Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama baner reklamowy
Do rozwiązania problemów daleko

Gm. Chełm. Ryby w Stańkowie nie mają łatwo. Jak nie zanieczyszczenia, to przyducha

Pod koniec marca opinię publiczną naszego powiatu zelektryzowała informacja o kolejnych martwych rybach, jakie zostały wyłowione ze zbiornika w Stańkowie. I zapewne w niejednej głowie pojawiła się wówczas ta sama, co w lipcu ubiegłego roku, myśl: - „No tak, znowu pojawią się na brzegach czarne worki”. Wędkarze uspokajają jednak – tym razem to nie zanieczyszczenia, a zwykła, zimowa przyducha pokonała niektóre osobniki. Straty nie są zresztą duże, ale to wcale nie oznacza, że problem ze Stańkowem nie istnieje.
Pod koniec marca opinię publiczną naszego powiatu zelektryzowała informacja o kolejnych rybach, jakie zostały wyłowione ze zbiornika w Stańkowie. I zapewne w niejednej głowie pojawiła się wówczas ta sama, co w lipcu ubiegłego roku, myśl - „No tak, znowu pojawią się na brzegach czarne worki”.
Wyłowiono co prawda nieco martwych ryb, ale wędkarze uważają, że skala zjawiska nie była tak poważna, jak niespełna rok temu, gdy doszło do poważnego zanieczyszczenia wód Stańkowa.

Źródło: nadesłane

Utrzymujące się przez długie tygodnie silne mrozy, gruba warstwa lodu, śniegu i odcięty dopływ światła – zima na zbiorniku Stańków oraz okolicznych akwenach nie należała do najłatwiejszych. Można powiedzieć wprost – takiej już dawno nie było. Choć samorządowcy, społecznicy i druhowie-ochotnicy robili, co mogli, to niektórych procesów nie dało się powstrzymać. Bez odpowiednich warunków niektóre osobniki nie były w stanie przeżyć. Wszyscy są jednak świadomi tego, że problem w zbiorniku jest o wiele bardziej złożony. 

Walka z „białą śmiercią”

Marcin Adamczyk, rzecznik prasowy Zarządu Okręgu PZW w Chełmie, oraz dyrektor biura w rozmowie z nami wyjaśnił, że wyjątkowo trudne warunki doprowadziły do wystąpienia zjawiska tzw. przyduchy zimowej. 

- Brak światła słonecznego uniemożliwił proces fotosyntezy, przez co roślinność wodna, zamiast produkować tlen, zaczęła go zużywać. Nasz związek podjął więc szeroko zakrojone działania ratunkowe. Działaliśmy na Stańkowie, w Husynnem, w Dubience oraz starorzeczu „Pompka”. W akcję zaangażowały się lokalne gminy: Chełm, Dorohusk, Dubienka oraz Wola Uhruska, które zadysponowały do pomocy jednostki ochotniczych straży Pożarnych. Strażacy wycinali przeręble, wypompowywali wodę i usuwali śnieg z lodu – opowiedział nam o trudnej misji Adamczyk.

Odnaleziono co prawda pewną liczbę martwych ryb, ale rzecznik związku uspokaja, że skala zjawiska nie jest zatrważająca.

- To nie jest nic groźnego. Przyduchy kiedyś występowały, występują i będą występować. Na przyduchę nie ma rady, jedynie można minimalizować jej skutki – zaznacza specjalista. 

Służby PZW i tak spodziewały się, że po tak mroźnej zimie sytuacja może być znacznie gorsza.

Stańków jako „nieformalny odstojnik”?

Problemem zbiornika Stańków nie jest jednak wyłącznie kapryśna aura. Wędkarze od lat zwracają uwagę na postępujące zamulenie akwenu. Niektórzy określają go mianem „nieformalnego odstojnika chełmskiej oczyszczalni”. Według relacji wędkarzy, w momencie spiętrzenia wody na śluzie w Stańkowie, błyskawicznie gromadzi się warstwa ciemnego osadu o dużym ładunku biologicznym.

- Historycznie zbiornik zasilany był z innego źródła – cieku Słyszówka (zwanego Białym Rowem), niosącego wody z kopalni kredy chełmskiej cementowni. Po remoncie na przełomie wieków zmieniono system zasilania na rzekę Uherkę, co – zdaniem wielu – pogorszyło parametry wody – podnosi i ten aspekt przedstawiciel PZW. 

Bez Uherki nie ma Stańkowa?

Z tym stanowiskiem dyskutuje jednak Tomasz Makowski, kierownik zespołu komunikacji i edukacji wodnej Państwowego Gospodarstwa Wodnego „Wody Polskie”. W oficjalnym stanowisku, jakie skierowała do nas instytucja, podkreśla, że rzeka Uherka jest obecnie jedynym realnym źródłem wody dla zbiornika. 

- Bez zasilenia wodami rzeki Uherka zbiornik w Stańkowie przestanie istnieć – uważa urzędnik.

Makowski odniósł się również do pomysłu przywrócenia rozwiązania polegającego na ścisłym połączeniu Słyszówki i Stańkowa. Nazywał je na ten moment „rozważaniami teoretycznymi”. Wskazuje też na zmiany hydrologiczne i technologiczne w chełmskiej cementowni, które sprawiają, że dawny system zasilania może być już niewydolny lub szkodliwy. 

- Nie wiemy tego bez dokonania kosztownych ekspertyz i badań jakości wody – podkreślił w informacji.

Konflikt na linii wędkarze – działkowcy

Kolejnym aspektem dosyć patowej sytuacji jest konflikt interesów między PZW a właścicielami ogródków działkowych, które zlokalizowane są przy ulicy Ogrodowej. „Wody Polskie”, na wniosek wędkarzy, podnoszą poziom wody na śluzie, by ratować akwen przed kolejną porcją zanieczyszczeń, a działkowcy alarmują, że ich ogrody są zalewane.

Przedstawiciele PZW twierdzą jednak, że tak naprawdę nie o działania na śluzie chodzi. 

- Tam jest naturalne obniżenie terenu. Do tego dochodzi działalność bobrów, które budują tamy i zmieniają w ten sposób poziom wody na tym czy innym odcinku rzeki – uważają.

Eksperci sugerują, że jedynym trwałym rozwiązaniem byłaby budowa wałów ochronnych w pobliżu działek, jednak to kosztowne zadanie. 

Obecnie, jak nam przekazano, sytuacja na Stańkowie stabilizuje się, a jakość wody po zimowych problemach szybko ulega poprawie. Pozostaje jednak pytanie o długofalową przyszłość zbiornika, który bez systemowych rozwiązań w kwestii osadów i retencji nie jeden raz będzie powracał na usta mieszkańców naszego powiatu i miasta. 

Czytaj także:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamabaner Monter
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama