Po dwóch walkach wygranych jednogłośnie na punkty - najpierw z rywalem z Turkmenistanu, a następnie ze Słowacji - Igor Rondoś, pełen werwy i gotowości bojowej, przystąpił do pojedynku z reprezentującym Bułgarię Semionem Boldirevem. Jak sam przyznaje, to, czego tam doświadczył przez arbitra - czyli liczenie bez powodu - było jednym z jego największych zaskoczeń sportowych w karierze.
- Przyjąłem cios przeciwnika na gardę, odskoczyłem i chwilę później sam wyprowadziłem uderzenie. A nagle okazało się, że sędzia odlicza, jakbym został znokautowany - wspomina pięściarz chełmskiego Olimpu. - Pierwszy raz doświadczyłem takiej sytuacji i byłem trochę zdezorientowany o co chodzi. Niestety, mam wrażenie, że straciłem przez to szansę na powrót z medalem, więc piąte miejsce, mimo że wysokie, to w zupełności mnie nie zadowala. Pojechałem po złoto i było ono w zasięgu...
Po krótkim odpoczynku i ostudzeniu emocji Igor Rondoś wrócił do treningów, ponieważ nie spoczywa na laurach i przygotowuje się do kolejnych zmagań. W najbliższych planach ma zamiar wziąć udział w grudniowej gali Suzuki Boxing Night w Lublinie.
- Dziękuję wszystkich, którzy trzymali za mnie kciuki, rodzinie, nauczycielem, kolegom i koleżankom, dałem z siebie wszystko, aby Was nie zawieść - dodaje pięściarz. - Obiecuję wrócić na światowe ringi, teraz już seniorskie, i tam powalczyć o złoty medal.
Czytaj również:


Napisz komentarz
Komentarze