Temat ten pojawił sie na czerwcowej sesji Rady Gminy Urszulin, kiedy to głos zabrała przedstawicielka społeczności z miejscowości Grabniak. W imieniu grupy 35 osób zawnioskowała o powrót do harmonogramu z ubiegłych lat i przywrócenie cotygodniowego odbioru śmieci z terenów letniskowych w sezonie wakacyjnym.
– Obecna częstotliwość odbioru jest niewystarczająca, w szczególności w okresie od maja do sierpnia. Ilość wytwarzanych odpadów przez mieszkańców i działkowiczów powoduje szybkie zapełnienie naszych pojemników, co prowadzi do ich przepełnienia, nieprzyjemnych zapachów oraz pogorszenia warunków sanitarnych. Regularny odbiór odpadów raz w tygodniu pozwoli na utrzymanie właściwego porządku i higieny oraz ograniczy ryzyko zalegania odpadów na terenach działkowych – argumentowała mieszkanka reprezentująca letników.
Władze samorządowe odniosły się do tych postulatów ze zrozumieniem dla chęci utrzymania porządku, jednak stanowczo odrzuciły możliwość zwiększenia częstotliwości wywozów. Jak podkreślono, obecny system – zakładający odbiór odpadów z działek co dwa tygodnie – i tak jest już rozwiązaniem preferencyjnym. Stali mieszkańcy gminy Urszulin mogą bowiem liczyć na wywóz śmieci zaledwie raz w miesiącu. Głównym punktem zapalnym w relacjach na linii urząd-turyści pozostaje jednak rażący brak dyscypliny w prawidłowym pozbywaniu się nieczystości.
– Każdy z mieszkańców stałych gminy Urszulin ma odbierane śmieci raz w miesiącu i jemu się też mogą wysypywać. Trzeba trochę dać coś od siebie, a nie tylko wymagać. Śmieci nie są segregowane, a jest to teraz obowiązek. Ktoś przyjeżdża na działkę, kosi w niedzielę trawę, pakuje wszystko w worki i jedzie do Lublina, zostawiając je pod bramą, także w dni, kiedy nie ma odbioru. A psy to niestety rozszarpują. Ja państwa rozumiem, że każdy by chciał mieć czysto, ładnie i tanio, ale obecna cena nie jest adekwatna do kosztów wywozu śmieci – odpowiedział przewodniczący rady gminy Andrzej Jung.
Argumenty przewodniczącego poparł wójt Urszulina, który przedstawił radnym twarde dane finansowe. Okazuje się, że obsługa terenów rekreacyjnych jest dla samorządu olbrzymim obciążeniem budżetowym. Brak segregacji sprawia, że gmina musi płacić najwyższe możliwe stawki za utylizację odpadów zmieszanych, co ostatecznie uderza po kieszeni wszystkich podatników.
– My od wielu lat, pomimo wysokiej stawki, system odbioru odpadów z terenów letniskowych mamy deficytowy i co roku dokładamy. W zeszłym roku było to około 100 tysięcy złotych ze środków własnych. Poziom segregacji z działek rekreacyjnych w stosunku do mieszkańców stałych jest diametralnie gorszy. Bardzo dużo odpadów trafia jako zmieszane, a one są niestety najdroższe. Niektórzy użytkują działki non stop przez pół roku i te śmieci są produkowane tonami, worki są niewywożone, odpady wielkogabarytowe nie trafiają na punkt selektywnej zbiórki, tylko lądują na drogach – wyjaśniał wójt Adam Panasiuk.
Włodarz zaznaczył jednocześnie, że gmina dba o tereny rekreacyjne, wywożąc śmieci z samych plaż po każdym weekendzie. Zwrócił jednak uwagę, że rozwiązanie problemu leży w dużej mierze po stronie samych wypoczywających.
Samorządowcy zadeklarowali, że jeśli działkowicze zaczną rygorystycznie segregować odpady, a system w końcu zbilansuje się finansowo, powrót do rozmów o częstszym i sprawniejszym odbiorze śmieci będzie jak najbardziej możliwy. Do tego czasu letnicy muszą dostosować się do obecnego, dwutygodniowego harmonogramu.



Napisz komentarz
Komentarze