Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

W Żółtańcach wszystko gra! Niezwykłe koncertowe miejsce tworzone z pasją i sercem

Jeden salon, jeden ogród i jedna para, która wszystko "ogarnia", a na koncie 45 domowych koncertów, na których regularnie pojawia się nawet po kilkadziesiąt osób. Muzyczne "światło ze wschodu" w Żółtańcach pod Chełmem, czyli Ex Oriente Lux House Gigs - wyjątkowe, koncertowe miejsce prowadzone przez Beatę i Damiana w ich własnym... domu.
W Żółtańcach wszystko gra! Niezwykłe koncertowe miejsce tworzone z pasją i sercem
Beata i Damian, czyli gospodarze Ex Oriente Lux house gigs.

Ta para udowadnia, że nie trzeba mieć sali koncertowej, aby organizować koncerty i nie trzeba być managerem muzycznym, aby ustawiać ich terminy z wyprzedzeniem na kilkanaście miesięcy. Wystarczą chęci, pasja i serce do muzyki. - No i przydaje się też Excel, żeby się nie pogubić w liście gości na dany występ, bo nasz salon ma jednak ograniczoną pojemność – śmieje się Beata. Wtedy nawet własny dom może okazać się najbardziej klimatycznym koncertowo miejscem w mieście, do którego z przyjemnością ściągają (i potem często wracają) artyści oraz spragniona dobrej muzyki publiczność.

Moriah ich zmotywowała 

- Koncerty domowe, czyli tzw. house gigs, które odbywają się w prywatnych mieszkaniach, domach czy ogrodach, nie są konceptem nowym. Sami często bywaliśmy na takich i długo się nam marzyło, aby w końcu zorganizować coś podobnego u nas – wspomina Beata. - Tylko zawsze było więcej gadania o tym niż motywacji do działania.

Punktem zwrotnym okazał się dla nich koncert domowy pochodzącej z Colorado w USA Moriah Woods.

- Po prostu oczarowała nas swoim głosem i występem w prywatnym domu w Radzyniu – opowiada Beata.

Mówi, że kiedy ją usłyszała, wiedziała, że musi zorganizować jej występ. Po koncercie odważyła się podejść do artystki i porozmawiać. Dostała jej numer zapisany na kartce papieru.

- Po powrocie do domu nie wiedzieliśmy, co z tym zrobić. W końcu zadzwoniłam do niej, a ona totalnie na luzie zaproponowała termin za dwa tygodnie. Zgodziliśmy się – opowiada. – I dopiero wtedy dopadło nas prawdziwe przerażenie. Bo skąd teraz wziąć publiczność na to wydarzenie? Potrzebowaliśmy co najmniej kilkudziesięciu chętnych osób, aby ten koncert był opłacalny dla Moriah, a nie mieliśmy wtedy nawet tylu znajomych na Facebooku - dodaje ze śmiechem. Pomogła pełna mobilizacja znajomych i znajomych znajomych. Dzięki poczcie pantoflowej na ten pierwszy koncert udało im się zebrać w swoim ogrodzie aż 50 osób. - To był dla nas duży stres, ale i prawdziwy sukces. Koncert okazał się naprawdę magiczny i oczarował wszystkich. Wtedy już byliśmy pewni, że to nie będzie ostatnie takie muzyczne spotkanie u nas - mówi z uśmiechem Beata.  

- Prawie 1/3 dotychczasowych koncertów w naszym domu pomógł nam ustawić Bartek ”Borówka” Borowicz z Borówka Music, który specjalizuje się właśnie w tego typu wydarzeniach – opowiada Damian. – Organizował on wtedy całe trasy koncertowe różnych artystów właśnie w takich bardziej niszowych miejscach. Obecnie jego działalność już tak się rozkręciła, że bookuje im występy także na naprawdę dużych festiwalach, także tych zagranicznych. To dzięki Borówka Music do salonu Beaty i Damiana trafili tacy muzycy jak, np. Michał Kowalonek, Henry No Hurry, Islandczyk Ragnar Ólafsson, Kathia, Robert Cichy, K-Essence, Lucas Laufen z Australii czy Seed Holden i Jaga Zawiślak. Z czasem fama o ich przytulnym i przyjaznym kameralnym koncertom domu się rozeszła i niektórzy muzycy czy całe zespoły sami się do nich zgłaszają, proponując swój występ.

- Niestety często musimy odmawiać, po prostu z braku terminów – mówi Beata. - Organizacją koncertów w naszym domu zajmujemy się z pasji, poza godzinami pracy. Aby się zbytnio nie obciążać, założyliśmy sobie max jeden koncert w miesiącu. W końcu każde takie wydarzenie to dla nas trochę pracy: przestawianie mebli w salonie, ustawianie krzeseł, nagłośnienie, próby muzyków, no i oczywiście później sprzątanie - dodaje Damian. - Jak się okazało, te założenia były nieco "idealistyczne" – śmieje się Beata. – Po prostu czasem trafiają się takie muzyczne "perełki", że nie sposób powiedzieć "nie" i to nawet jeśli to już kolejny w danym miesiącu koncert. Muzycy nie tylko u nich grają, ale po koncertach także najczęściej nocują, więc Damian i Beata zapewniają im pełną gościnę.

- To dla nas ogromna radość i satysfakcja, ale też okazja do ciekawych rozmów. Goszcząc ich u siebie, czujemy się jak w muzycznej rodzinie. Największą nagrodą i satysfakcją jest dla nas to, że Ci artyści, którzy byli już u nas nawet kilka razy, nadal chcą wracać, często z innymi projektami i chętnie polecają nasze miejsce swoim znajomym – twierdzą zgodnie.

Moriah Woods, od której występu zaczęła się historia koncertów w ich domu, niedawno zagrała u nich po raz trzeci, tym razem z całym zespołem. To właśnie w salonie Beaty i Damiana rozpoczęła swoją minitrasę koncertową promującą jej najnowszy album "Human". Jak się okazało, nie zabrakło na nim specjalnej dedykacji dla gospodarzy.

- Naprawdę nigdy się czegoś takiego nie spodziewaliśmy, zaczynając naszą przygodę z koncertami domowymi – mówili wzruszeni po jej otrzymaniu. Tak samo nie spodziewali się, że ich dom będzie regularnie przyciągał tylu spragnionych muzyki gości.

- Odwiedzający nas niezwykle utalentowani muzycy i zadowolona po ich występach publiczność to nas największa motywacja do działania - mówią zgodnie.

 Punkowe początki

Dla Damiana organizacja house gigów w swoim salonie to nie "pierwszyzna" jeśli chodzi o koncerty. W latach 90. i czasach swojej młodości zajmował się organizacją koncertów... punkowych!

- To była muzyka z podziemnych kręgów punkowych i hardcore’owych. Organizowaliśmy ich występy w chełmskim klubie garnizonowym. To były czasy, w których zespoły przyjeżdżały grać za zwrot kosztów biletu na pociąg, jedzenie ugotowane przez nasze mamy i nocleg w sali prób – wspomina.

Oprócz tego Damian wydawał też chełmskiego punkowego zine’a "Ex Oriente Lux" (łac. światło ze wschodu), co bardzo miło wspomina.

- Bez maili, smartfonów, mediów społecznościowych, przez które teraz tak łatwo można się porozumiewać. Przeprowadzenie takiego wywiadu z zespołem, zwłaszcza zagranicznym, było wtedy naprawdę skomplikowaną operacją – opowiada. – Spisane na kartce pytania wysyłało się pocztą i czekało na odpowiedź. Czasem miesiącami. Odpowiedź przychodziła często na tym samym znaczku pocztowym. Wiadomo, że kasy nie było, więc trzeba było mydlić znaczki i „walczyć z systemem”. Taki wywiad, przepisany na maszynie do pisania trafiał do zine’a, zine do xero w biurze taty, a potem do dystrybucji w całym kraju – wspomina z uśmiechem i nostalgią.

Damian w tamtych czasach nie tylko zajmował się organizacją koncertów innych punkowych zespołów, sam przez chwilę grał w jednym z nich, ale jak ze śmiechem mówi: – To była na tyle krótka przygoda, że nawet nie zdążyliśmy wymyślić dla siebie nazwy.

Obecnie spełnia się w roli organizatora nieco bardziej spokojnych koncertów w swoim domu. Jednak dawny "duch punka" czasem się tam odzywa nie tylko w postaci zaczerpniętej z zine’a nazwy.

- Zdarzały się nam w salonie i mocniejsze brzmienia. Był jazzowo-punkowy Hydrobronek, a młodzi muzycy z zespołu Sad Smiles przywieźli ze sobą na koncert nagłośnienie wielkości szafy. Trochę się obawialiśmy, że nasz salon temu nie podoła, ale się udało, choć w pewnym momencie padł prąd i koncert zakończył się akustycznie, co też miało swój niepowtarzalny nastrój – opowiada. – Niektórzy potem mówili, że na tym koncercie czuli klimat jak z serialu "Stranger Things" – śmieje się.

Wszystko gra!

Kiedy Beata i Damian zaczęli organizować u siebie koncerty domowe, nie mieli nawet nagłośnienia, a dziś w ich salonie stoi nawet pianino i są w stanie nagłośnić 3 koncerty jednocześnie.

- Początkowo myśleliśmy, że da się po prostu pożyczyć od kogoś sprzęt na taki koncert. Jednak po zrobieniu rozeznania w paru miejscach i wśród znajomych okazało się, że jednak łatwiej będzie wziąć kolejny kredyt i spłacić taki sprzęt na raty – opowiadają gospodarze house gigów w Żółtańcach. – Mamy więc podstawowe nagłośnienie, nastrojowe oświetlenie, a od niedawna właśnie pianino - co prawda stare i nienastrojone, ale jak się okazało, idealnie to pasowało pod kawałki Moriah Woods, która jako pierwsza użyła go na swoim koncercie. 

Jeśli chodzi o wybór muzyków, którzy mają u nich zagrać Damian i Beata mówią, że przede wszystkim starają się wybierać takich, których na co dzień trudno byłoby usłyszeć w Chełmie i po prostu takich, których sami z chęcią by posłuchali na żywo.

- Zazwyczaj nie są to bardzo znane nazwiska i popularne zespoły, ale za to bardzo ciekawe muzycznie. I faktycznie, za każdym razem, po reakcjach publiczności widzimy, że to był strzał w dziesiątkę – mówi Beata i dodaje: – Ale w naszym salonie czy ogrodzie zdarzały się też występy artystów bardziej rozpoznawalnych w środowisku muzycznym jak np. Robert Cichy, Michał Kowalonek, Grzegorz Nawrocki i Olaf Deriglasoff czy Henry No Hurry, znany choćby ze swojego wcześniejszego muzycznego projektu "Letters from Silence".

Obecnie coraz częściej kolejni artyści trafiają do Ex Oriente Lux pocztą pantoflową i sami się odzywają.

- Bardzo nas cieszy, że do nas piszą i chcą u nas grać, choć jedyne ich wynagrodzenie, na jakie mogą liczyć to "kapelusz" puszczany w trakcie koncertu – mówią Beata i Damian.

Ostatni rok obfitował w naprawdę wiele muzycznych spotkań w ich ogrodzie i salonie, a każde z nich było na swój sposób niepowtarzalne. Pochodzący z Ukrainy Kostiantyn Pochtar, czyli Postman zagrał w ich domu dwa koncerty w ramach swojej trasy #StandWithUkraine, z której pieniądze przeznaczył na pomoc dla swojego kraju. W sezonie letnim ich ogród swoją muzyką wypełniły takie zespoły jak Sviatyj, Bartek „Eskaubei” Skubisz i Tomek Nowak, którzy przywieźli nietypowe połączenie rapu, spoken word i jazzu, a potem wracali do Żółtaniec jeszcze dwukrotnie z projektami Eskaubei, i Tomek Nowak Quartet i Skubisz Lemańczyk Cooperation, śląskie IKSY czy folkowo-elektroniczny Chrust. Już po raz trzeci, ale pierwszy raz ze swoim zespołem, zaśpiewał u nich pochodzący z Australii i obdarzony niezwykle ciepłym głosem Phillip Bracken. Zespół Falochron (zwycięzca ubiegłorocznego Ogólnopolskiego Studenckiego Przeglądu Piosenki Turystycznej "YAPA") nie tylko nakręcił w ich salonie teledysk do jednej ze swoich piosenek, ale też zagrał tam dwa koncerty i to jednego wieczoru! Na koncercie Błękitno pojawiło się prawie 70 osób (co jest dotychczasowym "rekordem" ich salonu) i powstał na nim reportaż radiowy dla Radia Lublin. Wisienką na torcie i uroczystym podsumowaniem koncertowego roku okazał się bożonarodzeniowy występ pochodzącej z Chełma artystki, solistki Opery Krakowskiej Bożeny Zawiślak-Dolny. Dwie godziny śpiewu przy akompaniamencie Piotra Selima, dwie olśniewające kreacje godne opery i mnóstwo anegdot z życia artystki. A to wszystko na tle bajecznej choinki i śnieżnego krajobrazu za oknem.

- Było jak w Ameryce! – można było usłyszeć wśród publiczności tuż po koncercie. - Mamy wyjątkowo zgranych i otwartych na różne pomysły gości, więc na ten koncert zaproponowaliśmy wszystkim, aby ubrać się elegancko, trochę w stylu serialu "Dynastia". Pomysł stąd, że nasze osiedle podobno bywa nazywane przez sąsiadów "Carringtonówką" – opowiadają gospodarze domowych koncertów w Żółtańcach. – U nas przepychu w amerykańskim stylu oczywiście nie ma, ale postanowiliśmy potraktować to z przymrużeniem oka i wykorzystać właśnie podczas koncertu gwiazdkowego. Wyszło naprawdę świetnie, goście dobrze się bawili, a pani Bożena już jest chętna na występ za rok. Kto wie? Może Koncerty Noworoczne staną się nową tradycją w naszym salonie? Jeśli chodzi o koncerty domowe u nas, to już chyba nic mnie nie zaskoczy – mówią zgodnie Beata i Damian. 

Mało miejsca - dużo planów

Kalendarz koncertów domowych na 2023 Beata i Damian mają już wypełniony po brzegi aż do grudnia, do czerwca z ustalonymi konkretnymi datami, a pojawiają się już pierwsze rezerwacje na rok 2024.

- W lecie mieliśmy zamiar nieco przystopować, bo wiemy, że ludzie wyjeżdżają wtedy na wakacje i nie brakuje ciekawych wydarzeń muzycznych, a muzycy grają wtedy głównie na festiwalach. Zresztą my sami chcemy po nich pojeździć. To dla nas zawsze okazja, aby posłuchać czegoś nowego, poznać ludzi i być może zaprosić kogoś na koncert do nas. Niestety z planów zwolnienia tempa nic nie wyszło – śmieją się oboje.

Jeśli chodzi o najbliższe koncerty, to pod koniec stycznia zagra u nich tworząca muzykę folkowo-elektroniczną Magdalena Sowul, znana jako Panilas. Na początku lutego duet Knedlove (Eliza Siecińska i Kacper Chmura) i ich muzyka z elementami soulu, folku, jazzu i bluesa. A w połowie lutego – niezła gratka i znane nazwisko – w salonie Beaty i Damiana wystąpi Czesław Mozil Solo. Jego koncert, połączony ze stand-upem, pomógł zorganizować Bartek "Borówka".

- Jeśli chodzi o Czesława, odzew przeszedł nasze oczekiwania. Zaledwie w ciągu jednego dnia i to bez żadnego wydarzenia na Facebooku, tylko z pomocą "poczty pantoflowej" wśród znajomych i osób, które bywają u nas na koncertach, udało nam się uzbierać pełną listę chętnych. Także na tę chwilę lista na ten występ jest niestety już zamknięta, chyba że ktoś zrezygnuje w ostatniej chwili - mówi Beata.

W marcu z kolei aż trzy koncerty: krakowskie trio: Bolan, Mr Krime i Dowgiałło, songwriter z Londynu Tim Brooks, który usłyszał o ich miejscu i sam odezwał się do nich z propozycją zagrania koncertu oraz Somethingski Trio polecane im gorąco przez Moriah Woods. Dalszych planów i pomysłów Beata i Damian mają wiele i to nie tylko tych koncertowych. Miejmy więc nadzieję, że uda im się je wszystkie spełnić, ponieważ ich koncertowy salon to naprawdę wyjątkowe miejsce prowadzone przez ludzi z pasją i sercem.

- Żółtańce, dla jednych miejscowość koło Chełma, a dla mnie niezwykłe miejsce związane z muzyką. Te ponad 20 wieczorów, które spędziłam tam na koncertach to było swoiste "misterium": harmonijna symbioza nowopoznanych ludzi, muzyki, a nawet zwierząt naszych gospodarzy, które często w jej słuchaniu nam towarzyszą - opowiada z zachwytem Teresa, która regularnie bywa na koncertach w ich domu.

Beata i Damian serdecznie zapraszają do niego wszystkich zainteresowanych dobrą, nieosłuchaną muzyką i muzycznymi odkryciami w kameralnym gronie. Informacje o kolejnych domowych koncertach w Żółtańcach znajdziecie na facebookowym profilu Ex Oriente Lux house gigs oraz w dziale wydarzeń kulturalnych w naszej gazecie. Wywiady z grającymi tam muzykami można usłyszeć często w audycji Anny Bobruś "Nasze małe wyspy" w Radiu Bon Ton.



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

ja 24.01.2023 12:29
extra! :)

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: DamianTreść komentarza: Dobry satyryczny komentarz :)Data dodania komentarza: 29.01.2026, 14:36Źródło komentarza: Gm. Żmudź. Baza ochotników przejdzie lifting. Gmina chce wyremontować plac przy jednostceAutor komentarza: miejscowyTreść komentarza: Oby tylko od niej nie spłonęła.Data dodania komentarza: 29.01.2026, 12:26Źródło komentarza: Koniec z „Dobrym posiłkiem w szpitalach”. Powrót do przeszłościAutor komentarza: JanTreść komentarza: Ta Pani co opisała sytuację mieszka na osiedlu Baraki. Zostało ono wyremontowane na koszt miasta zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz Wybudowane 2 parkingi, boisko itp. Za remont nie zapłaciła ani grosza i ma pretensje że os. Morawinek jest odśnieżane. Jakoś nie zauważa że tam nie ma nic. Ani parkingu, boiska, stare dziurawe płyty chodnikowe, bez monitoringu. Łatwo być roszczeniową osobą jak się wszystko dostało za darmo.Data dodania komentarza: 29.01.2026, 10:08Źródło komentarza: Rejowiec Fabryczny. Tak miasto walczy z ciężką zimą. Nie wszyscy są zadowoleni z pracy samorządowych służb.Autor komentarza: miejscowyTreść komentarza: A Ty zapewne jesteś w trakcie leczenia. Jak widać z komentarza leczenie nie skutkuje. Życzę zdrowia.Data dodania komentarza: 29.01.2026, 09:33Źródło komentarza: - Wszystko zależy teraz od Państwa – prezydent Chełma Jakub Banaszek rzuca wyzwanie ogólnopolskim mediomAutor komentarza: miejscowyTreść komentarza: I tu się z Tobą całkowicie zgadzam.Tak na prawdę to w ogóle nie wiadomo do czego się nadaje.Data dodania komentarza: 29.01.2026, 09:18Źródło komentarza: Kadrowe zmiany w MOSiR pod lupą komisji. Radny wymusił debatę
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama