Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Stachniuk Optyk
Reklama
Piłka nożna

Inauguracja bez punktów

Sobotni mecz domowy na otwarcie rundy wiosennej nie potoczył się po myśli naszych III-ligowców. Chełmianka 1:2 uległa Wisłoce Dębica, a przyjezdni wyraźnie wykorzystali sytuacje powstałe w wyniku błędów gospodarzy, którzy z kolei zmarnowali wiele własnych okazji do zwycięstwa.
Inauguracja bez punktów

Autor: Chełmianka Chełm

Po wyrównanym początku, pierwszą szansę na brankę miał Bartłomiej Korbecki, który ograł kilku przeciwników, a kiedy znalazł się sam na sam ze stojącym w bramce gości Piotrem Chrapustą posłał piłkę wzdłuż linii, ale brakowało kolegi z zespołu, który mógłby ją dobić. W 24. minucie okazji nie zmarnował natomiast pomocnik Wisłoki Jarosław Czernysz, który sprawnie przechwycił futbolówkę przed polem karnym Chełmianki i oddał strzał z dystansu, trafiając w okienko i wygrywając pojedynek z naszym goalkeeperem Jakubem Grzywaczewskim. Wynik 1:0 dla przyjezdnych nie uległ zmianie do końca pierwszej połowy, chociaż próbowali na to jeszcze wpłynąć ponownie Korbecki, a zaraz po nim Jakub Karbownik, który stając oko w oko z bramkarzem rywali kopnął piłkę prosto w niego.

Zmiana stron zaczęła się od ofensywy biało-zielonych, która po chwili została zwieńczona golem. W 51. minucie w polu karnym zespołu z Dębicy znalazł się Michał Kobiałka, zagrał piłkę do Jakuba Karbownika, a ten nie tracąc czasu posłał ją za plecy Chrapusty i doprowadził do remisu. Gospodarzom długo jednak nie przyszło cieszyć się z obrotu spraw na murawie i być może chęć zwycięstwa przekuła się na zbyt dużo nerwów. W 58. minucie Maksymilian Cichocki sfaulował piłkarza przyjezdnych Kacpra Maika w polu karnym i sędzia podyktował "jedenastkę" dla Wisłoki. Ta postawiła na Mateusza Geńca, który oszukał Grzywaczewskiego i ponownie dał prowadzenie swojej drużynie. Czas płynął nieubłagania, Chełmianka ewidentnie dominowała na boisku, swoje okazja do goli mieli jeszcze Dawid Kasprzyk i Bartłomiej Korbecki, jednak finalnie nie udało się nawet podzielić punktami, a goście zwyciężyli 2:1.

- Mecz wyglądał tak, jak się spodziewaliśmy, czyli tak, że przeciwnicy będą czekali na dogodne momenty i na możliwość szybkich kontrataków. Najbardziej boli to, że to, o czym dużo mówiliśmy podczas przygotowań odnośnie środkowej strefy, w której nie graliśmy kompaktowo - mówił po meczu trener biało-zielonych Grzegorz Bonin. - Mieliśmy sytuacje, których zmarnowaliśmy, a wiadomo, że to się mści, przeciwnicy wykorzystali nasze błędy. Chcieliśmy dobrze zacząć rundę, niestety się nie udało, ale spróbujemy odrobić straty w najbliższy piątek. Stać nas, żeby wygrywać z każdym rywalem i tego się będziemy trzymać.

Teraz czytane:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama