Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 31 października 2026 17:39
Reklama
Reklama OKULAROBRANIE DO 5.11
Sam sobie sterem

Jedzenie szczurów, palenie zwłok i zabieranie duszy. Jerzy był w niemal 150 krajach

Dla większości ludzi podróżowanie to kadr z pocztówki: wygładzony, pozbawiony rys, bezpiecznie zamknięty w granicach kurortowego hotelu z opcją all inclusive. Dla Jerzego Koprianiuka, pasjonata z podróży i obywatela świata z Kożanówki w gminie Rossosz przygoda zaczyna się tam, gdzie znika schemat, a zaczyna prawdziwe życie.
Jedzenie szczurów, palenie zwłok i zabieranie duszy. Jerzy był w niemal 150 krajach
Podróże są jego największą pasją. Jerzy Koprianiuk zwiedził niemal 150 krajów

Źródło: ze zbiorów J. Koprianiuka

Pieczone szczury i żaby

W kulturze orientalnej zderzył się również z odmiennymi tradycjami kulinarnymi. Podróż po Azji południowo-wschodniej była okazją do spróbowania potraw, które dla Polaka mogą brzmieć egzotycznie lub wręcz ekstremalnie.

- W Tajlandii jada się różne pająki. Moja znajoma próbował żabki – twierdziła, że nawet smaczna, smakuje trochę jak sucha ryba. A w Laosie jechałem całą dobę autobusem, zatrzymaliśmy się i pytam policjanta, co to za mięso sprzedają. A on na to: „Szczury! Szczury wodne, to najlepsze danie!”. Dwóch chłopaków z Polski poszło i zjadło tego szczura, bo jakby odmówili, to gospodarze, którzy ich zaprosili, by się pogniewali – opowiada Jerzy.

Fotografowanie zabiera duszę

Jednocześnie podróżnik natrafił na głęboko zakorzenione tabu kulturowe związane z fotografowaniem ludzi. W niektórych zakątkach globu aparat fotograficzny bywa traktowany z dużą nieufnością. 

- W niektórych miejscach nie wolno ludziom robić zdjęć bez pytania, bo uważają, że odbiera im się duszę. W Maroku czy innych krajach od razu się zasłaniają. Ale z kolei w Indonezji jest zupełnie inaczej. Tam dziewczynki podchodziły do mnie i krzyczały: „Foto, foto!”. Ustawiała się cała kolejka, żeby zrobić sobie ze mną zdjęcie. Byłem tym wręcz zaskoczony – przyznaje podróżnik.

Skrajności kulturowe to także różnice w klimacie i przyrodzie. Jerzy zwiedzał zarówno mroźny Spitsbergen oraz ponurą, deszczową Islandię, jak i tropikalną Azję.

 – Przykładowo w Islandii jest pięknie, ale dla mnie za głucho, ciemno i ponuro. Cały czas zimno, pada i pochmurno. A z kolei Azja – przeraża mnie ten upał. W Tajlandii o godzinie 7:00 rano jest już 35 stopni! Ale da się przetrwać. Za to najpiękniejsze miejsca? Zdecydowanie Sri Lanka – zielona wyspa, Indonezja – przepięknie! – zachwyca się mężczyzna.

Ludzie są na ogół życzliwi

Jedną z najważniejszych lekcji, jakie Jerzy wyciągnął ze swoich wypraw, jest fakt, że świat w rzeczywistości jest o wiele bezpieczniejszy i bardziej przyjazny, niż przedstawiają to nagłówki medialne. Kraje często określane mianem niebezpiecznych okazują się miejscami pełnymi ludzkiej serdeczności. 

– Wiele krajów uważa się za bardzo niebezpieczne, a okazuje się, że są bardzo bezpieczne. Taka Abchazja – nic mi tam w ogóle nie groziło. Propaganda straszy. Nie ma co wierzyć w to, co piszą. Teraz na przykład Białoruś: nie do pomyślenia, jak tam jest czysto, jedzenie wspaniałe, naturalne, bez żadnej chemii. A ludzie niezwykle życzliwi w sklepach i na ulicach – mówi Jerzy.

Pytany o to, jaki naród okazał się najbardziej otwarty i gościnny wobec przybysza z Polski, Jerzy nie ma wątpliwości. 

- Gruzini! Niesamowicie gościnni. Tak samo dobrze wspominam podróż Koleją Transsyberyjską – 10 dni w jedną stronę, 7 z powrotem. Czas leciał momentalnie, Rosjanie w pociągu ciągle częstowali smakołykami, rozmawiali, atmosfera była świetna – wspomina.

Koniec języka za przewodnika

Podróżowanie bez biegłej znajomości wielu języków obcych również nie stanowiło dla niego przeszkody. Język rosyjski otwierał mu drzwi w całej Europie Wschodniej i Azji Środkowej, a w innych miejscach pomagała życzliwość napotkanych ludzi i uniwersalny język gestów. 

- Rosyjskim władam perfekcyjnie. We wszystkich krajach dawnego Związku Radzieckiego nie było żadnego problemu. A tak to podstawowe słowa. Jak trzeba gdzieś trafić, to pokazuję w telefonie nazwę ulicy. W Albanii czy Rumunii pytałem człowieka o drogę, to potrafił rzucić swoje sprawy i poprowadzić mnie kilkaset metrów, żeby pokazać właściwy kierunek. Ludzie na świecie są bardzo pomocni – przyznaje podróżnik.

Oczywiście w trakcie tak licznych wypraw nie dało się całkowicie uniknąć trudnych sytuacji zdrowotnych czy losowych. Podczas podróży po Oceanie Spokojnym Jerzy musiał zmierzyć się z nagłą chorobą. 

- Na wyspach Tonga, w upale otarłem sobie nogę i wdarła się choroba – róża. Na szczęście to było tuż przed powrotem do Polski. Jak wracałem, było 33 stopni upału, a noga puchła. Zaraz po przylocie trafiłem do szpitala w Białej Podlaskiej, ordynator od razu zdecydował o leczeniu. Całe szczęście, że dopadło mnie to przed samym domem, a nie gdzieś w środku dżungli!.

Jerzy podróżuje m.in. z Olą. Oboje kochają podróże. Fot. ze zbiorów J. Koprianiuka

Pasja bez granic

Po ponad trzech dekadach podróżowania Jerzy Koprianiuk nie zwalnia tempa. Choć zwiedził już blisko 150 krajów, wciąż planuje kolejne trasy, analizuje połączenia lotnicze i szuka nowych wyzwań. Od pewnego czasu podróżuje z towarzyszką wypraw, Olą z powiatu biłgorajskiego, z którą dzieli trudy i radości drogi.

Jego recepta dla młodych adeptów podróżowania jest prosta: solidna wiedza, umiejętność chłodnego planowania i szacunek do odwiedzanych miejsc.

 - Trzeba mieć bardzo dużą wiedzę geograficzną i dużo czytać, żeby wiedzieć, co po kolei zwiedzać. Nie można jechać w ciemno. Trzeba umieć zaplanować logistykę, połączenia, wiedzieć, gdzie iść. No i podstawa w podróżach to ubezpieczenie oraz podstawowe szczepienia! – radzi.

Mimo ogromnej listy odwiedzonych miejsc – od Ameryki Południowej, przez Afrykę, po kraje wyspiarskie Oceanii – jest jedno miasto, do którego Jerzy wraca z niezmiennym sentymentem i zachwytem. 

– To Rzym. Byłem tam już z 15 razy, ale mnie tam ciągle ciągnie. Pokochałem to miasto. Katedra na Lateranie, Koloseum, Plac Wenecki, Schody Hiszpańskie, Watykan... Trzeba tam jechać, iść i znowu to wszystko zobaczyć – mówi, bo pasja nie wymaga wielomilionowego budżetu ani wygód. Wystarczy ciekawość drugiego człowieka, odwaga do wyjścia poza schemat i otwarty umysł, gotowy na przyjęcie świata dokładnie takim, jaki jest.


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama baner reklamowy
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: miejscowy Treść komentarza: Tak rządzą paniska jedynej słusznej. Do czego się wezmą, to wychodzi jak zwykle. A mieszkańcy płacą. Chociaż powinni zapłacić ich wyborcy. Data dodania komentarza: 31.10.2026, 12:10 Źródło komentarza: Ponad 3 mln zł zobowiązań i kontrakty bez zabezpieczenia finansowego. Zarząd ChKS ujawnia problemy klubu Autor komentarza: Chełm Treść komentarza: Zły pomysł Data dodania komentarza: 31.10.2026, 11:08 Źródło komentarza: Ratusz wróci na plac Łuczkowskiego w Chełmie? Miasto planuje 300 tys. zł na dokumentację Autor komentarza: Chełm Treść komentarza: Bardzo dobry sklep i nie drogi już dawno powinien być w Chełmie Data dodania komentarza: 31.10.2026, 11:04 Źródło komentarza: Action otworzy sklep w Chełmie. Remont przy Rejowieckiej dobiega końca - znamy datę otwarcia! Autor komentarza: SOMSIAD Treść komentarza: SUPER WSZYSTKO , tylko głowa boli Jacka żeby wymajsterkować wszystkie pomysły , których im nie brakuje { Adam Słodowy } Data dodania komentarza: 30.10.2026, 18:58 Źródło komentarza: Siedlisko FarmHouse - kategoria Gospodarstwo Agroturystyczne Roku Autor komentarza: Ja Treść komentarza: A ja jestem za tym żeby całkowicie zrezygnować z imprezy, kto chce sobie poimprezować to sobie znajdzie miejsce, a kasę z budżetu lepiej byłoby przeznaczyć na drogi w mieście. Data dodania komentarza: 30.10.2026, 18:34 Źródło komentarza: Sylwester w Chełmie bez Republiki? Telewizje nie odpowiedziały na propozycję miasta. Co z imprezą dla mieszkańców?
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama