Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama baner reklamowy
Nie doczekała Polski, o którą walczyła

Chełm. "Dana" - walka jest kobietą...

1 września 1939 roku Polska znalazła się na najostrzejszym, po odzyskaniu niepodległości, zakręcie historii. Doświadczeni wychowankowie marszałka zostali zmuszeni do tego, aby znów sięgnąć po szablę, a młodzi, pokolenie „Kolumbów”, nie zdawało sobie jeszcze sprawy z tego, że przekraczają właśnie bramy piekieł. W niespokojny czas Polska wchodziła podzielona – na tę którą zniewolili Niemcy oraz tę, w w plecy której nóż wbili Sowieci. Za Bugiem pozostała Janina Włodarska - „Dana”, żołnierz zawiązanej 28 stycznia 1944 roku 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Odeszła przed 50 laty w Chełmie.
Chełm. "Dana" - walka jest kobietą...

Źródło: profil Facebook Anna Wyczyńska

Przeżyła, bo była twarda

W wojenną zawieruchę „Dana” wchodziła już jako dojrzała kobieta. Kiedy na Kowel, w którym mieszkała, spadły pierwsze bomby, pracowała jako siostra przełożona w miejscowym szpitalu. Przed wojną angażowała się natomiast w pracę społeczną. Zajmowała się wychowywaniem młodzieży w ruchu skautowym. Wyniesione z przedwojennych lat doświadczenie wykorzystała więc natychmiast jako organizatorka pierwszych punktów opatrunkowych. 

- Jej młode harcerki od razu wiedziały, co robić. Postrzegana była jako osoba niezwykle surowa i wymagająca, ale pewnie dzięki tym cechom właśnie jej wychowankowie osiągnęli taką sprawność w działaniu. W nowe obowiązki weszli dobrze przygotowani. Na zbiórkach uczyli się przecież pierwszej pomocy i terenoznawstwa – wspominała po latach współtowarzyszka broni „Dany”, Janina Żmijewska-Maszkowska „Dzwoneczek”.

Wszystko zmieniło się w czerwcu 1941 roku, kiedy sprzymierzona wcześniej ze Związkiem Radzieckim III Rzesza postanowiła ostatecznie uderzyć na sojusznika i ruszyła szybkim marszem na wschód. Na zajętych ziemiach rozrastają się nacjonalistyczne struktury Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Obie organizacje wspierają wojska niemieckie w bieżącej walce z Armią Czerwoną. 

Na Wołyniu mieszka wówczas ok. 1,5 mln Ukraińców i blisko 350 tys. Polaków.

W tym tyglu odnaleźć się musi także i „Dana”. Rozpoczyna pracę jako łączniczka – początkowo na terenie Kowla, a później także w terenie. W Zasmykach organizuje dla polskiego podziemia pierwszy szpital polowy. Współpracuje w tym czasie z inną sanitariuszką „Idyllą” - Janiną Szmagalską oraz „Klocią” - Klotyldą Ożarowską. 

Wymierzone w polską ludność akcje ukraińskich nacjonalistów osiągnęły swoje apogeum latem 1943 roku, kiedy wymordowano mieszkańców ok. 100 polskich miejscowości. Eksterminacja Polaków objęła wszystkie wołyńskie powiaty. 

 

Na pomoc zagrożonym

Na alarmujące zjawiska nie pozostało bierne dowództwo Armii Krajowej. Komendant Okręgu Wołyńskiego AK, płk Kazimierz Bąbiński „Luboń”, wydał rozkaz o wysłaniu do walki licznych oddziałów partyzanckich. Miały one przede wszystkim chronić cywilną ludność. 

Kilka miesięcy później, bo w listopadzie tego samego roku, komendant główny Armii Krajowej, gen. Tadeusz Komorowski „Bór”, wydał rozkaz do przeprowadzenia akcji „Burza” na Kresach. Na początku 1944 roku Armia Czerwona przekroczyła przedwojenną, wschodnią granicę Polski, w związku z czym rządowi londyńskiemu zależało na tym, aby jak najszybciej przygotować w okupowanym kraju struktury, które byłyby zdolne do przejęcia cywilnej władzy i zabezpieczenia naszych najważniejszych, państwowych interesów.

Padła deklaracja o gotowości współpracy polskiego podziemia z nacierającymi na zachód Rosjanami. Rząd na zachodzie wyraził nadzieję na to, że Moskwa uszanuje prawa i interesy RP, jak również zamieszkującą Wołyń polską ludność. 

Do realizacji związanego z „Burzą” planu przystąpiono 15 stycznia. Na początku tego miesiąca „Dana” zostaje aresztowana. 

- Bardzo zresztą przeżyła czas pobytu w więzieniu. Po wyjściu przystąpiła od razu do organizacji szpitala zakaźnego dla żołnierzy z oddziału „Bomby” - kpt. Władysława Kochańskiego. Kochański przybył ze swoim oddziałem na koncentrację sił. Objęła w sumie ponad 6 tys. żołnierzy – zaznaczała w swoich wspomnieniach Maszkowska.

Do powołania 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej doszło ostatecznie 28 stycznia, na odprawie oficerów sztabu w miejscowości Suszybaba.

 

Śmiertelny szlak

„Dana” wyrusza do walki razem z dywizją. Łączność z Armią Czerwoną jednostka nawiązuje w marcu 1944 roku i ustala zasady współdziałania przeciwko siłom niemieckim. Jeden z warunków jest najważniejszy - Sowieci zobowiązani są do respektowania odrębności oddziałów AK, przyjmując, że są to polskie siły podlegające władzom w Warszawie i Londynie.

Od samego początku „Dana” angażuje się w organizację szpitala polowego dla zakażonych tyfusem żołnierzy. Choroba rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie.

- Wysprzątano wszystkie pomieszczenia, szpital zaopatrzono w niezbędną pościel, porobiono prycze, trzeba było tylko zadbać o żywność. Zaczęło się codzienne odwszawianie i wyparzanie w piecach chlebowych ubrań i innych rzeczy. Chorzy mieli wysoką temperaturę, trzeba ich było karmić i poić. Najgorszy był chyba jednak kryzys, jaki, wspólnie z chorymi, przeżywał personel – zapisała w swoich wspomnieniach koleżanka „Dany”.

Żołnierze oddziału "Jastrzębia". Od lewej Józef Spodniewski-Turowski " Ziuk", Ryszard Kijkowski "More", Janina Włodarska" Dana", Jan Ważydrąg "Tarzan", NN, NN, Klotylda Użarowska, NN,
Zasmyki wrzesień 1943

Organizacji pracy w szpitalu nie ułatwiała też pora roku. Temperatury spadały niekiedy do -30 stopni. Ostatecznie nadszedł jednak czas, kiedy punkt zaczął pustoszeć, a „Dana” zostaje przeniesiona z Nyr do Kupiczowa. Tam warunki były o niebo lepsze. O bezpieczeństwo placówki dbali stale żołnierze z oddziałów ochrony. Obawiano się, że na punkt zechce uderzyć jeden z ukraińskich oddziałów. 

- Po krótkim pobycie w Kupiczowie zachorowała ostatecznie także i „Dana”, a opiekę nad szpitalem przejęły młode, dopiero co przeszkolone sanitariuszki. Dały sobie jednak świetnie radę. Pewnego dnia Jasia nabrała ochoty na zsiadłe mleko z ziemniakami i był to wyraźny znak, że jej stan ulega poprawie – zauważyła w swoich notatkach jej towarzyszka.

Niemal w tym samym czasie dywizja stoczyła już pierwsze ciężkie walki z Niemcami – w pobliżu Rakowca, w Zasmykach i osadzie Karczunek. W drugiej połowie marca jednostka wsparła też Armię Czerwoną w natarciu na Turzysk. Zdobyty zostaje też Turopin i ważny węzeł kolejowy. W ten sposób zostało ostatecznie przerwane połączenie kolejowe pomiędzy Kowlem a Włodzimierzem Wołyńskim. 

„Dana” działa w tym czasie w oddziale por. Franciszka Pukackiego „Gzymsa”. Dzieli z żołnierzami wszystkie niewygody – głód, chłód i wszechobecne wszy. Oddział poruszał się właściwie bez przerwy, dzień i noc. Dywizji udało się wreszcie dotrzeć do torów kolejowych w pobliżu Jagodzina. Mieliśmy przekroczyć jakąś rzeczkę, zrobił się zator. Rżenie koni, pokrzykiwania. Na torach zamajaczył pociąg pancerny, który zaczął nas ostrzeliwać. Poruszał się jednak bardzo wolno. Przeprawę udało się jakoś zakończyć bladym świtem – tak ostatnie chwile przed przekroczeniem obecnej, wschodniej granicy Polski zapamiętała „Dzwoneczek”.

 

Zdradzeni

Koniec maja. Włodarska znowu przystępuje do organizacji szpitala polowego, tym razem w Głębokiem. Przeprowadza, w dwóch turach, szczepienie przeciwko tyfusowi. 

- W Głębokiem to mieliśmy prawdziwy luksus. Wszyscy spali w stodole, mieli czym się okryć i co zjeść. Mieliśmy też dobre zaopatrzenie w niezbędne leki. Jednocześnie coraz częściej zaczęły do nas docierać pogłoski, że znów musimy przebijać się walką, ponieważ Niemcy zamierzali zamknąć nas w kotle – zapisała Maszkowska.

Jesień 1943, Zasmyki, Wołyń
Grupa partyzantów, czwarty od lewej stoi Ksawery Skolimowski "Śmiały" z oddziału "Jastrzębia". "Dana" stoi pierwsza od prawej

W lipcu dywizja wzięła udział w akcji „Burza” na Lubelszczyźnie. Jej żołnierze zajęli m.in. Kamionkę, Lubartów i Michów. Następnie, wspólnie z korpusem sowieckim, miała nacierać w kierunku Warszawy. Szybko okazało się jednak, że to tylko mrzonki. Pod koniec lipca, w Skrobowie, oficerowie radzieccy zażądali od Polaków złożenia broni, a 27. dywizja została siłą rozformowana. Część jej żołnierzy Sowieci rozstrzelali lub wywieźli do łagrów.

- W jednej z ostatnich walk została ranna sanitariuszka batalionu „Gzymsa” Felicja Korzenieniowska „Czarna Marysia”. Nie przeżyła, a razem z nią zginął jeden z żołnierzy, któremu udzielała pomocy. „Dana” została w batalionie do końca walk, do momentu rozbrojenia – wspominała Maszkowska.

Janina Włodarska „Dana” zmarła 31 października 1975 roku w Chełmie. Spoczywa wśród swoich towarzyszy broni. 

Czytaj także:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklamakabaret
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: KapuczinoTreść komentarza: Dyrektor Andrzej Jarzębowski to był ktoś, on dla ZOZU zrobił coś.Data dodania komentarza: 7.05.2026, 15:01Źródło komentarza: SPZOZ w Krasnymstawie z grantem na rozwój Centrum Zdrowia PsychicznegoAutor komentarza: staryTreść komentarza: Co do zasobów wody, to czy to czasem nie w tym nadleśnictwie parę miesięcy temu LP nie występowały o odstrzał 35 bobrów, bo te rozpanoszyły się i poprzez budowę tam znacząco podnosiły poziom wód gruntowych ? (taka była mniej wiecej argumentacja naszych "leśników")Data dodania komentarza: 7.05.2026, 11:02Źródło komentarza: Już 500 hektarów Puszczy Solskiej w płomieniach. Dyrektor Lasów Państwowych: „Jestem przerażony” [ZDJĘCIA]Autor komentarza: staryTreść komentarza: Bez przesady Panie Dyrektorze. Ten pożar, to dla LP istny dar z Niebios. Po ugaszeniu, nasi dzielni "lesnicy" będą bez przeszkód mogli wyciać dziesiatki tysięcy pełnowartościowych starych drzew, których w innych okolicznosciach nie mieli by szans nawet dotknąc w warunkach obostrzeń związanych z RPNData dodania komentarza: 7.05.2026, 09:07Źródło komentarza: Już 500 hektarów Puszczy Solskiej w płomieniach. Dyrektor Lasów Państwowych: „Jestem przerażony” [ZDJĘCIA]Autor komentarza: staryTreść komentarza: przykra sprawa, ale samolotowa akcja gaśnicza to już raczej nie jest zadanie dla 65 latka startujacego z W-wy do tej akcji. Po Locie z W-wy (2 godz) mogło być zmęczenie, do tego mogło być zadymienie i deficyty tlenu (wpływ na silnik i być moze na pilota) no i stało się nieszczęścieData dodania komentarza: 7.05.2026, 08:48Źródło komentarza: Prokuratura Okręgowa w Zamościu bada przyczyny katastrofy lotniczej w Puszczy Solskiej. Zginął 65-letni pilotAutor komentarza: staryTreść komentarza: To prawda - po powołaniu SPN ilość gatunków "zielnych" na pewno ulegnie zmniejszeniu. Tutaj polecam spojrzeć na zdjęcie satelitarne lasów sobiborskich - istna szachownica jasnych plam po wyciętym lesie. Na takiej plamie następuje bujny przyrost roślin zielonych w sensie ilościowym i gatunkowym, co z kolei skutkuje zwiększeniem populacji jeleniowatych na bazie zwiększonej bazy zywieniowej (ogrodzenia nie pomagają), co z kolei jest na korzyść drapieżników, czyli wilka (wilki mają co jeść w lesie i nie chodzą po kozy pseudorolników) i rysia no i przede wszystkim dla Pana Myśliwego. Więc w tym kontekście, np dla LP i Mysliwych ten SPN to jest dramat (nie będzie co ciąc, i co strzelać). Natomiast te zwiększone hordy jeleniowatych na skutek działalności LP, to dla kierowców również jest to dramat , bo te nadmiernie rozmnożone jeleniowate wychodzą na lokalne szosy. Leśników i myśliwych nie interesuje, że po takiej harvesterowej wycince, delikatny ekosystem ściółki leśnej i organizmów martwego drewna jest dramatycznie zniszczony i moze się już nie odbudować. Bo co ich interesuje los 'braci mniejszych" ? Natomiast co do porównań, to bardziej by mi pasowała Szwecja, gdzie 4 tys ha lasu dogląda 1 leśnik, a u nas trzeba ich 13 sztuk . Więc inaczej trezba chronić las przed 1 sztuką a inaczej przed 13-oma !!Data dodania komentarza: 5.05.2026, 09:58Źródło komentarza: Izba Rolnicza przeciwko tworzeniu parku narodowego w Sobiborze bez konsultacji
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama