Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Stachniuk Optyk
Reklama

Gm. Dubienka. Byli tak pięknie różni, ale nieporóżnieni...

Ład, w którym narody Europy funkcjonowały przez całe dziesięciolecia, właśnie legł w gruzach. Wraz z napaścią Federacji Rosyjskiej na Ukrainę powróciły fundamentalne pytania o znaczenie relacji pomiędzy narodami. O sens pojęć takich, jak: ojczyzna, naród, społeczeństwo czy państwo. Co oznaczają dzisiaj, a co skrywały 80 lat temu? Młodość Jana Basaja przypadła na czasy, kiedy w jednej wiosce żyli, pracowali i zakładali rodziny Niemcy, Ukraińcy i Polacy. Jak żyli? Czym się cieszyli? Dlaczego ostatecznie stali się sobie obcy?
Gm. Dubienka. Byli tak pięknie różni, ale nieporóżnieni...
Jan Basaj w pobliżu monumentu upamiętniającego ofiary pacyfikacji wsi Tuchanie, jakiej w 1942 dokonały niemieckie oddziały.

Autor: red

Polak ceniony przez Niemców

Rodzina pana Jana pochodzi z wioski Tuchanie. Jego dziadek był kowalem, cenionym fachowcem. Najczęściej podkuwał konie, ale realizował również wiele innych, wymagających zleceń. Niezależnie od tego prowadził gospodarstwo rolne. Praca rzemieślnika i rolnika pozwalała mu na zapewnienie rodzinie stabilnej egzystencji.

- Rodzeństwo dziadka również dorastało, jak to się wówczas mówiło, „na Tuchaniach”. Przed wojną było to zresztą naturalne zjawisko. Dzieci, które przychodziły na świat, dorastały i zakładały rodziny w swojej rodzinnej wiosce. Mój ojciec poszedł w ślady dziadka i postanowił zająć się kowalstwem. A niezależnie od tego prowadził również gospodarstwo rolne. Wówczas te gospodarstwa nie były duże, ale pozwalały na zapewnienie wszystkiego, co potrzebne do normalnego życia – wspomina pan Jan.

Tuż obok, w Radziejowie, funkcjonowała kolonia niemiecka. Została założona w wyniku parcelacji majątku dworskiego, który odebrano właścicielom po powstaniu styczniowym. Niemcy wykupili całą wieś, a ojca pana Jana, jako cenionego w okolicy fachowca, chcieli zatrudnić na stałe. Na zachętę otrzymał 6 mórg ziemi.

-Tę ziemię uprawiała praktycznie tylko moja mama. Ojciec miał stale jakieś zlecenia, naprawiał lub wykonywał od początku różne przedmioty, które były potrzebne w okolicznych gospodarstwach. Był ceniony, dlatego pracował w swoim warsztacie praktycznie przez cały rok. Pamiętam, że miał również pod swoją opieką grupę czeladników – mówi z dumą pan Jan.

Dzieciństwo wśród "kolonistów" czy "kolonizatorów"?

Polacy nazywali Niemców „kolonistami”, ale współpracę z nimi nawiązywali chętnie i często. Niemcy cenili umiejętności tutejszych rzemieślników, a Polacy otrzymywali w ramach współpracy dodatkowe działki pod uprawę.

- W Radziejowie Niemcy zorganizowali wszystko na miejscu. Mieli swojego kowala – mojego ojca, bednarza, stolarza, rymarza, zatem dysponowali fachowcami, których praca w gospodarstwie jest niezbędna. Dzięki temu byli praktycznie samowystarczalni – wyjaśnia pan Jan.

W tamtych, przedwojennych latach Niemcy w życie lokalnej społeczności włączali się tylko na niwie gospodarczej. Budowali pewien potencjał na przyszłość. Mieszkali w Polsce, ale stale otrzymywali pomoc ze strony swojego państwa. Mogli liczyć na zewnętrzne dostawy zboża, nasion na zasiew czy nowoczesnych maszyn rolniczych – takich, o jakich polscy gospodarze mogli wówczas tylko marzyć. Codzienną pracę mogli wykonywać przy pomocy kosiarek, żniwiarek czy nowoczesnych, jak na ówczesne realia, snopowiązałek. Mijały lata i zbliżała się nieuchronnie, o czym wiemy już z dzisiejszej perspektywy, przez nikogo nieprzewidywana hekatomba II WŚ.

- Niemcy włączali się w życie lokalnej społeczności jedynie z pobudek gospodarczych, można powiedzieć – biznesowych. Od polityki starali się stronić i to zjawisko trwało praktycznie aż do 1940 roku – mówi Basaj. I dodaje – Niemcy byli tutaj bardzo cenieni. Właśnie za swoją pracowitość, gospodarność, pewną kulturę bycia. Czerpaliśmy z ich doświadczeń pełnymi garściami, wiedzieliśmy, że z tych relacji możemy wynieść naprawdę wiele korzyści. I tak faktycznie było. W latach 30. Niemcy wybudowali w Radziejowie murowaną szkołę. Część pomieszczeń przeznaczona była na naukę, natomiast po drugiej stronie budynku funkcjonowała kaplica protestancka. To także wpłynęło bardzo pozytywnie na rozwój lokalnej społeczności – twierdzi Basaj.

Wspólnie budowali domy i rodziny

Niemcy swoje domy zakładali również w okolicznych miejscowościach – Bielinie i Syczowie. Były to ośrodki typowo polskie, więc stanowili tam, podobnie, jak i Ukraińcy, mniejszość narodowościową. Sąsiedzi starali się wieść pomiędzy sobą zgodne, dobre życie.

- Dosyć często były również zawierane małżeństwa polsko-niemieckie lub polsko-ukraińskie. Miałem kolegę o nazwisku Kolm, imienia niestety nie pamiętam. Jego ojciec był Niemcem. W czasie wojny cała rodzina wyjechała do Trzeciej Rzeszy, ale po wyzwoleniu powrócili tutaj, ale już bez ojca. Zginął w trakcie kampanii niemieckiej na wschodzie, w głębi Rosji. – mówi Basaj.

Roztrzaskany klejnot

Wrzesień 1939 roku zmienił wszystko. W tysiące drobnych kawałków rozprysła się atmosfera współpracy, wspólne plany, dążenia, szansa na jedność.

- Jesienią 1940 roku niemieckie władze okupacyjne zorganizowały w Radziejowie własny oddział, rodzaj komanda, w skład którego weszli nasi dawni sąsiedzi. Niektórzy otrzymali broń. Te relacje się zmieniły. Wdarł się niepokój, napięcie. To komando nie brało jednak udziału w żadnych akcjach przeciwko Polakom. Powstało, choć można się tylko tego domyślać, w celach obronnych. Na wypadek, gdyby doszło do jakichś lokalnych starć – wyjaśnia świadek tamtych wydarzeń.

Większość mieszkańców Radziejowa wyjechała do Trzeciej Rzeczy w grudniu 1939 i w marcu 1940 roku. Miejsce po nich zajęli Polacy z okolic Poznania.

- Swoje domy „Poznaniacy”, jak ich nazywaliśmy, opuścili, aby zrobić miejsce Niemcom. A tutaj przyjechali po to, aby z kolei zająć miejsce po Niemcach. Ironia losu... Pacyfikacji wsi Tuchanie, która miała miejsce w 1942, nie dokonali zatem Niemcy, którzy zamieszkiwali te tereny wcześniej. Mordu dokonały oddziały, które weszły na ten teren wspólnie z władzami okupacyjnymi (o pacyfikacji wsi Tuchanie, której 80. rocznica przypadała w 2022 roku, pisaliśmy obszernie w jednym z naszych artykułów – przyp. red.).

Polak, Ukrainiec - dwa bratanki?

Powszechnie wiadomo, że w czasie okupacji niemieckiej, ale i tuż po niej, w okolicach Hrubieszowa, który stanowił wówczas dla Dubienki główny ośrodek administracyjny, obserwowano wzmożoną działalność oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii.

- Mogę powiedzieć, że w okolicach samej Dubienki takiej działalności wówczas nie zaobserwowano. Ukraińcy nie działali tutaj w sensie zbrojnym, ale niemniej miały miejsce pewne akty natury politycznej. Przybierały zazwyczaj formę spotkań informacyjnych czy wieców. W interesie Ukraińców działała zazwyczaj lokalna inteligencja np. nauczyciele – wyjaśnia naoczny świadek tamtych wydarzeń.

Do bezpośrednich aktów przemocy ze strony band UPA nie dochodziło na terenie Dubienki najprawdopodobniej dlatego, że w miejscowość stanowiła ośrodek kontrolowany przez oddziały AK.

Świat, który był panu Janowi bliski i który chronił oswojony w swoim sercu, rozsypał się na jego oczach. Po wojnie nic już nie było takie samo. Inne wyszły z wojny tutejsze społeczności. Innym życiem tętnią już i Dubienka, i Radziejów. Niemiecka szkoła obraca się powoli w ruinę, pnącza świeżych roślin wdzierają się pomiędzy spękane kamienie. A na dawnym, ewangelickim cmentarzu napotkać można tylko kilka starych krzyży. Pośród nich, jak krzyk pogrzebanych w czeluściach historii, wyziera czarna płyta, na której upamiętniono pomordowanych przez Niemców Polaków i Ukraińców. Stanowi wyrzut sumienia i wciąż wydaje się zadawać pytanie o to, dlaczego te narodowości stały się wobec siebie wrogie. A przecież było inaczej. Starali się stworzyć wspólnotę...

Czytaj też:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: DamianTreść komentarza: Dobry satyryczny komentarz :)Data dodania komentarza: 29.01.2026, 14:36Źródło komentarza: Gm. Żmudź. Baza ochotników przejdzie lifting. Gmina chce wyremontować plac przy jednostceAutor komentarza: miejscowyTreść komentarza: Oby tylko od niej nie spłonęła.Data dodania komentarza: 29.01.2026, 12:26Źródło komentarza: Koniec z „Dobrym posiłkiem w szpitalach”. Powrót do przeszłościAutor komentarza: JanTreść komentarza: Ta Pani co opisała sytuację mieszka na osiedlu Baraki. Zostało ono wyremontowane na koszt miasta zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz Wybudowane 2 parkingi, boisko itp. Za remont nie zapłaciła ani grosza i ma pretensje że os. Morawinek jest odśnieżane. Jakoś nie zauważa że tam nie ma nic. Ani parkingu, boiska, stare dziurawe płyty chodnikowe, bez monitoringu. Łatwo być roszczeniową osobą jak się wszystko dostało za darmo.Data dodania komentarza: 29.01.2026, 10:08Źródło komentarza: Rejowiec Fabryczny. Tak miasto walczy z ciężką zimą. Nie wszyscy są zadowoleni z pracy samorządowych służb.Autor komentarza: miejscowyTreść komentarza: A Ty zapewne jesteś w trakcie leczenia. Jak widać z komentarza leczenie nie skutkuje. Życzę zdrowia.Data dodania komentarza: 29.01.2026, 09:33Źródło komentarza: - Wszystko zależy teraz od Państwa – prezydent Chełma Jakub Banaszek rzuca wyzwanie ogólnopolskim mediomAutor komentarza: miejscowyTreść komentarza: I tu się z Tobą całkowicie zgadzam.Tak na prawdę to w ogóle nie wiadomo do czego się nadaje.Data dodania komentarza: 29.01.2026, 09:18Źródło komentarza: Kadrowe zmiany w MOSiR pod lupą komisji. Radny wymusił debatę
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama