Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 27 lipca 2026 16:28
Reklama radio Bon Ton
Reklama
Debata o przyszłości gminy

Gm. Stary Brus. Mamy wszystko. Oprócz odpowiedzi na pytanie: co dalej?

„Mamy wszystko, mamy spokój, mamy bezpieczeństwo” - padło z ust lokalnej aktywistki podczas sesji Rady Gminy Stary Brus. W zasadzie na tym można byłoby zakończyć debatę o przyszłości gminy. Skoro wszystko już jest, nie trzeba pytać, skąd wziąć pieniądze na inwestycje i co zrobić, żeby młodzi mieszkańcy nie szukali przyszłości gdzie indziej. Nie potrzeba nowych miejsc pracy, dodatkowych dochodów ani przestrzeni dla lokalnych przedsiębiorców. Można zamknąć dokumenty, zgasić światło i spokojnie cieszyć się osiągniętym dobrobytem.

Tylko z gaszeniem światła lepiej uważać. W dalszej części tej samej sesji mieszkańcy zgłaszali bowiem problem… niedziałającego oświetlenia.

Tak wyglądała jedna z bardziej osobliwych debat o przyszłości jednej z najbiedniejszych gmin regionu. Od razu po stwierdzeniu, że „mamy wszystko”, pojawiły się pytania o chodnik, plac zabaw, drogę, oświetlenie oraz możliwość udziału starszych mieszkańców w zebraniach organizowanych poza ich miejscowościami. Padło również stwierdzenie, że przez dwanaście lat w jednej z miejscowości zrobiono właściwie tylko drogę.

Zablokować rozwój w imię rozwoju

Głównym punktem sesji była inwestycja planowana w rejonie Nowego Brusa. Rada zajmowała się uchwałą otwierającą drogę do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Formalnie taki plan jest narzędziem prowadzenia polityki przestrzennej. Powinien odpowiadać na pytanie, co, gdzie i na jakich warunkach może być budowane. Ale nie w tym przypadku. Tutaj bowiem chodziło o to, aby przede wszystkim niczego nie zbudować. W gminie, w której „mamy wszystko”, mogłoby się to nawet spinać. Tyle tylko, że - jak wcześniej wspomniano - w Starym Brusie raczej się nie przelewa…

Wnioskodawcy poinformowali, że przynieśli kilkaset podpisów i gotowy projekt uchwały. Argumentowali, że to głos, którego rada nie mogła zignorować. Sami zaś zignorowali zastrzeżenia gminnego radcy prawnego. Uchwałę przyjęto, choć nie jednogłośnie.

Wśród entuzjazmu, który pozwolił pominąć brak inwestycji, niedziałające oświetlenie, brak chodników i dziurawe drogi, nie zawracano sobie głowy pytaniem: co zamiast?

Bogactwo z deficytem

Opowieść o gminie, która „ma wszystko”, ciekawie brzmi w zestawieniu z jej finansami.

W budżecie na 2026 rok Stary Brus zaplanował ponad 19,9 mln zł dochodów i ponad 22,9 mln zł wydatków. Różnica, czyli blisko 3 mln zł, to planowany deficyt - nie zadłużenie - pokrywany przede wszystkim środkami zgromadzonymi w poprzednich latach.

Nie oznacza to finansowej katastrofy. Pokazuje jednak skalę możliwości gminy, przed którą nadal stoją kosztowne zadania drogowe, infrastrukturalne i społeczne. Przy dochodach wynoszących niespełna 20 mln zł każda możliwość poszerzenia bazy podatkowej i rynku pracy zasługuje przynajmniej na dokładne przeanalizowanie.

Wszystko. Tylko mieszkańców coraz mniej

„Mamy wszystko” brzmi szczególnie okazale w gminie, która w ciągu dwunastu lat straciła około jednej piątej mieszkańców.

W 2012 roku było ich około 2,2 tys., podczas gdy pod koniec 2024 roku Stary Brus liczył około 1,8 tys. mieszkańców. W tym samym roku urodziło się tu 11 dzieci, a zmarło 25 mieszkańców. Bilans naturalny wyniósł więc minus 14. Również migracja nie przyniosła dobrych wiadomości: zameldowało się 20 osób, a wymeldowało 39.

Mniej mieszkańców oznacza mniej pytań o chodniki, transport, pracę i usługi publiczne. Przy odpowiednio długim stosowaniu takiej polityki wszystkie problemy rozwiąże demografia. W ramach czarnego humoru można by rzec: niebiańska perspektywa. Może i słuszna, bo na ziemi raju nie ma.

Dane o infrastrukturze nie przypominają katalogu spełnionych potrzeb. Z kanalizacji korzysta około 21,4 proc. mieszkańców, a z wodociągu - 88,6 proc. Dostęp do sieci gazowej wynosi okrągłe zero. Zarejestrowani bezrobotni stanowią 10,4 proc. ludności w wieku produkcyjnym - to niemal dwa razy większy odsetek niż w sąsiednim Urszulinie.

To nie jest obraz gminy, która „ma wszystko”. To obraz niewielkiego samorządu z realnymi problemami infrastrukturalnymi, demograficznymi i gospodarczymi. Samorządu, który powinien wyjątkowo starannie oceniać każdą możliwość poszerzenia rynku pracy i zwiększenia własnych dochodów.

Nie znaczy to, że Stary Brus niczego nie osiągnął. Gmina, pomimo mizerii finansowej, stara się – i to bardzo: buduje i remontuje drogi, rozwija oświetlenie, modernizuje obiekty publiczne, wodociągi oraz infrastrukturę rekreacyjną. Ale to nadal mało. Bo wbrew twierdzeniom aktywistów mieszkańcy chcą więcej niż to „wszystko”, które już jest. Zwłaszcza że, realnie i uczciwie patrząc, Stary Brus ma do stanu „mamy wszystko” naprawdę dalej niż inne gminy.

Jeśli komuś zależy, to jakoś dojedzie

Szczególnie wymowna była dyskusja o zebraniach wiejskich. Zwracano uwagę, że starsi mieszkańcy oraz osoby bez samochodów mają problem z dojazdem na spotkania organizowane poza ich miejscowościami. W odpowiedzi pojawił się komunikat w duchu: “jeśli komuś naprawdę zależy, to przyjedzie”.

To zdanie odsłania paradoks całej debaty. Trudno mówić „mamy wszystko”, gdy część mieszkańców ma problem z dojazdem, chodniki i oświetlenie nadal wymagają inwestycji, kanalizacja dociera zaledwie do jednej piątej ludności, a zarejestrowani bezrobotni stanowią ponad 10 proc. mieszkańców w wieku produkcyjnym.

Co zamiast?

Jeżeli Stary Brus – będąc w takim stanie, w jakim jest - rękoma kilku radnych zablokuje inwestycję, nie musi wydarzyć się katastrofa. Rada powinna jednak odpowiedzieć, czy ma inny pomysł na rozwiązanie problemów gminy.

Jakie branże gmina chce przyciągać? Jakie tereny przeznaczy pod działalność gospodarczą? Jak zwiększy dochody własne? Co zaoferuje młodym mieszkańcom? Z czego sfinansuje drogi, chodniki, kanalizację, transport i usługi dla seniorów?

To pytania, których nie da się zagłuszyć ani podpisami, ani zapewnieniem, że „mamy wszystko”.

Być może po zbadaniu wszystkich argumentów „za” i „przeciw” okaże się, że inwestycja w proponowanym miejscu nie powinna powstać. Taki wniosek powinien jednak wynikać z dokumentów, oceny środowiskowej i porównania możliwych scenariuszy, a nie z przekonania, że gmina osiągnęła już stan doskonałości.

Stary Brus ma spokój, bezpieczeństwo, przyrodę i mieszkańców przywiązanych do swojej ziemi. Nie ma natomiast luksusu udawania, że niczego więcej nie potrzebuje. Przed gminą leży bowiem cała masa problemów: depopulacja, brak pracy, niepełna infrastruktura, ograniczone dochody i deficyt budżetowy.

Stary Brus nie ma wszystkiego. Ma bardzo wiele do zrobienia.

Jeśli radni zamykają jedną drogę rozwoju, ich obowiązkiem jest wskazać drugą. W przeciwnym razie „mamy wszystko” nie będzie wyrazem lokalnej dumy. Będzie zasłoną dla braku odpowiedzi.

A sarkastyczne „niczego nie będzie” przestanie być żartem.

Stanie się planem.

Czytaj też:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama