Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 30 października 2026 16:48
Reklama baner reklamowy
Reklama baner reklamowy
RADNY ŁOPACKI vs PREZES OLESZCZUK

Katastrofa czy incydent? Ostra wymiana zdań na temat śniętych ryb w Stańkowie

Awaria sondy w oczyszczalni czy zrzut, który doprowadził do katastrofy ekologicznej? Podczas posiedzenia Komisji Rodziny, Zdrowia i Ochrony Środowiska Rady Miasta Chełm radny powiatowy Marcin Łopacki i prezes MPGK Jakub Oleszczuk ostro starli się o przyczyny masowego śnięcia ryb w zbiorniku Stańków.

Sprawa masowego śnięcia ryb w Stańkowie była jednym z najgorętszych tematów ostatniego posiedzenia komisji rodziny, zdrowia i ochrony środowiska. W centrum uwagi znalazła się oczyszczalnia ścieków w Bieławinie i rola Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Chełmie w lipcowym zanieczyszczeniu rzeki Uherki.

Łopacki: - To była katastrofa ekologiczna

Radny powiatowy Marcin Łopacki, pracownik Wód Polskich, ostro ocenił wydarzenia sprzed miesiąca. 

– Nie mówmy o incydencie. To była katastrofa ekologiczna. Zanieczyszczenie trwało około 40 godzin, a nie jedną godzinę (jak mówił prezes MPGK - przyp. red.). Z rzeki i Stańkowa zniknęło łącznie blisko 10 ton ryb. Woda była czarna, gęsta i cuchnąca. To nie są żadne teorie, tylko fakty – grzmiał powiatowy radny, podczas komisji rady miejskiej.

Łopacki zarzucił MPGK, że do rzeki trafił osad czynny z oczyszczalni, który nigdy nie powinien znaleźć się w wodzie. 

– Rzeka poniżej wylotu jest martwa, wypalona. A Stańków, zamiast akwenu rekreacyjnego, zamienił się w zupę. Mieszkańcy nie dadzą się zbyć słowem "przyducha” – podkreślał.

Oleszczuk: - To była awaria sondy

Prezes MPGK Jakub Oleszczuk stanowczo odrzucił te zarzuty. 

– Doszło do awarii sondy radarowej w kolektorze. Urządzenie pokazywało stały poziom ścieków i nie reagowało na gwałtowny napływ wód opadowych. System nie zadziałał, a część mieszaniny trafiła do odbiornika. Po kilkunastu minutach uruchomiliśmy ręczne pompowanie i sytuacja została opanowana – wyjaśniał.

Oleszczuk podkreślił, że oczyszczone ścieki spełniały normy, a kontrole WIOŚ nie wykazały przekroczeń w próbach średniodobowych. 

– To incydent, który nie powinien się wydarzyć, ale zdarzył się wskutek awarii. Zamontowaliśmy nowe sondy i dodatkowe zabezpieczenia. W historii obiektu nigdy nie mieliśmy przekroczeń jakości ścieków – mówił.

Spór o fakty

Łopacki ripostował, że spółka bagatelizuje sprawę. 

– Ja tam byłem i widziałem. To nie trwało minutę, tylko kilkadziesiąt godzin. Padło 10 ton ryb. To nie jest drobna awaria, to dramat – mówił, dodając, że dokumentacja zdjęciowa i filmowa trafiła do prokuratury.

Prezes odpowiadał, że część winy leży po stronie samego zbiornika.

– Stańków jest zamulony – 1,5 metra wody i 3 metry mułu. Przy gwałtownych zjawiskach atmosferycznych takie sytuacje są możliwe. Nie twórzmy teorii spiskowych, tylko trzymajmy się faktów i protokołów kontroli – ripostował Oleszczuk.

Nerwowa atmosfera

W trakcie wymiany zdań emocje rosły. 

– Dla pana najważniejsze są protokoły. Dla mnie najważniejsze są sygnały mieszkańców, którzy widzieli martwe ryby i czarną wodę – odpowiadał Łopacki.

Prezes pozostawał jednak przy swoim stanowisku. 

– Nie można podważać pracy służb i inspektorów. Incydent został zweryfikowany i zabezpieczony. Nie było przekroczeń, które świadczyłyby o stałym zagrożeniu ze strony oczyszczalni.

Wnioski komisji

Przewodniczący komisji Łukasz Krzywicki podsumował, że sprawa musi być szczegółowo wyjaśniona przez właściwe instytucje. 

– Nie możemy bagatelizować ani skali zdarzenia, ani sygnałów mieszkańców. To poważny problem środowiskowy i oczekujemy pełnej przejrzystości działań MPGK – stwierdził

Czytaj także:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: Parias Treść komentarza: Mimo całej sympatii do poczynań P. Prezydenta Banaszka, uważam, że ów projekt jest pomysłem kompletnie niepotrzebnym i generującym nie tylko koszty ale dodatkowe problemy w obrębie Placu Łuczkowskiego. Musze się tutaj zgodzić z opiniami opozycji, która w tym przypadku ma dużo racji... Data dodania komentarza: 30.10.2026, 13:32 Źródło komentarza: Ratusz wróci na plac Łuczkowskiego w Chełmie? Miasto planuje 300 tys. zł na dokumentację Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Może dałoby się jeszcze odzyskać te cegły sprzedane przez Kaczyńskiego Data dodania komentarza: 30.10.2026, 12:04 Źródło komentarza: Ratusz wróci na plac Łuczkowskiego w Chełmie? Miasto planuje 300 tys. zł na dokumentację Autor komentarza: Tomcio Treść komentarza: "...w połowie XIX wieku został rozebrany." Skoro go rozebrali to znaczy że nie był potrzebny i niech tak już zostanie Data dodania komentarza: 30.10.2026, 10:27 Źródło komentarza: Ratusz wróci na plac Łuczkowskiego w Chełmie? Miasto planuje 300 tys. zł na dokumentację Autor komentarza: Edek Treść komentarza: Lepiej 4 raz zrobić plac łuczkowskiego w nowym kamieniu ślicznym . Data dodania komentarza: 30.10.2026, 10:02 Źródło komentarza: Chełm rezygnuje z inwestycji za 250 mln zł. Z wiaduktu odpada beton, a 170 mln zł dofinansowania przepadnie Autor komentarza: miejscowy Treść komentarza: Już wszystko w mieście zrobione na cacy. Dziura po PKS, muzeum, wiadukt, glinianki, ulice gładkie jak lustro i wiele, wiele innych inwestycji. Do szczęścia potrzebny jest tylko ratusz. Po tym pozostanie jeszcze do wykonania pomnik "Jakuba I wspaniałego". Data dodania komentarza: 30.10.2026, 09:35 Źródło komentarza: Ratusz wróci na plac Łuczkowskiego w Chełmie? Miasto planuje 300 tys. zł na dokumentację
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama