Zanim odezwie się wykrywacz
Współczesne życie toczy się w szybkim tempie. Codzienność zwykłego człowieka to właściwie pęd, w którym zatracamy się i zapominamy właściwie, po co żyjemy. A nasze korzenie? Przeszłość? Na nią zupełnie nie ma już czasu. Nie ma przestrzeni na spotkanie z przodkami i cierpliwe wysłuchanie ich opowieści. Zarówno tych, którzy wciąż jeszcze żyją pomiędzy nami, jak i tych, którzy dawno już spoczęli w ziemi. Podobno ona najlepiej potrafi opowiadać o przeszłości...
Pod warstwą leśnego poszycia i polnej ziemi wciąż kryją się ślady wydarzeń, które ukształtowały historię regionu. Ich odnalezienie wymaga jednak znacznie więcej niż wykrywacza metali i kilku godzin spędzonych w terenie. Zanim członkowie Stowarzyszenia Odkrywców Ziemi Włodawskiej wyruszą na poszukiwania, analizują stare mapy, pamiętniki, archiwalne dokumenty i opisy wydarzeń. Zestawiają informacje o walkach z trasami przemarszu polskich oddziałów, próbując ustalić, gdzie mogły pozostać materialne ślady września 1939 roku.

Przygotowania zajmują niekiedy dziesiątki godzin. Sam pobyt w lesie czy na polu, trwający trzy lub cztery godziny, jest jedynie końcowym etapem długiego procesu badawczego. We włodawskiej ziemi poszukiwacze odnajdują między innymi łuski amunicji typu Mauser z polskimi oznaczeniami. Wśród nich są egzemplarze z orzełkiem, wyprodukowane w Fabryce Amunicji w Skarżysku, oraz łuski oznaczone literami „Dz”, wiązanymi z Walcownią Metali Spółka Akcyjna w Dziedzicach.
Na liście znalezisk są również przedwojenne polskie monety, wojskowe guziki, końskie zgrzebło ułańskie i oskard, który może mieć związek z działalnością polskich saperów. Szczególne emocje budzi zawsze odnalezienie wojskowego orzełka. Dla wielu poszukiwaczy to prawdziwy „Święty Graal” - przedmiot niewielki, ale niosący ze sobą wyraźne skojarzenia z historią żołnierzy, którzy przed laty przemierzali te tereny.

Nie każde wskazanie urządzenia oznacza jednak odkrycie o historycznej wartości. Wśród wydobywanych z ziemi przedmiotów są także gwoździe, fragmenty metalowych konstrukcji i zwykły złom. Każdy sygnał wymaga sprawdzenia, a oddzielenie rzeczy istotnych od przypadkowych pozostałości jest częścią codziennej pracy w terenie. Należy jednak pamiętać o tym, że to tylko niewielkie przedmioty, ulotne ślady. Pozbawione opowieści, szerszego kontekstu i poczucia misji tracą stopniowo swój istotny sens.
Mundur, prawo i odpowiedzialność
Stowarzyszenie Odkrywców Ziemi Włodawskiej powstało w 2022 roku. Grupa pasjonatów postanowiła wówczas nadać formalne ramy wcześniejszym spotkaniom i wspólnym poszukiwaniom. Od początku ważne miejsce zajęły w organizacji kwestie odpowiedzialności i przestrzegania prawa.
- W grupie, którą obecnie tworzymy, są ludzie związani w przeszłości z mundurem albo nadal noszący mundur: żołnierze, policjanci, funkcjonariusze Służby Więziennej - wyjaśnia Robert Tokarski, przedstawiciel zarządu Stowarzyszenia Odkrywców Ziemi Włodawskiej.
Doświadczenie zawodowe części członków przekłada się, jak podkreślają, na podejście do obowiązujących przepisów. Nielegalne poszukiwania mogą bowiem oznaczać nie tylko odpowiedzialność karną, lecz także konsekwencje dyscyplinarne dla osób pełniących służbę. Ostatecznie, po kilku latach intensywnej działalności, ukształtował się kilkunastoosobowy zespół, którego członkowie zajmują się nie tylko pracą z wykrywaczami metali. Część rozwija zainteresowania archiwistyką, historią lokalną i rekonstrukcją historyczną.

Przynależność do stowarzyszenia wiąże się również z udziałem w pracach społecznych. Samo zainteresowanie poszukiwaniami nie wystarcza. Ważne są także działania na rzecz ochrony pamięci, między innymi porządkowanie cmentarzy. Równie wymagające są formalności związane z wyjściem w teren. Legalne poszukiwania wymagają przygotowania planów, uzyskania odpowiednich zezwoleń konserwatorskich oraz pisemnych zgód właścicieli gruntów. Przed rozpoczęciem prac stowarzyszenie przesyła konserwatorowi zabytków informacje dotyczące planowanych działań, w tym numery działek i terminy poszukiwań.
Istotny jest również kontakt z rolnikami. Członkowie grupy uzgadniają z nimi możliwość wejścia na pole, tak aby nie uszkodzić upraw ani nie zakłócić prac gospodarskich. Osobną kwestią jest bezpieczeństwo. Znalezienie przedmiotów mogących stanowić niebezpieczny depozyt amunicyjny oznacza konieczność przerwania samodzielnych działań i powiadomienia odpowiednich służb. W takich sytuacjach informowana jest policja oraz patrol saperski.
Wrzesień 1939 roku i ślady żołnierzy KOP
Głównym obszarem zainteresowań stowarzyszenia pozostają wydarzenia z września 1939 roku. Poszukiwacze badają między innymi historię walk w rejonie Włodawy, w tym wydarzenia z 17 września, oraz szlaki bojowe żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) i innych polskich jednostek wycofujących się w obliczu niemieckiej i sowieckiej agresji.
W kręgu ich zainteresowań znajdują się także ślady powstania styczniowego i dawna numizmatyka. Jednym z przykładów pracy łączącej poszukiwania terenowe z analizą dokumentów była weryfikacja lokalnej opowieści o rozbitym niemieckim samolocie. Odnalezienie fragmentu z numerem fabrycznym pozwoliło ustalić model maszyny oraz dane pilota.
- W ten właśnie sposób historia przekazywana w lokalnej pamięci zyskała dodatkowe potwierdzenie w materiale rzeczowym - podkreśla członek stowarzyszenia.
Najważniejszym celem części prowadzonych działań jest jednak ustalenie losów poległych i pomordowanych polskich żołnierzy. Członkowie stowarzyszenia zbierają relacje, analizują dokumenty i poszukują informacji o nieznanych mogiłach, szczególnie tych związanych z żołnierzami Korpusu Ochrony Pogranicza.

We współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej przeprowadzono już dwie ekshumacje. Ich efektem było utworzenie nowej kwatery wojennej na cmentarzu we Włodawie. Nie wszystkie próby przynoszą jednak oczekiwane rezultaty. We wrześniu 2026 roku w miejscowości Kosyń podjęto próbę ekshumacji w miejscu wskazywanym jako mogiła. Badania wykazały, że grób był pusty.
- W innym rejonie leśnym, kilkadziesiąt metrów od odnalezionego grobu, natrafiliśmy natomiast na liczne przedmioty związane z obecnością polskich żołnierzy. Odkryliśmy także ślady wskazujące na obecność wojsk rosyjskich. Według wstępnej interpretacji może to świadczyć o rozbrojeniu polskich żołnierzy w 1939 roku. Sprawę przekazaliśmy do IPN – wyjaśnia pan Robert.
Na podstawie dokumentacji zgromadzonej przez stowarzyszenie na kolejny rok zaplanowano ekshumację szczątków dwóch żołnierzy, którzy mieli zostać zamordowani. Ostateczny przebieg takich działań zależy jednak od ustaleń i procedur prowadzonych przez właściwe instytucje.
Izba pamięci, która przybliży historię
Poszukiwania w terenie to tylko jedna część działalności stowarzyszenia. Równolegle jego członkowie gromadzą dokumenty i archiwalne fotografie, które pozwalają odtworzyć losy żołnierzy oraz lepiej zrozumieć historię ziemi włodawskiej. Ze względu na potrzebę ochrony delikatnych, papierowych materiałów ograniczyli organizację tymczasowych wystaw objazdowych. Zamiast nich chcieliby stworzyć we Włodawie stałą Izbę Pamięci.
Jak wskazują przedstawiciele stowarzyszenia, taka przestrzeń pozwoliłaby szerzej prezentować regionalną historię wojskową i udostępniać zgromadzone materiały mieszkańcom, uczniom oraz osobom zainteresowanym przeszłością regionu. Istniejące w mieście muzeum w zespole synagogalnym koncentruje się na innej tematyce, dlatego nowa inicjatywa mogłaby uzupełnić lokalną ofertę edukacyjną.
Pojawiły się już pierwsze zapytania z lokalnych placówek, w tym ze szkoły, dotyczące możliwości przygotowania specjalnej gabloty historycznej. Dla członków stowarzyszenia istotne jest, by odnalezione przedmioty nie pozostawały jedynie w zbiorach, lecz pomagały opowiadać o przeszłości kolejnym pokoleniom.
- Zależy nam na tym, aby przedmioty, które odnajdujemy i ratujemy od zapomnienia, nie trafiały do głębokich depozytów muzealnych i nie leżały w szafach, ale były eksponowane i służyły edukacji kolejnych pokoleń - podsumowuje Robert Tokarski.
Czytaj także:



Napisz komentarz
Komentarze