Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama baner reklamowy
Reklama baner reklamowy

Ozdrowieńcy są wśród nas

Był strach o siebie i bliskich. Były też chwile zwątpienia i samotności. Wyleczeni z COVID- 19 zebrali bagaż trudnych doświadczeń. Przetrwali i już nie zarażają.

Dźwięk telefonu i pytania, jakie wtedy padły, nasz rozmówca będzie pamiętał do końca życia. Czy miał kontakt z potwierdzonym przypadkiem i czy ktoś jeszcze miał? Tak! Cała czteroosobowa rodzina spotkała się z chorym, chociaż przecież jeszcze wtedy nikt nie wiedział o zagrożeniu. Wszystkim następnego dnia zrobiono testy na obecność COVID-19. Okazało się, że są zarażeni i muszą się spakować do szpitala.

Grom z jasnego nieba

- Zaczęło się ustalanie, z kim miałem kontakt. Sporo tych kontaktów było, bo pracuję zawodowo. Szybko się okazało, że inne osoby z mojego otoczenia też są chore. Trudno powiedzieć, kto od kogo się zaraził. W takim skupisku ludzi nie da się tego ustalić - opowiada mieszkaniec Białopola.

Nie spodziewał się, że testy na koronawirusa wyjdą u niego pozytywnie. Nie miał aż tak niepokojących objawów, żeby iść do lekarza.

- Miałem gorączkę, niewielką - 37,5 stopnia. Smaku ani węchu nie straciłem. Troszkę kaszlałem. Córka miała nieco gorzej, bo odczuwała duszności - opowiada mężczyzna. - Zastosowałem to, co zwykle przy przeziębieniach. Na noc tabletka Apapu, bo Aspiryny brać nie mogę, i witamina C. Dobrze się nakrywam, w nocy dwa razy przebieram w suche ubrania i rano wstaję zdrowy - dodaje.

Po kuracji czuł się bardzo dobrze. Nigdy by nie wpadł na to, że on sam i jego rodzina są zarażeni tajemniczym wirusem z Chin, który może nawet zabić.

- Gdy wyniki badań okazały się dodatnie, kazano nam się spakować na oddział zakaźny. Oczywiście już byliśmy na kwarantannie. Być może to były objawy choroby uchwycone na samym początku. Szybko trafiliśmy pod opiekę lekarzy i wdrożono leczenie. Szpital podszedł do tego solidnie. Naprawdę chciałbym pochwalić naszych lekarzy. Dużo badań nam wykonano. Myślę, że dobrze się stało, że wykryto u nas zakażenie, zanim choroba się rozwinęła - zapewnia były pacjent chełmskiego szpitala.

Strach, co będzie...

Pierwsze dni ze świadomością, że ma się chorobę, o której wszyscy mówią, nie były łatwe. Zarażeni przyznają się do strachu, jaki im wówczas towarzyszył. I nie można się im dziwić.

- Mama ma 85 lat i jest po udarach. Wiadomo, że w tym wieku odporność jest obniżona. Człowiek zastanawia się, co będzie, jak choroba się rozwinie. Czy przyjdzie załamanie? Sam mam chorobę współistniejącą. Nie było jednak wyjścia, trzeba było poddać się rygorom - opowiada pacjent.

- Czym mnie w szpitalu leczyli? Nie wiem. Dobrze się czułem i to tylko mnie interesowało - dodaje.

Pacjenta umieszczono w izolatce. Skarżył się tylko na jedno - na samotność. Czas się dłużył, mimo że miał gazety do poczytania i nadal było trochę spraw zawodowych do ogarnięcia. Rozrywkę dostarczał telewizor.

- Telefon się grzał, bo też kontakt z rodziną w szpitalu był tylko telefoniczny. Żonę, córkę i mamę umieszczono w jednej sali. Mogły się wspierać, miały z kim pogadać, a ja byłem sam. Mama była osłabiona, źle wyszły jej badania krwi. Dostała kroplówki i jej stan się poprawił. Po 2 lub 3 dniach wszystko już było dobrze.

Pacjent pod szczególnym nadzorem

Codziennie rano do szpitalnej sali wchodziła pani sprzątająca. Dezynfekowała blaty, klamki, umywalkę, zmywała podłogę. Była trochę mniej "kosmicznie" ubrana niż lekarze na wizycie. Pacjent w tym czasie zakładał maseczkę i odwracał się od niej, żeby nie zarazić. Najczęściej leżał w łóżku. To ograniczało kontakt do minimum.

- Przy drzwiach stał taboret, na który stawiano tacę z posiłkiem i lekami. Talerzy nie trzeba było zmywać, bo wszystkie były jednorazowe. Pakowaliśmy do worka na śmieci.

Paczki "z wolności" też trafiały do pacjentów, ale musiały swoje odstać, zanim je podano przez drzwi. Najbardziej niezwykłe dla pacjentów były wizyty lekarskie. Jak mówią, często nie było wiadomo, czy pod kombinezonem i maską kryje się mężczyzna, czy kobieta.

- Codziennie była wizyta. Lekarz zawsze badał nas bardzo dokładnie, osłuchiwał, zawsze odpowiadał na pytania. Bardzo dobrą mieliśmy opiekę - zapewniają pacjenci.

Niektóre czynności wykonywali sami pacjenci. Na przykład samodzielnie mierzyli sobie temperaturę i podawali wynik pielęgniarce przez drzwi. Te krótkie wymiany zdań były często jedynymi nielicznymi rozmowami z "żywym człowiekiem".

- Skoczył mi cukier. Pielęgniarka poinstruowała mnie, jak mam podawać sobie samodzielnie insulinę. Nie było potrzeby, żeby kogoś narażać na zakażenie, skoro mogę sam sobie zrobić zastrzyk.

Po dwóch próbach negatywnych chorzy uznawani są za zdrowych. Mogą wrócić do domu, ale po tak długiej chorobie dostają jeszcze zwolnienie lekarskie, by mogli dojść do pełni sił.

Wspólnymi siłami wygasili ognisko

 - Tak się złożyło, że w Białopolu ksiądz był jedną z pierwszych ofiar koronawirusa w Polsce. Sanepid szybko ustalił jego kontakty. Pobrano dużo próbek do badań. Teraz, gdy wychodziłem ze szpitala do domu, powiedziano mi, że idę do najbezpieczniejszej gminy w powiecie.

Rozgłos, jaki media nadały sprawie, spowodował, że wielu ludzi się przestraszyło i restrykcyjnie przestrzegało kwarantanny. Inni bez potrzeby nie wychodzili z domu.

- Szybko zareagowały władze gminy, bo zamknięto urząd. Nieczynny był też bank, ośrodek zdrowia. Tylko do sklepu można było pójść. Dzięki temu w okolicy zachorowało tylko około 20 osób, a mogło być znacznie gorzej.

Nie można też zapomnieć o zleconych przez gminę i bank dezynfekcjach pomieszczeń. Wdrożone procedury i zasady związane z trzymaniem dystansu, myciem rąk, zasłanianiem twarzy okazały się skuteczne. Podjęto wszystkie środki ostrożności, zanim sanepid coś nakazał.

Dzisiaj ozdrowieńcy mają dwie rady. Pierwsza, by zachowywać dystans i myć często ręce. A druga, by nie lekceważyć objawów grypopodobnych. Szybkie rozpoczęcie leczenia naprawdę jest skuteczne i z koronawirusem można wygrać. Jeśli pojawi się gorączka, kaszel, utrata smaku i węchu, biegunka, trzeba się skontaktować ze swoim lekarzem.

- Ten wirus pozostawia powikłania. Zmiany mogą być w płucach, sercu. Nie lekceważmy! - mówią ci, którzy chorobę już za sobą.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklamarekrutacja
Reklamabaner reklamowy
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: KosmitaTreść komentarza: O! Tu jest moje miejsce! Mam pomysł, trzeba nakręcić film dziejący się w Chełmie, co by rozreklamować ten SZACOWNY GRÓD. Po tych hecach z kosztownymi imprezami bez szerszego oddźwięku, to taka nisko-budżetowa fabuła chyba lepszy skutek reklamowy odniesie? Jak Gdynia i Gdańsk, że o Sandomierzu nie wspomnę, sobie pozwoliły, to czemu taki Chełm nie może stworzyć wiekopomnego dzieła. Teatr jest więc aktorów nie trzeba ze świata sprowadzać. A jak jest teatr to i technicy oświetleniowi też są. Z kamerami i reżyserem też pewnie nie będzie problemu. Paru grajków do oprawy muzycznej się znajdzie, jest przecież Szkoła Muzyczna. Co do tematyki filmowej, to musi być ona jak najbardziej współczesna ale z zacięciem komediowym. Na wątek liryczno-romantyczny też się miejsce znajdzie w 2-u godzinnej emisji. Film musi poruszać problematykę ogólno-LUDZIACKĄ co by znaleźć zainteresowanie nie tylko w kraju. A czemu by nie sięgnąć po nagrody międzynarodowe, że o OSKARZE nie wspomnę? Teraz w skrócie fabuła… Fabuła będzie się działa na dwóch poziomach. Pierwszy poziom ekrany laptopa i smartfona a drugi otaczającej codzienności poszczególnych bohaterów, np. w ilości 10 sztuk. Przepraszam, osób klikających na klawiaturach powyższych urządzeń, wzajemnie się nie znających, mających problemy w związku z tematem wywołanym na ekranach urządzeń cyfrowych. Temat dzieła zaczerpnąłem z powyższego artykułu. A będzie on dotyczył… Będzie dotyczył MIEJSKICH SZALETÓW i problemów LUDZIAKÓW z tym związanych. Scenariusz można oprzeć o WPISY z dyskusji prowadzonych w toruńskich mediach elektronicznych. Teraz wątki fabuły np.: 1. Wiecznie psująca się spłuczka i cwaniacki hydraulik, 2. Zapchany ustęp w ogólnodostępnym przybytku w zasobach miasta, 3. Super hiper przybytek ze złoceniami na zamkniętym Osiedlu Muminków i pazurzasta damulka nie potrafiąca sobie z nim poradzić, 4. Odgłosy dobiegające z pionów kanalizacyjnych w chełmskim wysokościowcu, 5. Absurdalna dyskusja na forum Rady Miasta dotycząca rozwiązania problemu z miejskimi ŚWIĄTYNIAMI DUMANIA, 6. Na zakończenie wszyscy bohaterowie spotykają się pod miejskim WC a porządku kolejkowego pilnuje BABCIA KLOZETOWA z MOPEM i jakby tego było mało, to dojechał jeszcze autobus pełen turystów. Bo w autobusie też padła hydraulika sanitarna. Wszystko powiązane z internatowymi wpisami. To tylko kilka pomysłów, tak na szybko wymyślonych a może jednak nie wymyślonych? Choć temat filmu dotyczyłby spraw fizjologicznych, to wcale nie musiałby być wulgarny, chamski lub NIESMACZNY. To tylko zależy od sposobu podejścia do zagadnienia. Teraz tytuł. Niestety „Walka o TRON” już była, to może „SPRAWY TRONOWE”? Co o tym Państwo myślicie? Jeszcze tylko jedna sprawa, pragnąłbym, aby w napisach końcowych było podziękowanie dla mnie za pomysł filmu. Może producenci armatury sanitarnej też będą chcieli zareklamować swoje wyroby?Data dodania komentarza: 16.03.2026, 17:06Źródło komentarza: Toalety przenośne w Chełmie a uchwała krajobrazowa. Czy są zgodne z przepisami?Autor komentarza: kompromitacjaTreść komentarza: A co to jest dla miasta 370 000 złotych? Mniej Sylwestrów, durnostjek, świecidełek i imprez pseudokulturalnych i kasa będzie!Data dodania komentarza: 16.03.2026, 14:39Źródło komentarza: Przetarg na prowadzenie schroniska w Chełmie. Jedyna oferta znacznie wyższa od budżetu miastaAutor komentarza: miejscowyTreść komentarza: A. Juszczak jest w sumie fajny facet, tylko że mieszka poza granicami miasta, więc jaki chełmianin????????Data dodania komentarza: 16.03.2026, 12:27Źródło komentarza: Poznaliśmy Chełmianina Roku, Ambasadora Miasta Chełm oraz ZasłużonychAutor komentarza: miejscowaTreść komentarza: Może Jakub Banaszek powinien poruszyć sprawę toalet w TVN lub Polsacie?Data dodania komentarza: 16.03.2026, 11:37Źródło komentarza: Toalety przenośne w Chełmie a uchwała krajobrazowa. Czy są zgodne z przepisami?Autor komentarza: żenadaTreść komentarza: Sylwester za miliony, a nie stać ich na WC z wodą.Data dodania komentarza: 16.03.2026, 11:36Źródło komentarza: Toalety przenośne w Chełmie a uchwała krajobrazowa. Czy są zgodne z przepisami?
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama