Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 1 października 2026 10:44
Reklama Stachniuk Optyk
Reklama
Bohater doceniony po latach

Cień pod gruszą na Górze Kumowskiej. Odyseja i testament pułkownika Piotra Harcaja

Dwaj chłopcy ze Strachosławia idą polną miedzą na lekcję katechezy do Kumowa Plebańskiego. Jest gorący letni dzień. Na szczycie Góry Kumowskiej zatrzymują się pod ogromną, dziką gruszą, tuż obok drewnianego krzyża. Zdejmują zakurzone buty, siadają w cieniu i spoglądają na malowniczą panoramę Roztocza oraz odległe o około 20 kilometrów wzgórza Chełma. Wtedy młodszy z nich, syn miejscowego rolnika, patrzy na piaszczysty punkt widokowy i mówi do przyjaciela słowa, które pozostaną w pamięci na całe życie: „Chciałbym kiedyś zostać pochowany dokładnie w tym miejscu”. Był nim Piotr Harcaj.

Dzisiaj to postać niemal zapomniana. Późniejszy pułkownik dyplomowany Wojska Polskiego, planista bitwy o Monte Cassino, szef sztabu 5. Kresowej Dywizji Piechoty i żołnierz, który przez całe życie pozostał wierny pamięci o Polsce.

Na spełnienie dziecięcego życzenia musiał czekać ponad 60 lat. W tym czasie przeszedł przez niemiecką niewolę i sowiecki łagier, walczył na krwawych szczytach Apeninów, kierował sztabem polskiej dywizji i po wojnie osiadł na emigracji w Chicago. Ostatecznie jego prochy spoczęły na Górze Kumowskiej - dokładnie w miejscu, które jako dziecko wybrał na swój przyszły grób.

Nad jego dzieciństwem zawisł cień

Piotr urodził się 21 czerwca 1907 roku w Strachosławiu koło Chełma jako najmłodszy z siedmiu synów Pawła Harceja i Tekli z domu Duch.

Dzieciństwo chłopca szybko naznaczyła tragedia. Ojciec zmarł w 1916 roku, gdy Piotr miał zaledwie dziewięć lat. Matka odeszła dokładnie w dniu jego 18. urodzin - 21 czerwca 1925 roku. Ta sama data miała jeszcze powrócić w rodzinnej historii w dramatycznych okolicznościach.

Po śmierci matki Piotr rozważał wstąpienie do seminarium duchownego i poświęcenie życia służbie Bogu. Na drodze do realizacji tego planu stanęła jednak prozaiczna przeszkoda - brak znajomości łaciny wymaganej w dalszej edukacji.

Zamiast do seminarium trafił więc, dzięki finansowemu wsparciu starszych braci Jana i Franciszka, do Korpusu Kadetów nr 2 w Chełmnie nad Wisłą. Później ukończył Szkołę Podchorążych Artylerii w Grudziądzu.

Wstępując do wojska, podjął również symboliczną decyzję. Zmienił rodowe nazwisko Harcej na Harcaj. Poszedł tym samym śladem swojego pradziadka Szymona, który w identyczny sposób zmodyfikował nazwisko, gdy ruszał do walki w powstaniu styczniowym w 1863 roku.

Losy pozostałych braci Piotra również były związane z burzliwą historią pierwszej połowy XX wieku.

Władysław pozostał na ojcowiźnie w Strachosławiu i prowadził gospodarstwo. Zginął tragicznie w 1965 roku po ugryzieniu przez konia. Julian, skuszony obietnicą lepszego życia, wyjechał z rosyjskimi osadnikami na Syberię. Do rodzinnej wsi powrócił ostatecznie bez majątku.

Franciszek przez całe życie pracował jako konduktor tramwajowy w Warszawie. Józef wraz z bratem Janem walczył w Armii Ochotniczej w 1920 roku pod dowództwem gen. Józefa Hallera. Podczas II wojny światowej przeżył traumę po wybuchu bomby w Strachosławiu.

Stanisław wyuczył się zawodu rzeźnika i przed wojną prowadził sklep w Chełmie. Jan był utalentowanym fotografem. Prowadził cenioną pracownię na placu Parysowskim oraz przy ulicy Złotej w Warszawie. To właśnie on miał odegrać szczególną rolę w jednym z najtragiczniejszych rozdziałów życia Piotra.

Czytaj też:

Wrzesień i braterska ofiara

Po ukończeniu nauki oraz Wyższej Szkoły Wojennej w Rembertowie kpt. Piotr Harcaj trafił w sierpniu 1939 roku do 16. Pułku Artylerii Lekkiej w Toruniu.

Wybuch wojny zastał go na stanowisku kwatermistrza jednostki. Funkcję objął w trybie natychmiastowym po tym, jak jego poprzednik popełnił samobójstwo na wieść o wyprzedaniu majątku dywizji.

Podczas kampanii wrześniowej Harcaj walczył w rejonie Łowicza, gdzie miasto kilkakrotnie przechodziło z rąk do rąk. Ranny w walce, dostał się do niemieckiej niewoli. Zdołał jednak uciec ze szpitala w Brwinowie i przedostać się do okupowanej Warszawy.

W grudniu 1939 roku otrzymał rozkaz wyruszenia na wschód z misją kurierską przez granicę sowiecką. Żegnając się ze stolicą, pozostawił w zakładzie fotograficznym brata Jana swój wojskowy mundur, broń i dokumenty.

Kilka dni później Gestapo przeprowadziło rewizję w pracowni przy ulicy Złotej. Niemcy znaleźli ukryty ekwipunek oficerski i aresztowali Jana, uznając go za poszukiwanego łącznika.

Jan nie wydał brata.

Po brutalnym śledztwie na Pawiaku został wywieziony do Puszczy Kampinoskiej. 21 czerwca 1940 roku - dokładnie w dniu urodzin Piotra i w rocznicę śmierci ich matki - Jan Harcej został rozstrzelany w masowej egzekucji w Palmirach.

Zginął, nie ujawniając informacji, które mogły doprowadzić Niemców do jego młodszego brata.

Łagier i ślad Katynia

Piotr nie wiedział wówczas o tragedii, jaka spotkała jego rodzinę. 1 stycznia 1940 roku przekroczył granicę z ZSRR i niemal natychmiast został zatrzymany przez NKWD.

Podczas przesłuchań sowieccy funkcjonariusze zwracali uwagę m.in. na dłonie zatrzymanych. U Piotra nie było śladów ciężkiej pracy fizycznej charakterystycznych dla robotnika czy chłopa.

Harcaj próbował się ratować, podając, że jest malarzem. Na potwierdzenie swoich słów naszkicował portret komendanta straży. Talent plastyczny pozwolił mu uniknąć natychmiastowej identyfikacji jako oficera, jednak po denuncjacji trafił do więzienia w Białymstoku.

Po nieudanej próbie ucieczki został skazany na karę śmierci, którą następnie zamieniono na 25 lat ciężkiego łagru. Rozpoczęła się jego droga w głąb Związku Sowieckiego.

Dalsza część tekstu na kolejnej stronie:


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Rytm
Reklama
ReklamaKolejowy Serwis Mobilny
Reklama baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama