Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama
Siatkówka

ChKS Chełm w półfinale play-off! PlusLiga coraz bliżej

14 setów i trzy pełne dramaturgii spotkania były potrzebne siatkarzom ChKS-u Chełm, żeby pokonać bardzo mocny skład BKS-u Visły Proline Bydgoszcz. W ostatnim domowym meczu przed własną publicznością biało-zieloni pokonali rywali 3:1 (25:15, 26:28, 25:21, 25:21). Kolejne, już półfinałowe starcie ChKS rozpocznie u siebie i podejmie KPS Siedlce.
ChKS Chełm w półfinale play-off! PlusLiga coraz bliżej

Autor: ChKS Chełm

Pierwszy set czwartkowego spotkania dawał nadzieję, że gospodarze przełamią "klątwę tie-breaka", ponieważ kontrolowali partii niemal od początku do końca. Znajdujący się w polu zagrywki kapitan ChKS-u Mariusz Marcyniak wyprowadził swój zespół na prowadzenie 3:0, akcentując to dodatkowo asem serwisowym, ale później posyłając też piłkę w aut. Goście próbowali odrobić starty, udało im się nawet zbliżyć do biało-zielonych na minimalną różnicę, jednak ci nie zamierzali oddawać przewagi. Do głosu doszli Tomasz Piotrowski, Jędrzej Goss, Łukasz Swodczyk i Paweł Rusin, świetnie funkcjonował również blok chełmian, a czujność w przyjmowaniu i rozgrywaniu zachowywał Jay Blankenau. Dobra współpraca po stronie gospodarzy przełożyła się na to, że w pewnym momencie powiększyli dystans do gości na 21:14. Pod koniec wdarły się błędy, ale nie na tyle poważne, żeby ChKS stracił przewagę. Pierwsza partia należała do gospodarzy, a zamknął ją as w wykonaniu Jay'a Blankenau.

Drugi set wyglądał już zgoła inaczej w wykonaniu zespołu z Bydgoszczy, którzy wyraźnie obudzili się z marazmu, i niedługo po rozpoczęciu wyszli na pierwsze prowadzenie w meczu 5:3. Długo ono jednak nie trwało, ponieważ biało-zieloni nie zamierzali oddawać pola, w czym sporą zasługę mieli Goss, Piotrowski i Rusin. Sporo problemów sprawiał gospodarzom Juan Gabriel Barrera, zwłaszcza, kiedy w końcówce tej części meczu wszedł w pole zagrywki i wraz z resztą swojej drużyny niemal doprowadził do wyrównania, póki tych zapędów nie przerwał Jędrzej Goss. Prawdziwa nerwówka zaczęła się przy stanie 24:24, a po bardzo długiej i ofiarnej wymianie pierwszego setballa otrzymali bydgoszczanie. Nie udało im się go wykorzystać, aczkolwiek starcie na przewagi nie trwało zbyt długo. Przy stanie 26:27 dla ChKSu autowy atak zaliczył Goss i w ten sposób doszło do wyrównania w setach.

Połowa trzeciego seta była wyrównana, chociaż to biało-zieloni częściej utrzymywali minimalną przewagę, goście na chwilę odwrócili los zdobywając 13. punkt przy 12 gospodarzy. Było to jednak ich jedyne prowadzenie w tej partii, bo najpierw dwa oczka pod rząd zdobył Mariusz Marcyniak, a za moment w polu serwisowym wylądował Jędrzej Goss i przewaga ChKS-u wzrosła na 20:15. Visła nie składała broni i starała się poprawić swoją sytuację, jednak skuteczność zespołu szkolonego przez Krzysztofa Andrzejewskiego okazała się nie do przeskoczenia i finalnie podopieczni Michala Masny'ego zgarnęli tylko 21 oczek, kiedy gospodarze dopisali do konta drugą partię.

Obie drużyny kontynuowały zaciętą i wyrównaną walkę również w czwartym secie, chociaż ponownie to bydgoszczanie musieli głównie ścigać rezultat. Przełamali się dopiero przy stanie 10:10, kiedy asa serwisowego zafundował im Maciej Krysiak, aczkolwiek za chwilę "zgasiło go" uderzenie Jędrzeja Gossa. Gra nabrała jeszcze większego tempa, kiedy do składu biało-zielonych pod siatką dołączył Łukasz Łapszyński, niemal od razu prezentując skuteczność w ofensywie. Od tamtej pory gospodarze spotkania budowali kilkupunktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu, a zwycięstwo przypieczętowali, kiedy goście popełnili błąd zagrywki.

- To były bardzo trudne i wymagające spotkania, ale w tym właśnie urok play-offów - podsumował spotkanie trener Krzysztof Andrzejewski. - Przyznam, że od początku do końca byłem pewien mojej drużyny i naszych umiejętności, wierząc w to, że pokonamy zespół z Bydgoszczy. Trafiliśmy na ósmy zespół po rundzie zasadniczej, natomiast ta lokata zupełnie nie oddawała kunsztu trenerskiego i piłkarskiego naszych rywali, powiedziałbym nawet, że wspólnie zaprezentowaliśmy kibicom mecze rangi finałów. Bydgoszcz miała swoje problemy w trakcie sezonu, jednak ich poziom podczas tych trzech spotkań był naprawdę wysoki. Dlatego dziękuję i gratuluję zarówno naszym zawodnikom, jak też zawodnikom Visły.

- Bardzo dużo walki po obu stronach przez wszystkie trzy spotkania, nikt nie chciał niczego oddawać, więc typowe play-offy. Szkoda, że takie mecze rozegrały się dopiero w ćwierćfinale, bo na pewno zasługiwały na co najmniej etap wyżej, ale jakby nie patrzeć były to naprawdę piękne gry - mówił po meczu szkoleniowiec przyjezdnych Michal Masny.

Nagrodę MVP otrzymał Mariusz Marcyniak, który także przyznaje, że czwartkowy mecz, podobnie jak dwa poprzednie, był niezwykle wymagający:

- Spotkały się ze sobą pierwsza i ósma drużyna po rundzie zasadniczej, a tej różnicy w ogóle nie było widać. Siatkarze z Bydgoszczy to bardzo nieprzyjemni przeciwnicy, ponieważ są bardzo mocni w ofensywie, a do tego mocno groźni we własnej hali. Trudne i wymagające mecze, każdy to widział, do tego jeszcze pobiliśmy rekord długości seta. Cieszymy się ze zwycięstwa, dziękujemy kibicom i szykujemy się do półfinału.

Teraz czytane:

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama baner reklamowy
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama