygodny.

Odory

Przeciwnicy inwestycji wskazują, że brak odrębnej ustawy odorowej oraz ogólnopolskiej normy zapachu pozostawia mieszkańców bez skutecznej ochrony.

- Brak jednej ustawy odorowej nie oznacza, że inwestor może ignorować uciążliwości zapachowe. Ryzyko emisji analizuje się w postępowaniu środowiskowym, a następnie właściwe organy administracyjne mogą nakładać obowiązki w zakresie sporządzenia Planu Zarządzania Odorami, regularnego monitoringu zapachów oraz stosowania technik ograniczających emisję związków odorowych na terenie instalacji. Wynikają one z unijnych przepisów dotyczących dużych obiektów hodowlanych. Fermy podlegają również ścisłym kontrolom służb weterynaryjnych, organów ochrony środowiska oraz Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie - odpowiada Małgorzata Zaniewska, dyrektor ds. ochrony środowiska Wipasz S.A.

Włodawski sanepid wydał dla inwestycji pozytywną opinię, w której określił 23 warunki. Wśród rozwiązań ograniczających okresowe uciążliwości wskazano m.in. stosowanie suchej ściółki, systematyczne czyszczenie kurników oraz transport obornika pod przykryciem.

- Nie twierdzimy, że ferma nie wywiera żadnego wpływu na środowisko, ponieważ każda działalność w jakimś stopniu na nie oddziałuje. Możemy jednak opierać się na wynikach pomiarów prowadzonych na funkcjonujących fermach Wipaszu przez laboratorium Instytutu Podstaw Inżynierii Środowiska Polskiej Akademii Nauk z siedzibą w Zabrzu. Pomiary prowadzono w zakresie imisji pyłów PM2,5 i PM10, siarkowodoru oraz amoniaku. Wielkość imisji amoniaku i siarkowodoru, czyli podstawowych substancji odorogennych, pozostaje poniżej progu wyczuwalności już w niewielkiej odległości od źródeł ich powstawania - kontynuuje Zaniewska 

- Ponadto na wszystkich obiektach inwentarskich zainstalowane są stacje monitorujące poziom zanieczyszczeń wraz z wizualizacją aktualnych parametrów powietrza. Pozwalają one na bieżący, szacunkowy monitoring stężeń pyłu, amoniaku i siarkowodoru w pobliżu budynków inwentarskich. Monitoring prowadzi niezależna firma uczestnicząca w tworzeniu krajowej sieci monitoringu jakości powietrza na zlecenie Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Na podstawie przeprowadzonych pomiarów maksymalne stężenia amoniaku i siarkowodoru wynoszą około 1-5 proc. wartości granicznych dla poszczególnych substancji. Obiekty są monitorowane przez całą dobę, pomiary wykonuje się co 30 minut, a raporty są publicznie dostępne. Monitoring prowadzi niezależna firma należąca do sześciu największych podmiotów tego rodzaju na świecie, realizująca pomiary również w ramach państwowego monitoringu jakości powietrza - wyjaśnia Małgorzata Zaniewska.

Jak podkreśla, wyniki pomiarów pozwalają skonfrontować przewidywania z rzeczywistym funkcjonowaniem obiektów.

- Stężenia monitorowanych substancji osiągają najwyżej kilka procent dopuszczalnych poziomów w powietrzu. To dane pochodzące z ciągłych pomiarów wykonywanych przez certyfikowane laboratoria, a nie wyłącznie nasze deklaracje - zaznacza przedstawicielka Wipaszu.

Woda

Jedna z najpoważniejszych obaw dotyczyła zużycia wody. Przeciwnicy fermy wskazują, że inwestycja może potrzebować jej więcej niż całe ujęcie komunalne w Starym Brusie, co ich zdaniem stwarza ryzyko niedoborów dla mieszkańców kilku miejscowości.

- Takie porównanie zestawia dwie duże liczby, ale pomija najważniejszą informację: planowana ferma nie będzie pobierała wody z ujęcia komunalnego ani z gminnej sieci. Inwestycja ma korzystać z własnego, niezależnego ujęcia głębinowego. Z obliczeń wykonanych przez hydrogeologa dla projektowanych studni oraz studni wodociągu wiejskiego w Starym Brusie wynika, że oddziaływanie pomiędzy ujęciami nie wystąpi. Oznacza to, że ujęcie wody dla planowanej fermy drobiu nie zmniejszy zasobów w studniach ujęcia komunalnego w Starym Brusie ani nie ograniczy dostępności wody dla okolicznych mieszkańców. Jej zapotrzebowania nie można więc po prostu odjąć od ilości wody dostarczanej mieszkańcom - odpowiada Małgorzata Zaniewska.

Jak wyjaśnia, możliwości i skalę poboru określają dokumentacja hydrogeologiczna, wydajność warstwy wodonośnej, pozwolenia wodnoprawne oraz warunki stawiane przez właściwe organy. Nie decyduje o tym wyłącznie inwestor.

- Ujęcie może funkcjonować wyłącznie w zakresie, który nie zagrozi komunalnemu zaopatrzeniu mieszkańców. Porównanie rocznego zużycia dwóch odrębnych ujęć nie dowodzi, że oddziałują one na ten sam zasób w sposób powodujący niedobór - zaznacza przedstawicielka spółki.

Jak dodaje, wymagania Wód Polskich i sanepidu są zgodne z założeniami przyjętymi przez inwestora.

- Warunek określony przez organy opiniujące, aby własne ujęcie fermy nie wpływało negatywnie na ujęcia zaopatrujące mieszkańców miejscowości, w których powstają nasze instalacje, jest dla nas oczywistym założeniem inwestycyjnym. Studnie będą mogły być eksploatowane wyłącznie w zakresie określonym dokumentacją hydrogeologiczną oraz parametrami wskazanymi w pozwoleniach wodnoprawnych. Osobną kwestią jest gospodarka ściekowa: nieczystości będą gromadzone w szczelnych zbiornikach, natomiast wody opadowe będą rozsączane na terenach zielonych - wyjaśnia Małgorzata Zaniewska.

Transport

Kolejny zarzut dotyczy organizacji transportu. Przeciwnicy inwestycji twierdzą, że nie przedstawiono dokładnych tras ani wiarygodnej liczby pojazdów, a funkcjonowanie fermy może oznaczać kilkadziesiąt przejazdów ciężarówek dziennie.

- Taka liczba została zawyżona ponad dziesięciokrotnie. Według obliczeń transportowych przewiduje się maksymalnie około 2400 pojedynczych przejazdów pojazdów w skali roku, co odpowiada średnio około 6-7 przejazdom dziennie. Ruch nie będzie jednak rozłożony równomiernie - w określonych dniach liczba przejazdów może być większa, zgodnie z harmonogramem cyklu produkcyjnego - odpowiada Małgorzata Zaniewska.

Jak wyjaśnia, trasa została zaplanowana w sposób ograniczający uciążliwości dla mieszkańców.

- Planowany dojazd do fermy będzie przebiegał poza obszarem miejscowości Nowy Brus i Stary Brus. Wytyczona trasa jest najbardziej optymalnym rozwiązaniem ze względu na dobro mieszkańców, komfort osób dowożących dzieci do szkoły w Starym Brusie oraz bezpieczeństwo uczniów. Transport ma omijać zwartą zabudowę, szkołę, ujęcie wody i budynki mieszkalne. Przewidziano przejazd drogami gruntowymi przez tereny rolne, a następnie drogą powiatową. Przejazdy mają się odbywać w godzinach pracy, bez nocnego transportu - wskazuje przedstawicielka spółki.

Osobną kwestią jest zlecanie transportu odpadów i nieczystości podmiotom zewnętrznym. Przeciwnicy inwestycji sugerowali, że w ten sposób firma pozbywa się odpowiedzialności i kontroli nad tym, co wyjeżdża z fermy. Przedstawicielka inwestora odrzuca ten zarzut.

- Zlecenie transportu specjalistycznej firmie nie oznacza, że odpady znikają z systemu, a inwestor przestaje za nie odpowiadać. Każdy etap - przekazanie, przewóz i odbiór - jest ewidencjonowany w systemie BDO. Karta przekazania odpadu pozwala dokładnie ustalić, kto go wytworzył, kto przewoził i do jakiego odbiorcy trafił. Odpowiedzialność nie znika, lecz zostaje jasno przypisana poszczególnym uczestnikom procesu. Odbiór nieczystości ciekłych będzie natomiast realizowany przez podmioty posiadające wymagane zezwolenia, a nieczystości będą kierowane do oczyszczalni ścieków i dokumentowane zgodnie z przepisami dotyczącymi opróżniania zbiorników bezodpływowych. Działa to podobnie jak w przypadku opróżniania przydomowego szamba: właściciel posesji nie robi tego osobiście, lecz zleca usługę wyspecjalizowanej firmie. To powszechna i prawidłowa praktyka - wyjaśnia Małgorzata Zaniewska.

Rolnictwo

Przeciwnicy inwestycji przekonują także, że nowoczesne fermy wypierają małych rolników, niszczą gospodarstwa rodzinne i przynoszą korzyści wyłącznie inwestorowi.

- Produkcja roślinna, hodowla, skup zbóż, wytwarzanie pasz, nawożenie, transport i lokalne usługi nie są odrębnymi światami. Są od siebie zależne i tworzą jeden system - odpowiada Małgorzata Zaniewska.

Jak wyjaśnia, ferma potrzebuje surowców, pracowników, przewoźników i usługodawców, natomiast powstający nawóz może być wykorzystywany przez gospodarstwa prowadzące produkcję roślinną.

- Większa produkcja zwierzęca nie niszczy lokalnych gospodarstw. Jest odwrotnie: wspiera ich funkcjonowanie, zapewnia rynek zbytu i daje większą stabilność. Korzystają na tym obie strony. Zaopatrzenie u lokalnych producentów może ograniczyć emisje związane z transportem, poprawić bezpieczeństwo dostaw oraz zwiększyć odporność na sytuacje kryzysowe, które coraz częściej zakłócają łańcuchy dostaw - podkreśla przedstawicielka spółki.

Praca

Przeciwnicy inwestycji podważają zapowiedź utworzenia około 28 miejsc pracy, argumentując, że nowoczesna i w dużej mierze zautomatyzowana ferma nie będzie potrzebowała tak licznej załogi.

Dział rekrutacji Wipaszu zapewnia, że każda planowana ferma będzie wymagała zatrudnienia około 28-30 stałych pracowników. Będą oni odpowiadać m.in. za obsługę zwierząt, bioasekurację, nadzór nad urządzeniami, utrzymanie obiektów, logistykę i administrację. Firma deklaruje również, że większość zatrudnionych szkoli we własnym zakresie, a pierwszeństwo w rekrutacji otrzymają mieszkańcy gminy, w której powstanie inwestycja.

Bilans

Po dziewięciu miesiącach bilans jest czytelny. Na zarzuty dotyczące uciążliwości transportu, braku wody, miejsc pracy, odorów oraz wpływu inwestycji na lokalne rolnictwo udzielono konkretnych odpowiedzi opartych na przepisach, procedurach i doświadczeniach z funkcjonujących już obiektów firmy. Wipasz odniósł się do każdej z poruszonych kwestii. Grupa przeciwników inwestycji nie zdecydowała się natomiast na publiczną, merytoryczną polemikę dotyczącą tematu, który szeroko porusza w mediach społecznościowych.

CZYTAJ TEŻ: 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama