Ksiądz ważniejszy od zwykłej pacjentki?

  • 21.11.2020, 09:15
  • TWA
Ksiądz ważniejszy od zwykłej pacjentki? Fot. Pixabay
Mieszkanka gminy Włodawa przez dwa tygodnie leżała we włodawskim szpitalu z podejrzeniem zakrzepicy żyły wrotnej i wątrobowej. Jak twierdzi, przez ten czas nie wykonano jej żadnych badań. Gdy w czwartek poinformowano ją, że ma odstąpić swoje łóżko księdzu zakażonemu koronawirusem, wypisała się ze szpitala na własne żądanie. Skierowała skargę do Narodowego Funduszu Zdrowia.

Nasza Czytelniczka znalazła się w szpitalu z powodu silnego bólu brzucha spowodowanego powiększoną wątrobę oraz płynem w opłucnej i jamie brzusznej. Trafiła na oddział wewnętrzny, który tymczasowo, na potrzeby walki z koronawirusem został przekształcony w oddział zakaźny. Twierdzono, że jest zarażona COVID-19, choć nie miała żadnych objawów.

- Pobyt w szpitalu był naprawdę przyjemny. Panie pielęgniarki uczynne i sumienne.  A swoją drogą, ktoś mógłby zainteresować ich sytuacją, bo dwie na 21 pacjentów to świadome stwarzanie zagrożenia zdrowia dla chorych. Wszystko było w porządku, włącznie z posiłkami, do wczorajszego wieczoru. Otóż około godziny 20 dostałam środki przeciwbólowe, żeby przespać noc, bo zazwyczaj w nocy miałam napady ostrego bólu. Położyłam się spać, ale o godzinie 21.30 zostałam obudzona, kazano mi się spakować i wyjść z sali. Widząc zażenowanie na twarzach pielęgniarek, byłam zdezorientowana, ale im również było przykro z powodu tej sytuacji – relacjonuje kobieta.

Zapytała, dlaczego o tej porze musi gdzieś iść, nie otrzymała odpowiedzi. Kazano jej czekać na korytarzu przed salą, w której leżał jakiś mężczyzna.

- Jak się okazało, był to ksiądz jednej z włodawskich parafii. Musiałam mu ustąpić miejsca, bo tylko w mojej sali była łazienka. Taki luksus chyba nie należy się zwykłemu śmiertelnikowi, tylko księdzu. Ja miałam zająć łóżko, na którym on leżał od godziny, będąc w najwyższej fazie zarażania. Wziął swoją walizkę i przeszedł do sali, z której wyszłam. Oświadczyłam pielęgniarce, że ja nie wejdę do pokoju, w którym przebywała osoba zakażona. Poprosiłam, żeby przynajmniej przewietrzyły salę i zabrały pościel, w której on leżał, ponieważ ja nie chcę się zarazić. Panie bez problemu ją zmieniły – opowiada nasza rozmówczyni.

Pacjentka poprosiła o spotkanie z lekarzem, ale do rozmowy w cztery oczy nie doszło. Tylko przez telefon mogła zapytać, dlaczego przeniesiono ją do innej sali.

- Lekarz stwierdził, że tak zadecydował, bo taka była potrzeba. Nie zauważyłam u wielebnego problemów w poruszaniu się. Ja natomiast codziennie walczyłam z bólem. Potraktowano mnie jak śmiecia, jak osobę gorszej kategorii, jak kogoś, kogo ból jest gorszy od bólu księdza. Takie zachowanie lekarza jest karygodne. Czy jeśli pacjent będzie miał podłączony respirator, a przyjmą księdza, któremu też trzeba będzie podłączyć to urządzenie, to odłączą je zwykłemu pacjentowi, a podłączą księdzu? Mamy XXI wiek, a traktowanie rodem ze średniowiecza – dodaje kobieta.

Tego samego wieczoru pacjentka wypisała się ze szpitala na własne żądanie. Opisała sytuację w skardze i przesłała ją do lubelskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

- Skarga jeszcze do nas nie wpłynęła, ale przed godziną pacjentka rozmawiała przez telefon z naszym pracownikiem. Jak tylko pismo wpłynie, niezwłocznie rozpoczniemy czynności wyjaśniające – powiedziała nam mówiła w piątkowe przedpołudnie Małgorzata Bartoszek, rzeczniczka wojewódzkiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia w Lublinie.

O komentarz w tej sprawie zapytaliśmy dyrektor włodawskiego szpitala Teresę Szpilewicz.

- Rzeczywiście, pacjentka przebywała na oddziale interny z łóżkami Covid-19 od 2 listopada z objawami choroby. Mam przed sobą epikryzę i nie potwierdza się stwierdzenie pacjentki, że nie miała objawów i nie miała diagnostyki. Miała wykonane badania diagnostyczno-lecznicze, zgodnie ze stanem zdrowia, zlecone przez lekarza prowadzącego. Jeśli wpłynie skarga, będzie ona poddana analizie. Infrastruktura szpitala jest niezmienna od wielu lat i nie mam na to wpływu. Rozmieszczenie pacjentów leży w kompetencji ordynatora oddziału lub lekarza dyżurnego, który bierze pod uwagę różne kryteria, takie jak; stan pacjenta, obłożenie oddziału, itp. - wyjaśnia dyrektor Szpilewicz.

TWA

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (5)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Administratorem Twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu jest jest Grupa Wydawnicza SŁOWO sp. z o.o., ul. Domaniewska 17/19 lok. 133, 02-672 Warszawa.
Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
I co
I co Wczoraj, 20:10
Skoro tylko w tym pokoju jest łazienka to chyba zrozumiałe, że ordynator zdecydował aby zarażony człowiek nie chodził po oddziale i nie roznosił wirusa chcąc skorzystać z prysznica. Ale w komentarzach g... burza bo o księdza chodzi.
Hello
Hello Wczoraj, 19:40
To jest nie do pomyslenia jakis ks ma wieksze prawa niz kto kolwiek inny
ludzie opamietajcie sie walczcie z takim zachowaniem pisiorow ehh szkoda słów
horror
horror Wczoraj, 12:39
Najwyższa pora uwolnić Polskę od katolickiego terroru.
Ala
Ala 2 dni temu, 15:23
Cimoszewiczowi do szpitala przyniesiono wygodny fotel.
sfd
sfd 21.11.2020, 15:52
Skoro jej przed 2 tygodnie badań nie zrobili, to pewnie przez następne 2 też by tego nie zrobili. Ja bym się cieszył, że w końcu wypuszczają.
Hades
Hades 21.11.2020, 12:15
Ciekawe jaka była by reakcja szpitala gdyby przybył tam biskup zamiast tego proboszcza???

Pozostałe