Ściana, której nie da się przebić
Decyzja o zamknięciu drzwi dla kolejnych skrzywdzonych zwierząt oraz ograniczeniu wyjazdów na interwencje to dla członków stowarzyszenia najtrudniejszy moment w historii ich działalności. Jak sami podkreślają, nie była to decyzja podjęta pod wpływem emocji jednego dnia. To efekt miesięcy ciągłego stresu, nieprzespanych nocy i prób ratowania każdego stworzenia pomimo braku pieniędzy, rąk do pracy oraz wolnych miejsc.
- Działamy już 16 lat. Przez te wszystkie lata nie otrzymaliśmy z żadnej instytucji żadnej dotacji, utrzymujemy się wyłącznie ze zbiórek. A koszty leczenia chorych, wyczerpanych, zaniedbanych psów i kotów są ogromne – nie ukrywa Mariusz Kluziak, związany ze stowarzyszeniem przez cały czas jego funkcjonowania. – Niestety, ze zbiórek jest coraz mniej środków, na dodatek mamy ogromne kłopoty ze znalezieniem domów tymczasowych, jest też nas członków stowarzyszenia nas coraz mniej, bo ciągła walka o przetrwanie wykruszyła załogę.
Wolontariusze doszli do ściany. Jak piszą w apelu, dalsze przyjmowanie czworonogów pod opiekę oznaczałoby bezpośrednie zagrożenie dla tych psów i kotów, które już teraz znajdują się w stowarzyszeniu.
„Jesteśmy Stowarzyszeniem, które działa wyłącznie dzięki ludziom o dobrych sercach. Nie mamy stałego wsparcia od państwa. Nie utrzymuje nas urząd miasta ani gmina. Każda faktura, każdy worek karmy, każdy hotel, każde leczenie, każda operacja i każdy lek są opłacane dzięki zbiórkom i wpłatom od ludzi” – tłumaczą poruszeni społecznicy.
Członkowie organizacji działają w pełni charytatywnie. Nie pobierają pensji, a dramatyczną walkę o psie i kocie życie toczą po godzinach normalnej pracy, kosztem własnego zdrowia, rodzin oraz wolnego czasu. Codzienność garstki zaangażowanych osób to dziesiątki telefonów, interwencje w środku nocy, transporty do klinik, sprzątanie boksów i nieustanny, paraliżujący strach, czy następnego dnia wystarczy funduszy na opłacenie podstawowych potrzeb.
Walka ukryta przed oczami świata
Ktoś z zewnątrz widzi spektakularny, poruszający moment – zdjęcie z udanej interwencji, psa odpiętego z ciężkiego łańcucha czy kota zabranego z rowu. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się później. A później zaczyna się najtrudniejsza, wielomiesięczna batalia o zdrowie, o życie, o dom…
Pod opieką organizacji znajdują się zwierzęta w stanach krytycznych: odebrane właścicielom podczas interwencji, ciężko chore, powypadkowe, zaniedbane i starsze, które potrzebują natychmiastowej, drogiej diagnostyki. Z powodu dramatycznego braku domów tymczasowych, wiele z nich musi mieszkać w komercyjnych hotelach dla zwierząt.
- Koszt utrzymania jednego takiego lokatora to często kilka tysięcy złotych miesięcznie. Do tego dochodzą lawinowo rosnące rachunki w lecznicach weterynaryjnych za skomplikowane operacje, specjalistyczne karmy i leki – dodaje Kluziak.
Wolontariusze ubolewają, że obecnie adopcje w regionie praktycznie zamarły, a liczba osób realnie wspierających stowarzyszenie drastycznie spadła. Chociaż internetowe posty zdobywają lajki i udostępnienia, to wolontariusze przypominają z goryczą: za same zasięgi w mediach społecznościowych nie da się opłacić zaległych faktur.
Co z obecnymi podopiecznymi?
- "Każdego dnia odbieramy wiadomości z prośbą o pomoc czy interwencję. I wiecie, co jest najgorsze? Że my naprawdę chcielibyśmy pomóc wszystkim. Ale nie możemy ratować kolejnych istnień kosztem tych, które już od nas zależą. Nie możemy brać zwierząt, kiedy nie mamy za co ich leczyć i utrzymać. Nie możemy obiecywać bezpieczeństwa, którego nie jesteśmy w stanie zapewnić. To byłoby skrajnie nieodpowiedzialne" - piszą w apelu wolontariusze.
Mimo krytycznej sytuacji finansowej zapewniają jednak, że nie odwrócą się od zwierząt, za które już wzięli odpowiedzialność. W hotelach i domach tymczasowych na nowego, kochającego właściciela wciąż czekają m.in.: Maja, Lila, Badera, Brego, Ronin, Wilk, Timon, Aniela oraz Januszek.
Są wśród nich zwierzęta starsze i schorowane, o które nikt nie pyta od miesięcy. Wolontariusze apelują do mieszkańców, aby dali szansę także tym psom i kotom, które nie są już młode, ale potrafią odpłacić się ogromną miłością. Ciepłe łóżko we własnym domu zamiast hotelowego boksu to dla nich szansa na godną starość.
Organizatorzy apelują o pilne wsparcie finansowe i udostępnianie trwających zbiórek internetowych pod adresami:
https://www.ratujemyzwierzaki.pl/wrap
https://www.ratujemyzwierzaki.pl/zzakrat
https://www.ratujemyzwierzaki.pl/celebrytka-csoz
Każda, nawet najmniejsza wpłata, decyduje w tym momencie o tym, czy stowarzyszenie przetrwa najbliższe tygodnie, czy zostanie zmuszone do całkowitej likwidacji.


Napisz komentarz
Komentarze