Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Stachniuk Optyk
Reklama
Gmina ruszyła z pomocą

Gm. Leśniowice. Uciekli z płonącego domu. Sześcioosobowa rodzina straciła wszystko [ZDJĘCIA]

W kilka godzin stracili dom, ubrania, leki i cały dorobek życia. W niedzielny wieczór w Pliskowie-Kolonii drewniany dom sześcioosobowej rodziny stanął w ogniu. Dzieci zdołały uciec razem z dorosłymi, ale rodzina nie miała czasu zabrać praktycznie niczego. Strażacy walczyli z pożarem przez niemal sześć godzin. Jeszcze w nocy gmina zaczęła organizować dla poszkodowanych schronienie i najpotrzebniejszą pomoc.

„Uciekali tak, jak stali”

Było około godziny 23.00, kiedy służby ratunkowe otrzymały zgłoszenie o pożarze w Pliskowie-Kolonii w gminie Leśniowice.

Kiedy strażacy pojawili się na miejscu, drewniany budynek był już silnie objęty ogniem. Dla mieszkającej w nim rodziny liczyła się każda sekunda. W środku znajdowało się sześć osób - małżeństwo, troje dzieci w wieku szkolnym oraz siostra kobiety.

Wszyscy zdołali wydostać się z budynku. Nikt nie odniósł obrażeń, ale mieszkańcy opuszczali dom w ogromnym pośpiechu. Nie było czasu na pakowanie rzeczy, zabieranie ubrań czy dokumentów. Najważniejsze było wydostanie dzieci z płonącego budynku.

Wśród nich jest najmłodsza córka, Krysia, która ma rozpocząć naukę w pierwszej klasie.

- To były naprawdę dramatyczne chwile. Rodzina uciekła z domu praktycznie tak, jak stała. Sama niosłam jedno z dzieci, które miało na sobie jedynie zdecydowanie za duże majteczki osoby dorosłej. W takich momentach człowiek nie myśli o niczym innym, tylko o tym, żeby wszyscy byli bezpieczni - mówi Joanna Jabłońska, wójt gminy Leśniowice.

Sześć godzin walki z ogniem

Pożar okazał się wyjątkowo trudny do opanowania. Drewniana konstrukcja budynku sprzyjała szybkiemu rozprzestrzenianiu się ognia, a dodatkowym problemem był dach starszego typu, którego warstwę izolacyjną stanowiło siano.

Choć płomienie udało się opanować, wewnątrz konstrukcji długo pozostawały tlące się fragmenty. Strażacy musieli dokładnie przelewać wodą poszczególne elementy, aby nie dopuścić do ponownego pojawienia się ognia.

Akcja trwała aż do godziny 4.40.

W działaniach uczestniczyło sześć zastępów straży pożarnej: dwa z JRG nr 1 w Chełmie, trzy z OSP KSRG Leśniowice oraz jeden z OSP Plisków.

Według wstępnych ustaleń prawdopodobną przyczyną pożaru mogła być awaria magazynu energii współpracującego z instalacją fotowoltaiczną. Ostateczne przyczyny zdarzenia ustalają odpowiednie służby.

Po zakończeniu akcji stało się jasne, że rodzina nie będzie mogła wrócić do swojego domu. Budynek został poważnie zniszczony i obecnie nie nadaje się do zamieszkania.

Wójt przyjechała jeszcze w nocy

Informację o pożarze wójt Jabłońska otrzymała od swojego syna, który jest strażakiem. Na miejsce przyjechała jeszcze podczas trwania akcji gaśniczej.

Widok był wstrząsający. Rodzina stała bez dachu nad głową, praktycznie bez żadnych rzeczy osobistych.

- W jednej chwili stracili wszystko. Ubrania, wyposażenie domu, rzeczy osobiste, codzienne przedmioty. To, co dla większości z nas jest oczywistością - własne łóżko, ubrania na zmianę, dokumenty, lekarstwa - dla nich nagle przestało istnieć - mówi wójt.

Władze gminy nie czekały do rana. Trzeba było natychmiast znaleźć miejsce, w którym rodzina będzie mogła bezpiecznie spędzić noc.

Włodarz skontaktowała się z prezeską Spółdzielni Socjalnej „Słowianka”. Jeszcze tej samej nocy przygotowano tam pokoje dla poszkodowanych.

Rodzina dostała więc dach nad głową. Kolejne godziny przyniosły jednak następne problemy.

Okazało się, że w pożarze spłonęły również leki jednego z członków rodziny. Mężczyzna jest poważnie chory i potrzebuje stałego leczenia.

Pracownica Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej pojechała z poszkodowanymi do lekarza. Trzeba było zdobyć nowe recepty i jak najszybciej odtworzyć zapas niezbędnych lekarstw.

 - W takich sytuacjach nie można powiedzieć: zajmiemy się tym jutro. Jeżeli ktoś jest chory i stracił wszystkie leki, pomoc musi być natychmiastowa. Dlatego pracownicy GOPS od razu zajęli się tą sprawą - podkreśla wójt.

„Nie mieli nawet w co się ubrać”

Równolegle rozpoczęto organizowanie pomocy rzeczowej.

Kierowniczka GOPS otrzymała polecenie, aby pojechać z rodziną na zakupy. Poszkodowani mogli wybrać najpotrzebniejsze ubrania, bieliznę, środki higieniczne i inne rzeczy, których potrzebowali po utracie całego dobytku.

W Urzędzie Gminy ruszyła także zbiórka odzieży, pościeli oraz podstawowego wyposażenia.

- Musieliśmy zacząć od absolutnych podstaw. Oni naprawdę nie mieli rzeczy, które człowiek zwykle ma pod ręką. Nie chodziło o wygodę, tylko o to, żeby mieli w czym chodzić, gdzie spać i czym zaspokoić podstawowe potrzeby - mówi Joanna Jabłońska.

Pomoc rzeczowa to jednak dopiero początek. Rodzina będzie potrzebowała również pieniędzy. Gmina uruchamia wsparcie finansowe za pośrednictwem Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Planowana jest również oficjalna zbiórka pieniędzy na rzecz poszkodowanych. Ma zostać uruchomione dedykowane konto bankowe.

Potrzeby są ogromne. Rodzina straciła praktycznie cały dobytek, a przed nią nie tylko zakup podstawowych rzeczy, ale również perspektywa znalezienia nowego miejsca do życia.

Najtrudniejsze pytanie brzmi: "Co dalej?"

Powrót do spalonego budynku nie jest obecnie możliwy. Skala zniszczeń jest bardzo duża, a odbudowa budynku, ze względu na kwestie prawne, niemożliwa. 

Gmina próbuje więc znaleźć rozwiązanie, które zapewni rodzinie nie tylko tymczasowe schronienie, ale przede wszystkim stabilność na przyszłość.

Pojawiła się możliwość wykorzystania domu znajdującego się w sąsiedniej gminie Kraśniczyn. To nieruchomość rodzinna należąca do siostry poszkodowanej kobiety. Dom stoi pusty.

- Chcemy z nimi o tym rozmawiać i przekonywać ich, żeby rozważyli możliwość zamieszkania właśnie tam - mówi wójt.

Jak dodaje, przeprowadzka może być dla rodziny trudną decyzją, ponieważ przez lata była związana z dotychczasowym miejscem zamieszkania.

- To jest dla nich ogromna tragedia. Stracili rodzinny dom i wszystko, co mieli. Teraz potrzebują nie tylko rzeczy materialnych, ale również czasu i wsparcia, żeby poukładać swoje życie na nowo. Będziemy szukać rozwiązania razem z nimi - podkreśla Joanna Jabłońska.

Czytaj także:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Rytm
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama